poniedziałek, 29 września 2014

Co z nami będzie?

Żyjemy w czasach, w których upadek iPhone interesuje ludzi bardziej, niż upadek człowieka.

I to by było na tyle, bo mówi wszystko. 

Spychamy cierpienie na drugi plan. Dopóki nas nie dotknie.
Kiedy czujemy ból wszystko się zmienia. Bo nie mamy już wyjścia. 

Widzę to codziennie w odzwierciedlających nastroje społeczne mediach społecznościowych. Jestem specjalistą od nich. A czasem zupełnie nic z tego nie rozumiem. Festiwal i bal maskowy w jednym;
jedno widzę na tzw. feedzie, drugie w prywatnej wiadomości. I zwykle to samo: "wiesz, że muszę tak napisać". OK.
Dlaczego wszyscy mi się dziwią, że nie chcę w tym uczestniczyć? 


* * *

Ostatnio mniej piszę - więcej obserwuję. Bardzo lubię ten stan, bo ciężko jest jednocześnie mówić i słuchać.
Chyba orientuję się w tym, że gubisz się czytając ten post.
Już się gubisz? Co teraz czujesz?
Powiedz, co czujesz, gdy widzisz inwazję notek o tym, że kobieta wszyła sobie trzecią pierś? Że nowy iPhone sześć plus wygina się? Że ktoś znów komuś ubliżył?
Widzisz i niby ignorujesz, ale to nieznośne uczucie, że poziom nagromadzonych śmieci w głowie nie zmniejsza się. Oszaleć można. Od tego pozerskiego przybijania piątek - oszaleć można. Od tych fałszywych przyjaciół też. Już najbardziej od tej iluzji doskonałych relacji. 


Są takie chwile, gdy zastanawiam się co z nami będzie?
Refleksja tego typu pojawia się, gdy widzę w mediach społecznościowych lawinę newsów o niczym. Toczę mnóstwo rozmów o niczym. Tak naprawdę niewiele znaczę.
Jestem w stanie to wszystko w moment usunąć.
Przygniata mnie to, że tkwię w tym systemie na własne życzenie. Z ludźmi, którzy też muszą w nim tkwić. Muszą, muszą i muszą. Traktują media społecznościowe jak kredyt hipoteczny; obawa, że gdy je zaniedbają - ktoś im coś zabierze. A niech zabiera!
czasami chciałbym wydrukować te wszystkie posty i rzucać nimi jak jesiennymi liśćmi.

Za dużo w tej treści znaków zapytania. Chciałbym konkretów.
Chciałbym wiedzieć dlaczego tak bardzo interesuje nas to, co powinno interesować najmniej.
Chciałbym wiedzieć dlaczego ludzi satysfakcjonuje prowadzenie negatywnej kampanii za plecami. Czy to ich dowartościowuje? Uczyni bogatszymi?
Zaczynam mieć dość tych drobnych uszczypliwości. Tego wyścigu o atencję.
tego, kto dokopie mi (i innym) bardziej. To takie fajne dowalić komuś, kto zazwyczaj dowala komuś. Jacek Kotarbiński powiedział mi ostatnio: jak kopiesz komuś grób z zemsty to kop od razu drugi. Dla siebie. 



* * *

Co z nami będzie?

Co będzie z życiem ludzi, dla których wszystko jest projektem?
Co będzie z ludźmi, którzy zrzucają z siebie szaty prywatności, by wmówić innym, że dzięki temu są szczerzy? Szczerość to przecież szacunek. Także do siebie. 

Znów pytajniki, wszędzie mnóstwo ich. Atakują mnie z każdej strony. Osaczają jak stado wilków. Są głodne mojej prywatności a ja nic więcej z siebie nie dam.
Chciałbym rozumieć, ale nie potrafię. Tych ludzi. Ten system. Za dużo we mnie buntownika.


Dlaczego nie zależy mi na tym, na czym zależy innym - pytam.
Znów nie cieszy mnie to, co zaraz ucieszy większość. 

Chciałbym kiedyś pisać o tym z takim - lekko cynicznym - uśmiechem, z jakim Amy Winehouse śpiewała "Rehab".
Będąc w epicentrum problemu śmiać się z niego. Toczyć walkę, ale zwyciężyć.
Chciałbym umieć robić dobrą minę do złej gry. Świetnie potrafić wejść w drogę i wyjść z założenia.

Tak dla odmiany. 

No, ale nie umiem.


mikołaj


fot. Mikołaj Nowak
Wschód słońca nad rodzinnym Mokotowem.