środa, 29 października 2014

Bądź stroną w swojej sprawie! [Personal Branding]

#wiedza | #PersonalBranding | #edukacja

Od najwcześniejszych lat kariery warto dbać o wizerunek – powtarzam to studentom,
z którymi pracuję. Inwestycja w wizerunek i kształtowanie marki osobistej zwróci się. Selektywne dobieranie treści i odpowiednio skonfigurowane ustawienia prywatności to dla przyszłych „ludzi mediów” klucz do mediów społecznościowych.

Spotykam się z grupami, wśród których są przyszli dziennikarze i osoby publiczne. Niektórzy z nich robią wielkie oczy, gdy mówię im o konsekwencjach impulsywnych działań w internecie. „Ale jak to, kto za tydzień będzie pamiętał o mojej wpadce?!”.
Oczywiście, że będzie! I przypomni Ci o niej w najmniej oczekiwanym momencie. A już na pewno wtedy, gdy będziesz osiągać sukces...

Czasem jeden niefortunny status czy tweet może być latami wypominany przez internautów. Znam w świecie mediów ludzi, którzy – choć dostarczają wartościowych treści – i tak dostają reprymendę za grzechy przeszłości. Boleśnie przekonało się o tym wielu artystów, dziennikarzy i polityków.

Masz wpływ, buduj markę osobistą poprzez Social Media

Jeżeli masz coś do powiedzenia, powinieneś używać konkretnych narzędzi, by móc to wyrazić. Wychodząc do tłumu, musisz mówić do mikrofonu – inaczej nikt Cię nie usłyszy. Jeżeli zaczniesz desperacko wymachiwać rękami, by zwrócić na siebie uwagę – zostaniesz uznany za frustrata. Musisz zatem mieć pomysł na komunikację. DNA przekazu. Tak unikatowe, jak Ty.

Nie zawsze Twój prywatny profil jest do tego odpowiedni. Poza tym „profil prywatny” rodzi dystans między Tobą a odbiorcą, który Cię nie zna. Większość serwisów społecznościowych posiada odpowiednie narzędzia do komunikacji z grupą nieznajomych.

Dziś porozmawiamy o plusach posiadania strony w Facebooku i Google+.
Będzie też o plusach komunikacji w 140 znakach. 

„Nie potrzebuję fanpage’a, nie jestem idolem ani celebrytą!”

Nazwa „fanpage” jest nieaktualna, ale ciągnie się za Facebookiem do dziś. I będzie już na zawsze utożsamiana z tym serwisem. Materializujące się w niej słowo „fan” jest dla niektórych barierą nie do pokonania. Są ludzie, którzy pełnią funkcje publiczne, ale nie zależy im na fanach. To politycy, dziennikarze, aktywiści (niekoniecznie gwiazdy i celebryci żyjący z ustawek z tabloidami). Właśnie dla nich powstało Facebook Pages i Strona w Google+ – narzędzia tak unikatowe, jak Ty.
Na początku są czystym płótnem. Niezapisaną kartką. Bo w pełni personalizowane.
To Ty nadasz im kształt i charakter. Realna moc wirtualnych gestów.

Jeżeli narzędzie to odzwierciedli Ciebie – wygrywasz. Jeżeli umiesz dostarczyć ciekawe treści, wzniecać dyskusję i słuchać, zwycięstwo to będzie tylko kwestią czasu. 

- pamiętaj, że Personal Branding to nie lansowanie się, blichtr i bal maskowy. To prezentacja Ciebie takim, jaki jesteś naprawdę. Bez retuszu, bez fałszu -


Odciśnij piętno.

fot. Darek Pala
Narzędzia:

1. Imienna Facebook Page

Potencjał komunikacyjny tej usługi jest ogromny. Jej stworzenie – darmowe. Wymiernych korzyści jest mnóstwo: opinie, możliwość polemiki i dyskusji. Ciepłe słowa i budująca krytyka. A na wyjątkowo uciążliwych czeka opcja „blokuj”.  

Jeżeli masz potencjał, to powinieneś tam być. Nie potrzebujesz do tego konta na Facebooku, choć z pewnością je masz. Musisz pamiętać, że Twoja strona na Facebooku jest jak organizm. Wymaga odpowiedniej diety i dostarczania wartościowych składników w postaci ciekawych treści. Wymaga regularności i odwagi. Bo czasami, przełamując się i zaskakując ludzi, osiągasz znacznie lepsze wyniki w postaci interakcji. To one są zapłatą za Twój czas poświęcony innym. To naturalny system premiowania; jeżeli robisz coś ciekawego – ludzie podadzą to dalej. 

2. Imienna Strona w Google+

Mechanizm działania i budowania wizerunku jest analogiczny do tego w FB. Działając aktywnie, dodając ciekawe treści – zyskujesz uznanie. Dodatkowo, korzystając z hashtagów, zwiększasz swój zasięg. System hashtagów działa w usłudze Google rewelacyjnie. Podpowie Ci nawet tagi pasujące do Twojej treści.

Teraz najważniejszy plus – jesteś w Google, więc istniejesz. Jeśli Twoje treści w Google+ pozycjonują się lepiej – istniejesz wyraźniej. Dlatego warto tam być jako „strona”, co może i brzmi kuriozalnie, ale ma silne właściwości promocyjne. 

3. Twitter

Jeżeli czujesz naturalną niechęć przed komunikacją w 140 znakach – możesz tylko obserwować. A warto obserwować Twittera, bo jest „szybszy niż żółty pasek” w kanałach informacyjnych. Informacje pojawiają się tam wprost z miejsc zdarzeń. Pamiętasz wydarzenia w Egipcie i na Euromajdanie? Ich historie materializowały się na Twitterze. Odgrywał kluczową rolę, bo gdy tamtejsze media tuszowały istotne zdarzenia, prawda znajdowała ujście poprzez sieci społecznościowe. 

Komunikacja w 140 znakach to trochę Brzytwa Ockhama. Właściwie to hybryda Brzytwy Ockhama z zasadą „krótko, zwięźle, na temat”. Na tyrady i ozdobniki nie ma tam ani miejsca, ani czasu. 

Byli sceptyczni. Dziś nie żałują

Przekonywałem dziesiątki osób do budowania swojej marki w sieci. Chcę przekonać i Ciebie. Prowadziłem długie rozmowy m.in. z Joanną Malinowską-Parzydło, prezentując jej paletę plusów i... minusów. Bo FB Pages i Strona w Google+ nie są odpowiednie dla ludzi, którzy nie mają czasu na nic. Tam premiuje się zaangażowanie. Od niego odcina się kupony. 

Joanna jest prekursorką idei zarządzania kapitałem reputacji w oparciu o koncepcję marki osobistej. Od razu było dla mnie oczywiste, że osobowość tak silna i ciekawa MUSI mieć możliwość dzielenia się profesjonalnymi treściami m.in. na Facebooku. Dziś niezwykle wyważone i pozytywne treści Joanny są ukojeniem i inspiracją dla wielu osób, które polubiły jej stronę.

Kolejnym nieprzekonanym był popularny bloger Paweł Bielecki. Ekscentryk, „pozytywny wariat”. Napisał do mnie kiedyś z pytaniem „czy warto?” Oczywiście! Cóż innego mogłem napisać? Także i jemu zaprezentowałem zalety i wady tych kanałów.
Zapytałem Pawła o to, co daje mu strona. Powiedział: 
"Facebook Page znacząco podnosi zasięg. Wpis trafia dalej niż wpis z prywatnego konta"
Bielecki zwraca też uwagę na możliwości precyzyjnego promowania strony; Facebook umożliwia precyzyjne dotarcie dzięki nieinwazyjnej reklamie kontekstowej. 

Oto, co mówi zapytana o to samo Joanna:
"Od lat buduję świadomie swoje „stada” i grupy na FB i na LinkedIn. Na tym drugim, skutecznie i konsekwentnie przez kilkanaście ostatnich lat zbudowałam swoją strefę biznesową, prezentowaną przez sam LinkedIn jako dobra praktyka budowania kapitału reputacji. FB był do niedawna przestrzenią wyłącznie prywatną. Przez lata trzymałam się zasady, że do grona znajomych zapraszam wyłącznie bliskich znajomych lub nowych znajomych, z którymi łączy mnie przynajmniej jedna wartość i którzy mają potencjał na dłuższą znajomość. Regularnie „przewietrzałam” też grono z „martwych dusz” bo lubię konwersację a nie monolog. Rok temu podjęłam męską decyzję o porzuceniu strefy komfortu i rozpoczęciu budowania marki eksperta (już nie HRowca, "matki polskiego mentoringu" i nie lidera zarządzającego w firmach mediowych) w oparciu o blog i oficjalną stronę na FB. Już sam pomysł na posiadanie „fan page” wydał mi się kuriozalny. Nie jestem celebrytą ani osobą publiczną i tym samym, nie posiadam fanów. Uporałam się z tym dyskomfortem, gdy słowo „fanów” zamieniłam w swojej głowie na „sympatyków” tematów, którymi się zajmuję. Tym samym, zaprzestałam zanudzać przyjaciół na profilu prywatnym tematami zawodowymi (bo rodzina, znajomi i przyjaciele są ze mną bez względu na role i zawody, które wykonuję), i stworzyłam sobie przestrzeń, gdzie bez wyrzutów sumienia mogę pisać o tym, co mnie kręci i interesuje zawodowo. Rozumiem, że tam „meldują się” ludzie, których to nie męczy, a wręcz przeciwnie, którzy chcą aktywnie lub biernie, mieć dostęp do inspiracji i wiedzy, którymi mogę się dzielić. Strona „Joanna Malinowska-Parzydło” pełni dziś funkcje integratora moich aktywności eksperta, doradcy od marki osobistej premium, wykładowcy akademickiego i mentora. I skutecznie odstrasza tych, których „kręci” zawodowo coś innego, niż mnie :)" 
Główną wadą mediów społecznościowych dla influencera są ludzie nieżyczliwi i złośliwi, tzw. hejterzy i trolle. Jest na nich sposób. Ostatecznością jest blokada. Ta jednak wada to nic przy pakiecie korzyści. Bo znajdziemy tam niezwykle pozytywne osoby, ciekawe opinie, polecanie wartościowych treści – poznamy siłę społeczności. Naszej unikatowej społeczności, którą stworzyliśmy. To sukces.

Największym wyzwaniem było zachęcanie do tego kroku dziennikarzy Faktów TVN.
Tutaj naturalna bariera „nie jesteśmy celebrytami” była mocniejsza. Ale udało się – dziś połowa składu reporterskiego jest obecna na Facebooku. Codziennie dostają opinie na temat swoich materiałów, często dyskutują ze społecznością, wymieniają opinie. 

Najbardziej aktywna jest Marzanna Zielińska. Olbrzymią wartość dla społeczności wnoszą też Marcin WronaAndrzej Zaucha i Maciej Woroch, którzy serwują unikatowe treści spoza kraju. 

Profil prywatny zostaw dla znajomych! 

MIEJ PRYWATNOŚĆ W CZASACH JEJ DEFICYTÓW!
Z innymi komunikuj się profesjonalnie – jeżeli jesteś profesjonalistą. Jeśli jeszcze nie jesteś, ale czujesz, że będziesz – zapewnij sobie lepszy start.


Jest jednak ktoś, kto nadaje na profilu prywatnym i nie planuje tego zmienić. Oto, co mi powiedział Michał Górecki z Koszulkowo.com:
"Nie założyłem sobie strony osobistej z kilku powodów. Po pierwsze - „Brzytwa Ockhama“. Mam już konto prywatne z subskrybentami oraz fanpage (wiem, że ta nazwa jest nieaktualna, ale ją lubię bo jest krótka) bloga, który ma moje imię i nazwisko w adresie - michal-gorecki.pl. 
Przy kolejnym kanale dostałbym nieco rozdwojenia jaźni, nie wiedziałbym co na nim pisać. No właśnie, nawet teraz mam problem z rodziałem. Nie jestem typem osoby skrupulatnie niczym strateg wojskowy planującej swoją markę osobistą. Jestem jaki jestem, działam impulsywnie, piszę to co myślę i przemyślam. 
Po drugie mam zebrany całkiem spory kapitał susbkrybentów na swoim prywatnym profillu i nie chciałbym ich stracić. A zmieniać profilu w fanpage nie będę - straciłbym całą swoją historię i olbrzymie ilości treści, także prywatnych.
Po trzecie wreszcie fanpage ma gorsze zasięgi (łatwiej treść dotrze do 1000 przyjaciół/subów niż 1000 osób śledzących fanpage, ten ma gorszy status w algorytmie newsfeeda).  
Fanpage bloga służy mi więc głównie do wrzucania linków do notek oraz czasem dyskusji. Choć wolę je prowadzić u siebie. I zapomniałbym to o tyle bardziej skomplikowane, że posiadam drugiego bloga bardziej sprofilowanego, rodzinno-podróżniczego - mikemary.pl. Tam jest o wiele więcej wpisów tekstowych i komunikacji parentingowej bezpośrednio na stronie."

Statystyki

Nie musisz ich lubić, ale się przydają. Facebook i Google+ dostarczą Ci szczegółowych danych o dystrybucji Twoich treści oraz odbiorcach. Internet to medium w pełni mierzalne. Ta opcja przekłada się na ciekawe wnioski. Konkretniej: możesz się lepiej dopasować do oczekiwań odbiorców. Oczywiście, jeżeli masz taką potrzebę. Pamiętaj, że coś dostajesz, bo coś dajesz od siebie. Warto czasem zaglądać do statystyk.

Teraz ćwiczenie dla Ciebie:

1. Zastanów się, czy to, co masz do powiedzenia innym poprzez media społecznościowe, jest unikatowe i wartościowe dla innych.

2. Jeżeli odpowiedź na pierwsze pytanie brzmi "TAK" – opracuj własną strategię kreowania wizerunku (bo jesteś kowalem swojego losu).

3. Zastanów się, ile czasu jesteś w stanie przeznaczyć na dialog oraz jak często możesz dostarczać treści. Mogą to być Twoje ulubione strony, Twoje teksty, teksty innych, które warto przeczytać, materiały, aktywność zawodowa. Musisz wiedzieć, z jakiej strony chcesz się innym zaprezentować. Możesz próbować wykreować swoje alter ego, jeżeli masz pomysł na siebie. Zachęcam Cię jednak do budowania reputacji nazwiska. Im szybciej – tym lepiej.

4. Określ narzędzia, które są Ci potrzebne: strona na FB, strona w G+, Twitter?
Może na początek tylko strona na FB? 

Jeżeli już to wszystko wiesz – działaj. Kreuj. Zdobywaj interakcje i świetnie się przy tym baw.

Narzędzia, o których napisałem wyżej, są dobrodziejstwami Nowych Mediów. Są dla Ciebie, o ile konsekwentnie realizujesz przemyślane wcześniej kroki w swojej karierze. Możesz być dla innych inspiracją. Możesz dać im to, czego im brakuje. Tak działa Social Networking – uzupełniamy się w internecie i dlatego budujemy wirtualny system relacji odzwierciedlający stan rzeczywisty.

Nadal obawiasz się zaryzykować?

Przypomnij sobie, że do odważnych świat należy.
Pokaż się z najlepszej strony.


Mikołaj Nowak


Przydatne linki:
Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną.
- - -

Za pomoc w realizacji artykułu dziękuję:

  • Joanna Malinowska-Parzydło - CEO Personal Brand Institute
  • Angelika Sokal-Szewczyk - korekta tekstu
  • Aleksandra Mokwa - konsultacja merytoryczna
  • Paweł Bielecki - Bloger www.pawelbielecki.in
  • Karol Karpiński - konsultacja merytoryczna, Facebook
  • Michał Górecki, influencer i przedsiębiorca