niedziela, 5 października 2014

Popularniejsi po śmierci

Rok 2009
Na żółtym pasku pojawia się "nie żyje Michael Jackson". Przecieram oczy. 
"Król POP miał 50 lat
Nie minął nawet tydzień jak w sklepach muzycznych opustoszały półki rozpoczynające się od literki "J". 
W sklepach internetowych dostanie albumu MJ graniczyło z cudem. Rozpoczął się wielki festiwal miłości do artysty. 
Na samym Facebooku lawinowo przybywało mu fanów. Dlatego chyba nikogo nie zdziwił fakt, że po śmierci "wydał" nowy album. Wrócił nawet na scenę. Jako hologram. 

Śmierć rodzi popyt
Rok 2014
Niedzielny wieczór. Niewielkie pomieszczenie redakcji online, które już mieliśmy opuszczać. 
Ktoś powiedział, że gdzieś napisało o śmierci Przybylskiej. Koniecznie upewnijcie się, że to nie fake! - zagrzmiał ktoś. W końcu słusznie; już raz portal plotkarski Pudełek uśmiercił "przypadkiem" aktorkę...
Żółty pasek: nie żyje Anna Przybylska. Miała 36 lat. 

Nastała cisza. 
Muszę się ogarnąć. Miała 36 lat... Muszę podać tę informację dalej. Osierociła trójkę dzieci. Muszę już to podać dalej. Przegrała chorobę z nowotworem. Stop. 
Zajrzałem na jej facebookową stronę (tzw. fan page) - zgadza się. Jest już info. Jest i ok 15 tys. osob lubiących tę stronę. Tak, jest oficjalna. Ale Facebook pokazuje też inne. Muszę wywołać oficjalną. Dlatego sprawdzam w amoku, która jest która. Wszystko szybko. 

W międzyczasie ktoś dodaje screen z wyników wyszukiwania w FB. Pazerni już tworzą tzw. farmy fanów. Potem żonglują nimi ze strony na stronę albo sprzedają na Allegro. To taka najmniej dotkliwa współczesna forma handlu ludźmi. Nieetyczna oczywiście. 
Zerkam znów do Ani: już 18 tysięcy. Ok. 

Ktoś inny via Twitter burzy się, że ludzie klikają "Lubię to!" pod postami "Anna Przybylska nie żyje". Nie dziwi mnie to. Media społecznościowe rządzą się swoimi prawami. Zbadałem to kiedyś po nagłej śmierci Whitney Houston. Pisałem do ludzi z pytaniem, dlaczego "polubili" tę przykrą wiadomość. 8 na 10 osób odpowiedziało, że nie lubi śmierci a fakt podania mu informacji. Niektórzy reagowali oburzeniem: jak śmiesz sądzić, że lubię, gdy ktoś umiera! - nie sądzę, odpowiadałem. 
Polubienie to odruch kompulsywny - podziękować za wiadomość. Niestety, na Facebooku nazywa on się - w tej chwili niefortunnie - "Lubię to!"...
Już sam fakt, że ludzie nie mieli złych intencji jest budujący. 

Tysiące osób w rożnych miejscach "polubiło" to, że młoda aktorka zmarła. 
To kuriozum na pierwszy rzut oka. 
Gdy Włosi klaskali na pogrzebie Jana Pawła II też to było dla mnie zaskoczeniem. Później ktoś powiedział mi, że tak wyrażają szacunek. To tradycja. 

22:45
29 tys osób "Lubi to!" - oficjalną stronę artystki. 

00:14. Teraz. 


I post z zaprzyjaźnionej strony:


Nie, Ania nie miała tylu hejterów. 
W ostatnim czasie walczyła ze wścibskimi paparazzimi. Nagrywała ich, gdy ją śledzili i publikowała filmy w sieci.  Tym zdobyła ogromną sympatię Internautów. I wielki szacunek. 

00:31. 
43 421 osób na Facebooku Ani. 
Te wszystkie wzrosty są niczym przy statystyce, jaką się osiąga za życia. 
Szkoda, że tylu niesamowitych słów o sobie nie można usłyszeć właśnie w tym czasie. 


Mikołaj Nowak