piątek, 19 grudnia 2014

#MikołajPromuje: Epicka Rozrywka - Patrycja Czubaj | Lewana.pl

Uwielbiam barwne postaci! Lewana urzekła mnie swoimi kontrastami. Mówi o sobie: "nieco cyniczna, nieco bardziej ironiczna" - poniekąd tak jest. W setkach maili jej słowa brzmiały epicko. Nie była cyniczna. Nie była ironiczna. Nie wychodziła z założenia, że ta akcja jej się należy. Pogratulowałem udziału, poprosiłem o teksty... Uwagi przekazałem.
Naniosła tylko te, które uznała za dobre dla siebie. Pozytywnie zaskoczyła mnie asertywnością. Dlatego - z przyjemnością - prezentuję Wam jej notkę:



Epicka Rozrywka
Patrycja Czubaj, autorka "lewana.pl"


Gdzie bawiliście się w weekend?
Jeżeli nigdzie to przeczytajcie co Was omija. Jeżeli w klubie, to też przeczytajcie. Nauczycie się czegoś nowego.

Nie. Absolutnie nie wyglądam tak jak miałam w planie, ale już wszystko jedno. Wychodzimy, będziemy się dobrze bawić, bo to jest w dobrym tonie. W domu zostają wszak tylko frajerzy.
Rzutem na taśmę kilka kwadratowych szklanek, z cieczą pocieszną o brunatnej barwie. Kostki lodu dla ozdoby. Już się troszeczkę pocieszyłam i bardziej skora jestem do szampańskiej zabawy, jaka w planie jest później. 
Wsiadamy więc do taksówki i musimy po stokroć, odbyć rozmowę z taksówkarzem. 
Choć nikt z zainteresowanych nie ma na to ochoty... A poza tym, mam delikatne wrażenie, że już ją odbyłam. Jakieś milion razy. Albo mi się zdaje?
Opętańcza kakofonia wpełzająca do taksówki, wraz z wysublimowanym pokazem świetlnym dają nam znać, że jesteśmy u celu podróży. Zostawiamy jakąś idiotycznie wysoką kwotę w pojeździe – to chyba z wdzięczności za tę ubogacającą duchowo pogawędkę w trakcie jazdy. Przedsmak zabawy już na starcie i wiemy, że możemy spodziewać się epickiego melanżu. Oto bowiem po chodniku sunie z gracją, ale bez butów, dziewoja nastoletnia wraz z oblubieńcem. On wspiera się na jej barkach. Z drugiej strony grupa toczy dyskusję... Na pierwszy rzut oka, podejmują ważne, palące wręcz problemy. Wywnioskować, możemy to po zaangażowaniu w postaci przekleństw, jak i po zaczątkach rękoczynów. Są też filozofowie, dla których dobra materialne, w postaci krzesła na przykład, są zupełnie zbędne. Strapieni wędrówką po ziemskim padole, siedzą wprost na uświnionych, zaplutych chodnikach, nic sobie z tego nie robiąc. Jedną ręką podpierają zmęczone życiem oblicze o zamkniętych oczach. W drugiej bez sensu tli się jeszcze papieros.
Z refleksem przeskakuję nad kimś, kto leży u progu klubu w akcie pokory, odkupując winę za nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, a tym drugim zwłaszcza. Już mogę się oddać wspaniałej zabawie. A nie, jeszcze przemili panowie, o niemiłym wejrzeniu i brzydkich łysych głowach upewnią się, że nie mam w torebce rozmiaru 15×15 cm na przykład AK47. Wyjątkowo, nie miałam.
Schodzimy po schodach, a epickość po prostu rozpływa się wokół. Podobnie jak wysublimowane makijaże mijających nas brzydkich kobiet. Musimy udać się do baru, bo czuję już, że zabawowość ulatnia się ze mnie. Naprawiam to, a tym razem płyn jest przezroczysty, za to pływa po nim smętna limonka, jarząca się na seledynowo w tym szalonym świetle. Odwiedzamy też toaletę, celem naprawienia, odmalowania i rekonstrukcji twarzy. Przy okazji poznając na nowo kilka uniwersalnych prawd życiowych:
  •         kiedy on nie chce, to ty go nie zmusisz (no raaaaaczej!),
  •         jak dziewczyna się puszcza to jest puszczalska, a jak facet to nie (ba!)
  •         oraz jak nie wiesz ile możesz wypić to nie pij wcale (powiedziała i upadła).

Podniesione na duchu chcemy zakosztować tego ubawu i udajemy się na parkiet. Bawiących można kategoryzować, by ułatwić wam imprezy w przyszłości.
Są dziwni panowie, którym parkiet pomylił się z wystawą żywego towaru... Zabawa nie dla nich, ale już niekomfortowe oblepianie wzrokiem i świdrowanie tymże w celu wyłowienia z tłumu najbardziej odpowiedniej ofiary-już jak najbardziej tak. Mamy też kobiety, które są ponadto, najczęściej tak jest w istocie, bo rozmiarem odbiegają od tych przeciętnych. Manifestują swą potęgę nie tylko objętością, ale też pogardliwym spojrzeniem rzucanym na kolejną grupę. Szalone. Te doskonale odnajdują się w imprezowej etykiecie: wiedzą jaka długość tipsów i jaka krótkość kiecki jest najbardziej odpowiednia, by trochę się komuś oddać… ale tak w granicach przyzwoitości. Granica jest cienka, czasem się przesuwa, ale mimo wszystko jest tam i warto o niej pamiętać. Zwłaszcza rano, kiedy zamazana i w potarganych rajstopach uciekasz od niego z domu, zanim się obudzi, i’m just saying. Są też "glonojady", najczęściej migrujące po parkiecie stadami. Czekają tylko, aż oddalisz się na niewielką odległość od koleżanki, by móc przyssać się znienacka. Zawsze od tyłu.
Wykonują jakiś dziwny pseudokopulacyjny ruch, który w niektórych sferach jak się dowiedziałam, uważany jest za taniec.

Zmęczona szaloną zabawą, ucieczkami i unikami ostrych, roztańczonych szpilek z bazaru idę zapalić. Wchodząc do tej szczególnej sali czuję, że właściwie już jest to zbędne, bo jednym haustem, niekoniecznie powietrza, wyrównuję poziom nikotyny. Na najbliższy rok.
Po raz kolejny zostaję uraczona konwersacją, inną niż wszystkie.

- A jak się bawisz, a czy sama, ano tak, też mam dziewczynę, ale teraz to mamy przerwę, fajnie jest nie? no ogólnie jestem z kolegami, ładnie wyglądasz, no idę po piwo. 

Dogaszam więc tego papierosa, którego wcale nie potrzebuję i uciekam. Tak z sali jak i na dobre stamtąd.
Było wspaniale, nic więc dziwnego, że z taką regularnością powtarzam ten błąd… ekhm… tę zabawę. Zabawę powtarzam.



Dla czytelników www.mikołajnowak.pl w ramach #MikołajPromuje,
Patrycja Czubaj "Lewana"


Zostaw jej komentarz na stronie bloga w Facebooku...
... oraz na blogu: www.lewana.pl 

- Co myślicie o stylu Patrycji? Komentujcie :)
Wasze zdanie bardzo się jej przyda.