czwartek, 20 listopada 2014

#MikołajPromuje: Blogerze, pisz u mnie!

Dostaniesz moje Know-How i miejsce na tym blogu.

Krótko: #MikołajPromuje to akcja podnosząca kompetencje młodych (stażem) blogerów.


Nazywam się Mikołaj Nowak, jestem blogerem od 2001 roku.
Piszę felietony m.in. dla "Faktów" TVN oraz portali branżowych. Moje publikacje ukazywały się na Brief.pl, WirtualnychMediach, PRoto i wielu innych. Na co dzień pracuję w redakcji programu informacyjnego.


W blogosferze trudno się wybić. Od lat powtarzane są regularnie te same nazwiska.
Aby dać szansę nowym trzeba ich promować. Oto moja odpowiedź.


Zapraszam do kontaktu Was - blogerów, którzy chcą zwrócić uwagę na swój talent. 
Szukam prawdziwych talentów, które: 


- wyślą mi próbkę tekstu lub link do swojego bloga,
- przyjmą moją propozycję korekty po analizie ich tekstu,
- napiszą notkę na mój blog www.mikołajnowak.pl otrzymując tym samym mój zasięg (kilka tys. odsłon miesięcznie),
- przyjmą propozycję stworzenia tekstu dla dużego wydawcy (opcja).

Podobną prośbę kieruję do dużych blogerów. Prosiłbym, abyście:

- przyjęli moją propozycję dołączenia do akcji,
- stworzyli hashtag, którym będziecie oznaczali promowane treści, np. #RoguskiPromuje,
- zaoferowali małym blogerom swoje Know-How, 
- udostępnili im przestrzeń na swoim blogu,
- NIE CHCIELI ZA TO NIC W ZAMIAN.


Startujemy niebawem. Jeszcze w tym roku chciałbym umieścić kilka Waszych notek na moim blogu. Marzeniem są także notki gościnne na blogach osób wspierających akcję całym sercem. 

Poświęcam na to swój wolny czas. Mam go bardzo mało.
Dlatego nie gniewajcie się proszę, jeżeli będziecie musieli poczekać na odpowiedź mailową ode mnie. Jednak ta akcja nie jest dla mnie - jest dla Was.

Do współpracy zapraszam także portale, vortale i duże blogi tematyczne.
Zapraszam wydawców i doświadczonych redaktorów. Zapraszam wszystkich tych, którzy chcą wpłynąć na kulturę, a jakość w blogosferze nie jest im obojętna.


Zróbmy razem coś dobrego.


Zapraszam do kontaktu,

Mikołaj Nowak


fot. Darek Pala

środa, 19 listopada 2014

"Internety" rozliczyły


Akcja „zamień lajki na głosy” Przemysława Wiplera okazała się porażką – raptem 4,1 proc. osób w Warszawie oddało na niego głos. Przynajmniej na to wskazują wyniki sondażu IPSOS. Mając na uwadze ten fakt, można uznać, ze internauci robią świetnie burzę w szklance wody. A może po prostu są za młodzi, by głosować?

„Elektorat” – choć w tym przypadku brzmi pompatycznie – Przemysława Wiplera w ostatnim czasie e-promował go bardzo aktywnie. Ba, właściwie to promował bez końca!
Kandydat na prezydenta Warszawy wygłaszał co miesiąc radosne tyrady, na swojej facebookowej stronie. Jaki to jest popularny... Ile to ma „lajków”... Jak to mainstream „tej siły nie zatrzyma”. Problem w tym, że „ta siła” nie obaliła Hanny Gronkiewicz-Waltz (48,8 proc. wg IPSOS). Mało tego – nawet jej minimalnie nie zagroziła.
Warto dodać, że Przemysława Wiplera na Facebooku polubiło ponad 100 tys. ludzi. To uplasowało go w czołówce polskich polityków na FB. Z czego – na jego stronie –najbardziej aktywne są osoby w wieku od 18 do 24 lat (dane publiczne z FB). Czyli posiadający uprawnienia do głosowania. W tym samym serwisie oficjalne konto posiada też dotychczasowa prezydent Warszawy. Polubiło je raptem 12 tys. osób... Gdyby HGW chciała robić akcję „zamień lajki na głosy” zwyczajnie by się ośmieszyła.
W stolicy uprawnionych do wzięcia udziału w wyborach było ponad 1,3 mln ludzi.
Wipler był (i będzie) bohaterem wielu memów i GIF-ów w Internecie. Słynne już, zapożyczone od Janusza Korwin-Mikkego, „masakrowanie” towarzyszyło mu nieustannie. To „zmasakrował” lewaka, tam „zaorał” dziennikarza w programie na żywo. Oto mądrości fanów Wiplera w sieci. Nawet komentarze złośliwych, że „orze to się pole”, nie zniechęcają pełnych energii internautów. Dla fanatyków PW jest ich własną odmianą utworu „Wind of Change”. Niemal narkotyzują się treściami z udziałem wspomnianego polityka!
Bronili go nawet wtedy, gdy wiedzieli, że chwiejnym krokiem przerwał interwencję policji, za co zapłacił wysoką cenę. Stawali za nim murem, gdy odbijał cięte riposty kolegów po fachu. Większość młodych jednak, bo aż 27,8 proc. grupy 18-29 lat, zagłosowało na... Prawo i Sprawiedliwość.
Nową Prawicę poparło 11,5 proc. ludzi w tej grupie wiekowej.
Wipler stał się bohaterem ich małych ekranów. Elementem codzienności, tuż obok niezobowiązującej rozrywki typu Kwejk i Demotywatory, na których zresztą często gościł jego wizerunek. Mimochodem zawładnął młodymi umysłami, pobierając cząstkę e-sławy od samego JKM. I spodobało mu się to. Choć kiedy tylko może atakuje TVN, to chętnie przyjmuje zaproszenia do studia przy ul. Wiertniczej w Warszawie. Nawet straszy dziennikarzy mówiąc: „Internety” Was rozliczą!
Na stronie głównej serwisu „Wykop” (skądinąd zdominowanego przez środowiska skrajnie prawicowe) Przemysław Wipler gości bardzo często. W końcu i tam ma konto. Jest tam mikroblog (specyficzna społeczność „tubylców” pieszczotliwie mówi o nim „mirko”; sami lubią, gdy mówi się o nich „Mirki”). Skrajne – często wulgarne – opinie wygłaszane są w większości przez anonimowych komentatorów. Kryją się, jak w starym, dobrym Internecie, za nickami. W nim nikt nie zmuszał nas do ujawniania personaliów pod groźbą skasowania konta, jak robi to chociażby gigant – Facebook. Ale Wykop to miejsce nie mniej popularne na sieciowej mapie Polski. I nie ma się czemu dziwić, w końcu konto ma tam sam Lech Wałęsa(!), zwany przez złośliwych „prezydentem mirko” za swoje nieco sztubackie podejście do fotografii cyfrowej.
Media społecznościowe cechują się różnorodnością. Kto tego nie akceptuje, kto nie umie się dopasować, nie powinien się do nich pchać. Wipler rozumie. I akceptuje za dużo. Tylko za bardzo się „wkopał” w to środowisko. Za mocno zaangażował się w wirtualne emocje, których efekt jest, jaki jest. Niezadowalający politycznie. Wirtualna siła tym razem nie przełożyła się na realne gesty. Efekt? Mierne 4,1 proc.
 I tak oto Przemyslaw Wipler, zamiast prezydentem Warszawy, zostanie tylko prezydentem „mirko”...

Mikołaj Nowak

sobota, 15 listopada 2014

Manifest twórcy

Jesteśmy w sieci. To przestrzeń, w której każdy coś tworzy, ale nie wszystko jest sztuką.
Treści są obrazem nas: naszej kreatywności, usposobienia, poczucia humoru i nastawienia. Problem zaczyna się wtedy, gdy uzmysłowimy sobie, że jesteśmy artystami...


* Na początek ćwiczenie. Zamknij oczy i powiedz "ARTYSTA" - kogo widzisz? *


Otwórz oczy: sztuka dla sztuki
Zauważyłem, że społeczeństwo interpretuje definicje tak, jak mu wygodnie. Jednak definicje nie są elastycznie, nie można ich modelować wedle "widzimisię".

Definicja sztuki jest niezmienna:

Sztuka, jest częścią dorobku kulturowego cywilizacji, manifestującą się poprzez utwory, w tym dzieła artystyczne.
Choć od dekad budzi spory. O to, czy powinna istnieć...

I chociażby dlatego każdy twórca sieciowy (Bloger, Vloger, YouTuber, itd.) może czuć się artystą. Pytanie tylko: czy zasługuje na to, by nim być?

"Dorobek kulturowy cywilizacji"
Jeżeli robisz coś, co niesie się i odciska piętno - należy Ci się szacunek. Wówczas nie musisz nazywać się artystą, bo określą Cię nim ludzie.
Jeżeli jednak tworzysz treści rutynowo, nie wkładasz w nie serca, to przykro mi. Nie wystarczy produkować, bo w sztuce nigdy nie chodzi o ilość. Jednak jakość to w tej kwestii także pojęcie zależne i regulowane percepcją. 


Wystawa Darka Pali, jednego z moich ulubionych polskich artystów i przyjaciela 
Wolno mi wszystko, jestem artystą
Minione lato było wspaniałe. Ciepłe, sympatyczne. Dostałem zaproszenie na jakąś galę. Na plakietce zostało napisane "Dziennikarz". Pobrałem identyfikator i wszedłem do modnego warszawskiego klubu. Wnętrze mieniło się od ciepłych świateł i uśmiechniętych ludzi. 
Co chwilę mijał mnie ktoś, kto na plakietce miał napisane "Artysta". Problem w tym, że ja tych osób wcale nie kojarzyłem!
Towarzyszył mi kolega, znany redaktor z portalu rozpisującego się o branży mediowej. Bardzo zorientowany w sytuacji.

- no nie znasz? Przecież to ta celebrytka z reklam!
- tego też nie znasz? On się pokazuje z tą gwiazdą serialu!

- nie kojarzysz jej? Zasłynęła pokazując pośladki na imprezie Playboya.

Nie, nie znam. I raczej znać nie chcę. A już na pewno dziwi mnie to, że tacy ludzie - celebryci - noszą plakietki z rzucającym się w oczy napisem "Artysta".

W klubie zrobiło się tłoczno i duszno. Nawet najlepsze make-up'y tego nie znoszą. Po części oficjalnej otwarto open bar. Ten moment zawsze weryfikuje, po co ludzie tak naprawdę przychodzą na takie imprezy. Wyścig do baru! Whisky za darmo!
Czekamy w kolejce. Kulturalnie. Stoimy długo, duszno. W głowie dźwięczą niekulturalne słowa.


Nagle wyłania się piękna postać. Fakt, świetne nogi, doskonale uszyta sukienka. Opalona skóra, doskonały make-up. I ten roszczeniowy ton... 
"Proszę mnie przepuścić! Mam chyba napisane, że jestem artystką, prawda?!"
Oh, VIP. 

Gwóźdź programu - pokaz żenady. Uwielbiamy ten moment. Pytam się mojego towarzysza, jaką sztukę uprawia ta odważna dama. Może jest modelką? Może sławną piosenkarką?
On się śmieje i odpowiada mi, że nie - po prostu kiedyś zasłynęła z pokazania "czegoś" i zyskała sympatię fotoreporterów. Więc kontynuuję zdziwiony - od kiedy to paparazzi - selekcjonują i decydują o tym, kto jest artystą, a kto nie?
- on mi na to, że nic nie rozumiem i to nie mój świat. Faktycznie. Stwierdzam to z dumą.
Jakkolwiek kuriozalnie to zabrzmi - pani uzurpuje sobie prawo do bycia artystką. 


Wzięliśmy (a raczej pobraliśmy...) darmowe drinki, choć wolałbym zapłacić, by nie marnować czasu... Takiej opcji nie było. All inclusive bez wyjazdu. Przedzierając się przez duchotę wyszliśmy na dwór.
"Powietrze!" - tak mało nam do szczęścia brakowało. 


Na placu było kilkadziesiąt osób. Większość paliła papierosy. W ustach celebrytki promującej zdrowy tryb życia wyglądają ciekawie. Dostrzegłem pewną postać w cieniu. Zauważyłem kontury na uboczu, gdyż pokazały je flesze z aparatów wspomnianych tu panów. Do ścianki była kolejka. Malowali się nawet panowie. Nikogo tam to nie dziwi. Każdy "jak malowany!" 
Podszedłem bliżej. Troszkę wyglądało to, jakbym skradał się. Jak pies do jeża.
Zerkam, a tam jedna z najpopularniejszych polskich dziennikarek i prezenterek. Prawie 30 lat na wizji. Niesamowity warsztat i doświadczenie. Klasa i styl. Stoi na uboczu, sama.
Nie zajmuje miejsca w kolejce - na tej "gali kolejek", nie zależny jej na tym. Jednak nie wzbudza sensacji. Papierowe marionetki show-businessu zakrzyczały takich ludzi talentem do afiszowania się. Pytanie tylko, czy to też sztuka?


Odciskają piętno? Odciskają.
Mają wkład w kulturę? Mają. Codziennie dostarczają ludziom tematów do rozmowy. 
Pytanie: czy zapychanie ludziom czasu na - w większości - tematy nic nie wnoszące do życia, to sztuka?

Może problem jest we mnie? Może dla mnie artyści to: Chopin, Szymborska, Streep i SinatraMoże to kwestia priorytetów, albo ich braku?
Ludzie, których utwory / role rozbudzają zmysły. Napawają refleksją, wyciszają, lub krzyczą, gdy trzeba.

Twórcy sieciowi lubią mówić o sobie "jesteśmy artystami". To manifest.
Pytanie, czy w tych czasach to jeszcze nobilitacja, czy już potwarz?

Wiem jedno. Prawdziwi artyści nie umierają nigdy.


Mikołaj Nowak


PS. napisz mi w komentarzu, kto wg Ciebie jest artystą. Dziękuję.

Halo, o co afera?

Kiedyś skontaktował się ze mną Onet i zaproponował pisanie u nich. Chodziło o blog. Proponowano mi przeniesienie go, na ciekawych warunkach. Powiedziałem, że się zastanowię i wrócę, ale zapomniałem o sprawie. Pisanie książki, artykułów, praca w redakcji... trochę tego sporo. Sprawa umknęła i rozmyła się.

Bloger blogerowi wilkiem
Natomiast autor bloga Halo Ziemia taką propozycję przyjął. I szybko spotkał się z mową nienawiści w sieci.
Bo krytyką nie można nazwać zarzutów kierowanych w stronę Konrada Kruczkowskiego.
Krytyką nie można nazwać ataków personalnych tylko dlatego, że zwiększy mu się zasięg.
Pewien bloger, którego oczywiście tu nie wymienię, w bardzo nieelegancki sposób wyraził swoje zdanie o decyzji autora 'Halo Ziemia'. Padły mocne słowa oraz posądzenie o porzucenie jakości na rzecz komercji. A ja się pytam: co mu do tego?

Pisanie w strukturach portalu horyzontalnego to nic złego. To po prostu nowe - większe - możliwości dla blogera, któremu nieobcy jest rozwój osobisty.
Złość... to bardzo zły sterownik. Nienawiść - jeszcze gorszy.
Wściekają się fani, gdy ich ukochany zespół zmieni styl muzyczny.
Jednak nie rozumiem motywu ataku na Konrada. Jest to ewidentnie motyw prześladowczy; dodatkowo napastnik otwarcie via blog przyznaje się do prześladowania Kruczkowskiego! Krok po kroku opisuje swoje intencje i spotykające go rozczarowanie.

Strasznie smutna jest ta historia

Z jednej strony widzimy człowieka rozpaczliwie szukającego atencji - z drugiej osoby, które atakuje. Komu bardziej współczuć?
Co do niechcianych gestów i narzucania się:
pomagałem kiedyś policji w przypadkach, które zaczynały się właśnie od takich historii. Chodziło o ludzi, którzy nie są w stanie zaakceptować odrzucenia. Przywierało to bardzo różne formy, ale nigdy nie było czymś pozytywnym dla nękanych. 

Reasumując: nie ma nic złego w pisaniu dla Onetu!
To uznana i ceniona marka wśród wydawców internetowych. To olbrzymie medium. To gwarant dotarcia do szerokiej grupy odbiorców!
Nie dajcie się zwieść czytając emocjonalny terror, który jest zwyczajnym hejtingiem. 

Kibicuję Konradowi, choć zdarzało nam się w przeszłości sprzeczać :-) Jednak nigdy w ordynarny sposób. Zawsze z zachowaniem elementarnych zasad kultury. A sieciowym zadymiarzom stanowczo odradzam dewastowanie wizerunku innych ludzi. 
Może to mieć poważne konsekwencje. 
Słowa to zawsze tylko słowa. Umiejętne ich formowanie to dar. Jednak u rozdrażnionych ludzi zamieniają się w broń. Wysyłacie mi wiele wiadomości w tym temacie. Prosicie o opinię i poradę. Jednak mogę Was tylko poprosić byście byli "kuloodporni". Byście nie promowali zjawisk, które uznajecie za patologiczne. Są ludzie, którzy rozbłyskują jasnym, acz krótkotrwałym płomieniem.
Nie nagradzajcie uwagą ludzi, z którymi consensus jest niemożliwy.
Gdy mali blogerzy próbują wybić się szkalując dużych, to wiedz, że w przyrodzie ma to swoją definicję. Pasożyt. 


Konrad, pisz, gdzie chcesz! 
Mnie najbardziej irytuje fakt, że osoby, które twierdzą, że są tak blisko Boga gwałcą zasadę "nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe".
Niech Konrad pisze dla Onetu. Niech nawet założy drugiego bloga "Halo Onet" - to jego sprawa i jego prawo. Czytelnicy go ocenią i podejmą decyzję. 

A niesfornym blogerom odradzam demolkę sieciową i budowanie popularności kosztem innych. 
Straszną hipokryzją jest krzyczeć do ludzi "jestem wolnym człowiekiem!", a próbować ograniczyć tę wolność innym... Piszecie, gdzie chcecie. Dobry tekst obroni się zawsze i wszędzie. 


fot. REUTERS/Toby Melville

Ściskam!

Mikołaj

PS. na koniec piękny cytat, który usłyszałem w filmie "Bogowie": 
Polak Polakowi nawet porażki zazdrości.

środa, 5 listopada 2014

Pomysł na siebie

Obecność w mediach społecznościowych wielokrotnie oceniana jest przez pryzmat autokreacji.
Obok nieskończonych dyskusji "dziennikarze vs. blogerzy" w modzie jest jeszcze "prawdziwy vs. nieprawdziwy" - i to wg mnie złe postrzeganie.


fot. twitter.com/therealbanksy

Regulujesz: autentyzm czy iluzja? 
W erze mediów społecznościowych płynnym ruchem regulujemy postrzeganie naszej aktywności. 
Chodzi o to, na ile chcemy być w nich odbierani poważnie, na ile żartobliwie. Może pół na pół?
Gdy żartujesz, to raczej nie chcesz być odbierany poważnie. I odwrotnie.
Jednak miej na uwadze, że sieć pozostawia także komfort Twoim odbiorcom... Mogą odebrać Cię mylnie przez pryzmat własnego nastroju, lub Twoich wcześniejszych nastrojów.
Po latach spędzania czasu w mediach społecznościowych wiem jedno... Nie warto liczyć na dystans odbiorców. 

Warto za to ufać samemu sobie; słuchać własnego głosu wewnętrznego. I nie postępować wbrew temu, co nam dyktuje. 

Organicznie wolności jednostki
Polska blogosfera jest iluzorycznie wolna. Tak, jak każdy z nas. Naprawdę jesteśmy zniewoleni swoimi nawykami, pracą, kredytami... Mamy XXI wiek, ale po prostu zmieniła się forma niewolnictwa. 
Akurat blogosfera wyrwała się spod wszelkich ograniczeń. Część z nas bloguje, bo to uwalnia myśli z klatki codzienności.
W krótkim czasie "zobowiązania" mogą zamienić się w "zniewolenie". Wówczas szukanie alternatywnych dróg jest szczególną umiejętnością. 

Nie każdy z nas ma samorodny talent do urozmaicania sobie życia. Ci, którzy go nie posiadają szybko doświadczają stagnacji.
TOP bloger może wpaść w pułapkę statystyk i konieczności pisania. Gdy czuje się do czegoś zmuszony - to oznaka braku wolności. Wówczas jakość pikuje. Gorzej, gdy rozbije się o wrażliwość stałych czytelników bloga.


Pomysł na siebie
Wg mnie najbardziej charyzmatyczny polski bloger - Kominek - na minionym Blog Forum Gdańsk powiedział, że ceni święty spokój. Dlatego każe swoim moderatorkom wycinać wszystkie krytyczne komentarze. Dodał, że nie rozróżnia krytyki na konstruktywną i niekonstruktywną. Po prostu krytyka go razi i eliminuje ją ze swojego życia. 
I wiesz, co? Dopiero wtedy zrozumiałem, na czym polega jego fenomen. To unikatowe postrzeganie wolności. Brak konieczności zadowalania innych; chęć pełnego zadowolenia TYLKO siebie.
Powiedzieć w tych czasach, że ma się krytykę - i krytyków - oraz hejting - i hejterów - w nosie jest niczym... Liczy się moc czynu. Hejterzy i krytycy nie mogą zostać wyproszeni z przestrzeni Kominka, bo zwyczajnie nie są do niej zapraszani.


Pełna wypowiedz Tomka "Kominka" Tomczyka.

Z teorią w/w blogera jest trochę jak z ubiorem - każdy nosi to, co lubi. W kwestii blogerskiej wolności słowa nie funkcjonuje żaden dress code. Jak chociażby w świecie dziennikarskim.
Też mam pewne nawyki w sieci. Nie jest może tak, że krytyką się nie przejmuję. Najbardziej doceniam ludzi, którzy swoje zdanie wyrażają konkretnie. Czyli do mnie, bo to ja jestem odbiorcą. Nie tworzą teatrzyku z moich wad, pisząc o nich publicznie. Ludzie konkretni komunikują się konkretnie. Tylko ludzie niespełnieni mają braki - zwłaszcza - w komunikacji. Potrzeba umniejszenia komuś często rekompensuje własne ubytki. To taka remineralizacja ich skorupy. Zniszczonej doświadczeniami, nerwami, biedą i frustracją... Uwielbiam moment, w którym ktoś pisze mi prywatną wiadomość i punktuje merytorycznie. Podejmuję wtedy dialog - nie rękawice. 

Jednak my - blogerzy - też mamy kruche skorupy. Z odpornością na krytykę bliżej nam do cienkiej skorupki ślimaka, niż potężnego pancerza żółwia. Tak jest prawda i świetnie zdajemy sobie z tego sprawę. Dlatego strategia (pomysł na siebie) Kominka jest skuteczna. To przede wszystkim świadomość siebie. Cenny atut, nie wada.

Moje nawyki także są odbierane jako kontrowersyjne. Są ludzie, którzy to, co dla mnie wartościowe - to moje "wino", którym się upijam - za wszelką cenę zamienią w wodę.
Mówią mi, że jestem bez smaku, że jest mnie wszędzie pełno. 

Ostatnio dużo tweetuję. Robię to dla zaangażowania innych; nie tworzę galerii własnych myśli, bo mi na tym nie zależy. Chcę angażować. I tylko angażować.
Zatem co robię z tweetami, które w ciągu pół godziny nie poruszą nikogo?


Kasuję. 
A dla wielu usunięcie czegoś jest automatycznie jednym z przestępstw w mediach społecznościowych. Jednak to moja wolność, mój Twitter i moje zbrodnie.
Mam w nosie tych, którzy wiedzą lepiej, jak powinienem żyć. Mam w nosie tropiących mnie e-policjantów drogówki myślących, że są co najmniej oddziałem CSI.
Analogicznie działam na Facebooku. Nie ma reakcji = nie ma treści.
Potem przychodzi tzw. Specjalista ds. Social Mediów i wali we mnie pociskiem z kalibrem "cenzura". Muszę rozczarować wszystkich swoich "krytyków"... Jestem wtedy kuloodporny. 

Nic nie cenzuruję. Bo i ciężko jest ograniczyć dyskusje, których... nie było.

Przestań być więźniem swojego umysłu.
fot. twitter.com/therealbanksy
Arogancja, nonszalancja...
Nasze wady mogą być zaletami w mediach społecznościowych. Wspominam Ci często, że tego typu media pełne są paradoksów. Dlaczego?
Bo są zbudowane z nas... Jacy jesteśmy - wiemy tylko my. Społeczeństwo zna moc szczerości. Jednak ona nie blokuje tego, by stale mówić źle o nieobecnych...
Wiemy, jaka istotne są wartości, ale ciężko jest iść przez życie w zgodzie z nimi wszystkimi. To paradoksy.
I to jest najpiękniejszy z nich! Jednak czym tu się zachwycamy? "Wolnoć Tomku w swoim domku!" 

Tyle, że dla nas - influencerów - dom ten jest niemal z każdej strony przezroczysty. Dalej to my decydujemy kogo do niego zapraszamy i kogo z niego wypraszamy! I to w dogodnym dla nas czasie. 
Czy wyjdziemy wtedy na aroganta, czy prezentujemy nonszalancką postawę - to nasza sprawa. Nie musimy wysłuchiwać żartów, które nas nie śmieszą. Nie musimy być tam, gdzie nie chcemy. Nic nie musimy.
Bo blog to nasz internetowy dom. 

Jednak dla własnego bezpieczeństwa warto jest zaktualizować złotą zasadę "nie nie musimy" o "ale myślmy o konsekwencjach".

  • przejmujmy się tylko tymi, którymi warto się przejmować,
  • nie marnujmy czasu na nieistotne kwestie głoszone przez nieistotnych ludzi,
  • nie dajmy się sprowokować tanimi trikami będącymi rozrywką innych.


Mikołaj Nowak 

sobota, 1 listopada 2014

Personal Branding vs. Jedi Mind Trick [Tim Cook & Beyoncé]

Najprościej byłoby zacząć tę notkę od słów "coming out Tima Cooka to..." - jednak, nie.


Tim Cook
fot. businessinsider.com
Chodzi o wizerunek

Niedawno opublikowałem artykuł, nad którym pracowałem długo. Konsultowałem się z wieloma osobami, by porównać, sprawdzić i zrozumieć. Poruszyłem istotę Personal Brandingu w Social Mediach.

Burza wokół słów CEO Apple: "
jestem dumny z bycia gejem" - sprawiła, że inaczej spojrzałem na to publiczne wyznanie.
Jeżeli zarządzając technologicznym mocarstwem mówi, że jest dumny ze swojej orientacji seksualnej, to nie może to być przypadek. Bardzo odważny ruch Cooka zwróci uwagę na Apple w innych aspektach. Jak nie pomoże to na pewno nie zaszkodzi. Nie oszukujmy się - to wg mnie element przemyślanej strategii  doradców wizerunkowych. Wiele osób uważa sztukę budowania reputacji osobistej za lans i szukanie atencji. Nie chodzi o to. Główne skrzypce grają tu szczerość, otwartość i pokazywanie siebie takim, jakim faktycznie się jest.
Nie oszukujmy się  - każdy coming out osoby publicznej jest dziś elementem Personal Brandingu.

Rozumiem, że wielu z Was - moich czytelników - ten wniosek może zniesmaczyć.
Przecież nie wszystko w życiu musi być zaplanowaną strategią i przemyślanym działaniem.


Tak to się robi w USA

A w Polsce? U nas - po dziś dzień - Personal Branding kojarzony jest z czymś złym, 
z szukaniem poklasku. Większość utożsamia go wyłącznie z marketingiem politycznym i muzycznym. Na szczęście odpowiednie osoby przywracają równowagę. Abstrahując od kwestii wizerunkowych - chciałbym wierzyć w to, że dla każdego normalnego człowieka wyznanie Cooka jest... normalne. 

Umysł Jedi - triki i sztuczki

Rodzina Carterów - najpotężniejsi w show-businessie wg Forbes.
fot. Jason LaVeris via Getty Images
Znowu dostaje się pijarowcom, bo to ich obarcza się winą za manipulacje wizerunkowe.
Profesjonaliści wiedzą, że PR jest czysty i etyczny, wolny
od trików i manipulacji.
W tym roku światowe tabloidy żyły plotkami o rozwodzie ikon POP - 
Beyoncé i Jay'a-Z.
Lawina spekulacji ruszyła w czasie promocji trasy koncertowej pary - On The Run.
Małżeństwo nie komentowało doniesień, co podsycało apetyt paparazzich i tłumu.
Paradoksalnie przeszkodą okazał się ojciec piosenkarki (i jej sukcesu) - Mathew Knowles. To on powiedział mediom, że doradcy 
Beyoncé od lat stosują tę samą strategię: "Jedi Mind Trick"...
Polega ona na manipulacji opinią publiczną i "kontrolowanych przeciekach". 
Przemyślane działania mają za zadanie zwiększyć rozgłos i skupić uwagę na konkretnych osobach. Bilety na On The Run sprzedawały się w kilkanaście sekund. Nic dziwnego - każdy chciał zobaczyć, o czym wszyscy mówią. 
  • Czy to prawda, że para się nienawidzi i planuje spektakularny rozwód? 
  • Jak odnoszą się do siebie na scenie? 

Plotka głosiła, że ich uczucie jest czysto iluzoryczne. W rzeczywistości relacja miała być osadzona na fundamentach zarobkowych i pełna wzajemnej nienawiści.
Mechanizm jest prosty. P
odstawione osoby "z otoczenia piosenkarki" wysyłały zmyślone sygnały do mediów plotkarskich. Te - natychmiastowo - temat chwytają i rozbudowują o kolejne sensacje, by zwiększyć nakłady oraz ilości odsłon. Finalnie zyskuje na tym każdy, bo biznes się kręci. Z pewnością nie jest to czyste i etyczne. Jest po prostu skuteczne.
Mathew Knowles wspomniał, że takie triki były stosowane już kilka lat temu, za czasów zespołu Destiny's Child. Właśnie w nim karierę zaczynała Beyoncé.

Para Carterów jest bezkonkurencyjna w kwestii przychodów. Sam "Forbes" uznał ich za najpotężniejszych przedstawicieli show-businessu. 

Personal Branding vs. Jedi Mind Trick
Szczerość vs. Show

Plusy wyznania Cooka:
  • szczerość, otwartość, wsparcie mniejszości seksualnych,
Minusy:
  • reperkusje społeczne.

Plusy dla Beyoncé i Jay'a Z:
  • większy zysk, stałe bycie "na językach" = niesłabnąca popularność,
Minusy:
  • posądzenie o oszustwo i manipulacje w celach zarobkowych, uszczerbek wizerunkowy.

W obu przypadkach ryzyko jest duże.
Jedi Mind: gdy sytuacja wymyka się spod kontroli, trzeba włączyć szczerość. Trzeba zrobić to, co od razu robią inni. 
Para zainterweniowała mocą małych gestów. Jedno przytulenie na gali MTV (fot. wyżej) zastopowało lawinę plotek. Akurat po zakończeniu trasy koncertowej...
Różni doradcy, to różne strategie. 


Którą drogę wybierasz dla siebie?
  • Szczerość od podstaw i konsekwentne budowanie reputacji w oparciu o nią?
  • Czy udział w festiwalu iluzji kosztem swojego wizerunku?

Na deser coś od Jacka Kotarbińskiego :-)



Mikołaj Nowak

Jeżeli masz pytania - zapraszam do kontaktu.