środa, 19 listopada 2014

"Internety" rozliczyły


Akcja „zamień lajki na głosy” Przemysława Wiplera okazała się porażką – raptem 4,1 proc. osób w Warszawie oddało na niego głos. Przynajmniej na to wskazują wyniki sondażu IPSOS. Mając na uwadze ten fakt, można uznać, ze internauci robią świetnie burzę w szklance wody. A może po prostu są za młodzi, by głosować?

„Elektorat” – choć w tym przypadku brzmi pompatycznie – Przemysława Wiplera w ostatnim czasie e-promował go bardzo aktywnie. Ba, właściwie to promował bez końca!
Kandydat na prezydenta Warszawy wygłaszał co miesiąc radosne tyrady, na swojej facebookowej stronie. Jaki to jest popularny... Ile to ma „lajków”... Jak to mainstream „tej siły nie zatrzyma”. Problem w tym, że „ta siła” nie obaliła Hanny Gronkiewicz-Waltz (48,8 proc. wg IPSOS). Mało tego – nawet jej minimalnie nie zagroziła.
Warto dodać, że Przemysława Wiplera na Facebooku polubiło ponad 100 tys. ludzi. To uplasowało go w czołówce polskich polityków na FB. Z czego – na jego stronie –najbardziej aktywne są osoby w wieku od 18 do 24 lat (dane publiczne z FB). Czyli posiadający uprawnienia do głosowania. W tym samym serwisie oficjalne konto posiada też dotychczasowa prezydent Warszawy. Polubiło je raptem 12 tys. osób... Gdyby HGW chciała robić akcję „zamień lajki na głosy” zwyczajnie by się ośmieszyła.
W stolicy uprawnionych do wzięcia udziału w wyborach było ponad 1,3 mln ludzi.
Wipler był (i będzie) bohaterem wielu memów i GIF-ów w Internecie. Słynne już, zapożyczone od Janusza Korwin-Mikkego, „masakrowanie” towarzyszyło mu nieustannie. To „zmasakrował” lewaka, tam „zaorał” dziennikarza w programie na żywo. Oto mądrości fanów Wiplera w sieci. Nawet komentarze złośliwych, że „orze to się pole”, nie zniechęcają pełnych energii internautów. Dla fanatyków PW jest ich własną odmianą utworu „Wind of Change”. Niemal narkotyzują się treściami z udziałem wspomnianego polityka!
Bronili go nawet wtedy, gdy wiedzieli, że chwiejnym krokiem przerwał interwencję policji, za co zapłacił wysoką cenę. Stawali za nim murem, gdy odbijał cięte riposty kolegów po fachu. Większość młodych jednak, bo aż 27,8 proc. grupy 18-29 lat, zagłosowało na... Prawo i Sprawiedliwość.
Nową Prawicę poparło 11,5 proc. ludzi w tej grupie wiekowej.
Wipler stał się bohaterem ich małych ekranów. Elementem codzienności, tuż obok niezobowiązującej rozrywki typu Kwejk i Demotywatory, na których zresztą często gościł jego wizerunek. Mimochodem zawładnął młodymi umysłami, pobierając cząstkę e-sławy od samego JKM. I spodobało mu się to. Choć kiedy tylko może atakuje TVN, to chętnie przyjmuje zaproszenia do studia przy ul. Wiertniczej w Warszawie. Nawet straszy dziennikarzy mówiąc: „Internety” Was rozliczą!
Na stronie głównej serwisu „Wykop” (skądinąd zdominowanego przez środowiska skrajnie prawicowe) Przemysław Wipler gości bardzo często. W końcu i tam ma konto. Jest tam mikroblog (specyficzna społeczność „tubylców” pieszczotliwie mówi o nim „mirko”; sami lubią, gdy mówi się o nich „Mirki”). Skrajne – często wulgarne – opinie wygłaszane są w większości przez anonimowych komentatorów. Kryją się, jak w starym, dobrym Internecie, za nickami. W nim nikt nie zmuszał nas do ujawniania personaliów pod groźbą skasowania konta, jak robi to chociażby gigant – Facebook. Ale Wykop to miejsce nie mniej popularne na sieciowej mapie Polski. I nie ma się czemu dziwić, w końcu konto ma tam sam Lech Wałęsa(!), zwany przez złośliwych „prezydentem mirko” za swoje nieco sztubackie podejście do fotografii cyfrowej.
Media społecznościowe cechują się różnorodnością. Kto tego nie akceptuje, kto nie umie się dopasować, nie powinien się do nich pchać. Wipler rozumie. I akceptuje za dużo. Tylko za bardzo się „wkopał” w to środowisko. Za mocno zaangażował się w wirtualne emocje, których efekt jest, jaki jest. Niezadowalający politycznie. Wirtualna siła tym razem nie przełożyła się na realne gesty. Efekt? Mierne 4,1 proc.
 I tak oto Przemyslaw Wipler, zamiast prezydentem Warszawy, zostanie tylko prezydentem „mirko”...

Mikołaj Nowak