piątek, 10 października 2014

Bezsenność.

Wsłuchuję się w dźwięki ulicy, liczę jadące samochody, słyszę nawet przemieszczającego się kota. 

Zamykam oczy, ale myśli zaczynają wariować. Jedna się nie skończy, w jej połowie zaczyna następna. Przerwane jak hejnał. I nic nie można uporządkować. 
Przyjęcie zasady "kiedy, jak nie teraz?" sprawiło, że moja konstrukcja zaczęła się buntować przeciw ciężarowi.
Staram się wyciszać umysł. Jednak on za bardzo skupia się na bodźcach z zewnątrz.
Wstaję. Zamykam wszystkie okna. Pragnę odrobiny ciszy, skupienia.

Już nawet kotka rozumie, że coś jest nie tak - wyczuwa - i kładzie się obok, by roznieść swoje "pozytywne wibracje".
Ona nie przepada za bliskością; adoptowana z rodziny, w której była męczona i tłamszona przez trójkę małych dzieci. Była maskotką na "tu i teraz".
Panicznie boi się złapania za ogon i uszy. Dzieci jej pod tym względem nie oszczędzały.
Nawet ona pokonuje swoje awersje, by jakkolwiek pomóc. To niesamowite.


Brak snu jest dużym problemem, prawda?
Z początku bagatelizowałem go. Jednak każdy poranek stał się męczarnią. 

Następny dzień... Obolałe mięśnie, rozmazany obraz, skóra szara jak beton, drżenie rąk.
I tak wiele do zrobienia. Można powiedzieć to słynne: stale coś.
Zorientowałem się, że coś nie gra, gdy omal nie wpadłem pod samochód. Nie skoncentrowałem się na sygnalizacji świetlnej. Strach pomyśleć co byłoby, gdybym prowadził auto...
Rzeczywistość stała się inna. Giętka, gumowa. Bardzo wiele energii daje mi to słabe październikowe słońce. Boję się co będzie, gdy go zabraknie... A ja do tego czasu nie poradzę sobie z tym problemem.

Kiedyś miałem lat dwadzieścia. I z imprezy jechałem do domu - pod prysznic - potem do pracy. Energii było więcej, stresu mniej. Zaraz będę miał trzydzieści lat. I nie potrafię spać, choć mam na to czas. Jakie to komiczne :)

Trzeci kwartał to czas podsumowań. Nie tylko w sferze zawodowej.
Choć moja profesja nie wymaga głupkowatych raportów i analizowania miliona cyfr bez sensu.
Nie gniję w pracy od 9 do 17. Nie pozwoliłbym sobie już na to. Jednak odpowiedzialność za poziom i jakość komunikacji dodaje mi sił. Choć brakuje mi ich - paradoksalnie chyba - do zasypiania. Włącza się jakiś lęk przed tym co mnie ominie. Stałem się niewolnikiem informacji?
Znowu łapię za telefon i sprawdzam aktualności. Jedna po drugiej. Obserwuję dziesiątki kanałów z USA, w których życie dopiero się budzi. Nie da się tego pogodzić. 

Muszę znaleźć jakieś unikatowe rozwiązanie. Po to, by szepty przestały być krzykami, przejeżdżające auta - torturami. Zmęczony umysł gorzej układa zdobyte informacje (o ile robi to), co jest przeszkodą dla wchłaniania nowych.

Przekleństwem jest "musieć myśleć".
Przekleństwem jest słuchać codziennie: "nie śpisz? Ja wręcz przeciwnie!".




Mikołaj