piątek, 12 września 2014

Pozwoliłem sobie na zbyt wiele.

Bryluję na wirtualnych salonach. 
Krztuszę się opiniami i samouwielbieniem. 
Gardzę głupszymi od siebie zamiast skupić się na ich problemie.

...Ale chyba mam go sam. 


Od najmłodszych lat czułem potrzebę realizowania i dzielenia się aktywnościami. 
Dziś wiem, że jest mnie wszędzie pełno. Dla wielu za dużo.
Dziś wiem też, że zacząłem za wcześnie, a to nie podstawa do oczekiwania od innych by wystawili mi pomnik. 


Dokładnie w maju 2014 roku minęło mi dziesięć lat stażu pracy.
Przez ten czas zrobiłem dość sporo. I zupełnie nie wiem dlaczego już dziś przybrałem postawę mentora i człowieka nieomylnego. Przecież mylę się tak często. A to ponoć ludzkie. I znów piszę o pracy... Zaraz przyjdzie tu ktoś złośliwy i powie, że się chwalę.
Ludzki też jest mój brak cierpliwości i wyrozumiałości dla cyników i sieciowych zadymiarzy.
W ostatnim kwartale stałem się celem ataków sieciowych przez osoby, dla których znaczę niewiele. Na których te dziesięć lat nie robi najmniejszego wrażenia. 

Powiem szczerze, że mam już tego trochę dość, ale... Nie jestem bez winy.

Za każdym razem daję powody do oceniania mnie. Nie milczę, mówię głośno co myślę.
Jedni dopatrują się w tym zalety - inni wady. Co ja sam widzę w sobie?
Jeżeli wymagam konstruktywnych ocen może powinienem konstruktywnie milczeć?
Przede mną kolejnych dziesięć lat. Chciałbym, by były tak owocne jak poprzednie, ale czuję wewnętrzną potrzebę zmiany. Potrzebę wyciszenia i zdystansowania.
Czytam wiele na swój temat, choć to niezdrowe. To jak przyłożyć buzię do rury wydechowej i wdychać spaliny. 

Jednak wierzę w to, że wśród kilogramów błota znajdzie się maleńki złoty kamyczek.
Będzie nim wartościowa opinia osoby, która poświęci chwilę by napisać coś konstruktywnego.
I - jeżeli już musi mnie oceniać - to zrobi to dobrze.


Zacząłem się przejmować zdaniem innych i to jest błędne założenie.
Choć - jak napisałem wyżej - nie chcę być ignorantem; wolę odsiać i szukać, niż wyłączać, banować i udawać, że nie coś nie istnieje. 


Zdaję sobie sprawę z tego, że moje aktywności mogą irytować. Że moja postawa bywa arogancka i nazbyt ekscentryczna. 
Jeszcze wiele pracy przede mną - czuję, że muszę zareagować już teraz.
Mam dość sarkazmów. Bynajmniej nie dlatego, że angażują umysł silniej niż tanie ironie.
Mam ich dość dlatego, że ich twórcy skupiają się na mojej sylwetce, a nie efektach mojej pracy. Nie mam szczególnego talentu do spoufalania się. Nie mam nawet talentu do spędzania czasu na wydarzeniach branżowych i uśmiechania się do tych, których uważam za skrajnych idiotów. Nie umiem być gdzieś z konieczności.

Poświęciłem się temu, co lubię robić najbardziej. Ale za bardzo stworzyłem pole iluzji, w które uwierzyłem. Za bardzo chcę naginać rzeczywistość. Za bardzo wydaje mi się, że jestem Stevem Jobsem polskich społeczności. A tak naprawdę przespałem najważniejszy dla mnie okres i oddałem pole innym.
Może płacę cenę tego, że zrobiłem to za szybko i nie zapanowałem w porę nad sobą.

Najgorsze jest to, że jednak wdychałem te cholerne spaliny wmawiając sobie, że to konieczne. 


Mikołaj Nowak