poniedziałek, 29 września 2014

Co z nami będzie?

Żyjemy w czasach, w których upadek iPhone interesuje ludzi bardziej, niż upadek człowieka.

I to by było na tyle, bo mówi wszystko. 

Spychamy cierpienie na drugi plan. Dopóki nas nie dotknie.
Kiedy czujemy ból wszystko się zmienia. Bo nie mamy już wyjścia. 

Widzę to codziennie w odzwierciedlających nastroje społeczne mediach społecznościowych. Jestem specjalistą od nich. A czasem zupełnie nic z tego nie rozumiem. Festiwal i bal maskowy w jednym;
jedno widzę na tzw. feedzie, drugie w prywatnej wiadomości. I zwykle to samo: "wiesz, że muszę tak napisać". OK.
Dlaczego wszyscy mi się dziwią, że nie chcę w tym uczestniczyć? 


* * *

Ostatnio mniej piszę - więcej obserwuję. Bardzo lubię ten stan, bo ciężko jest jednocześnie mówić i słuchać.
Chyba orientuję się w tym, że gubisz się czytając ten post.
Już się gubisz? Co teraz czujesz?
Powiedz, co czujesz, gdy widzisz inwazję notek o tym, że kobieta wszyła sobie trzecią pierś? Że nowy iPhone sześć plus wygina się? Że ktoś znów komuś ubliżył?
Widzisz i niby ignorujesz, ale to nieznośne uczucie, że poziom nagromadzonych śmieci w głowie nie zmniejsza się. Oszaleć można. Od tego pozerskiego przybijania piątek - oszaleć można. Od tych fałszywych przyjaciół też. Już najbardziej od tej iluzji doskonałych relacji. 


Są takie chwile, gdy zastanawiam się co z nami będzie?
Refleksja tego typu pojawia się, gdy widzę w mediach społecznościowych lawinę newsów o niczym. Toczę mnóstwo rozmów o niczym. Tak naprawdę niewiele znaczę.
Jestem w stanie to wszystko w moment usunąć.
Przygniata mnie to, że tkwię w tym systemie na własne życzenie. Z ludźmi, którzy też muszą w nim tkwić. Muszą, muszą i muszą. Traktują media społecznościowe jak kredyt hipoteczny; obawa, że gdy je zaniedbają - ktoś im coś zabierze. A niech zabiera!
czasami chciałbym wydrukować te wszystkie posty i rzucać nimi jak jesiennymi liśćmi.

Za dużo w tej treści znaków zapytania. Chciałbym konkretów.
Chciałbym wiedzieć dlaczego tak bardzo interesuje nas to, co powinno interesować najmniej.
Chciałbym wiedzieć dlaczego ludzi satysfakcjonuje prowadzenie negatywnej kampanii za plecami. Czy to ich dowartościowuje? Uczyni bogatszymi?
Zaczynam mieć dość tych drobnych uszczypliwości. Tego wyścigu o atencję.
tego, kto dokopie mi (i innym) bardziej. To takie fajne dowalić komuś, kto zazwyczaj dowala komuś. Jacek Kotarbiński powiedział mi ostatnio: jak kopiesz komuś grób z zemsty to kop od razu drugi. Dla siebie. 



* * *

Co z nami będzie?

Co będzie z życiem ludzi, dla których wszystko jest projektem?
Co będzie z ludźmi, którzy zrzucają z siebie szaty prywatności, by wmówić innym, że dzięki temu są szczerzy? Szczerość to przecież szacunek. Także do siebie. 

Znów pytajniki, wszędzie mnóstwo ich. Atakują mnie z każdej strony. Osaczają jak stado wilków. Są głodne mojej prywatności a ja nic więcej z siebie nie dam.
Chciałbym rozumieć, ale nie potrafię. Tych ludzi. Ten system. Za dużo we mnie buntownika.


Dlaczego nie zależy mi na tym, na czym zależy innym - pytam.
Znów nie cieszy mnie to, co zaraz ucieszy większość. 

Chciałbym kiedyś pisać o tym z takim - lekko cynicznym - uśmiechem, z jakim Amy Winehouse śpiewała "Rehab".
Będąc w epicentrum problemu śmiać się z niego. Toczyć walkę, ale zwyciężyć.
Chciałbym umieć robić dobrą minę do złej gry. Świetnie potrafić wejść w drogę i wyjść z założenia.

Tak dla odmiany. 

No, ale nie umiem.


mikołaj


fot. Mikołaj Nowak
Wschód słońca nad rodzinnym Mokotowem.

środa, 17 września 2014

Nie myśl o innych, pomyśl o sobie!

Energia. 
To ostatnio bardzo ważne słowo dla mnie. Przez lata, stanowczo zbyt wiele, zmarnowałem jej na myślenie o kompleksach i nieistotnych rzeczach. Dziś szanuję czas i energię. 
Dziś ośmielam się też poprosić byś i Ty też szanował swoją. 

1. Irytuje Cię szczęście innych? 
Człowiek spełniony i pogodny nie zastanawia się dlaczego inni są szczęśliwi.
Nie zazdrości i nie ma potrzeby podważania sukcesów ludzi.
Potrafi gratulować i formować wnioski w ciepłe, motywujące słowa. 

Potrafi też konstruktywnie krytykować - jeżeli o opinię go poprosisz. Bardzo często spotykamy się ze złośliwościami, ale to jak z oglądaniem się za siebie. Stajesz się nieuważny i możesz wpaść na przeszkodę. Niech uszczypliwości innych cię nie usidlą i zdekoncentrują. Najczęściej konieczność ich wygłaszania świadczy negatywnie o autorach.

2. Uważasz, że życie jest niesprawiedliwe?
Bardzo często słyszę o niesprawiedliwości. I to mnie dziwi, bo jesteśmy kreatorami swojego bytu i losu.
Tutaj ważne są sterowniki, czyli myśli formujące wnioski. 

Jeżeli kupiłeś mieszkanie na kredyt to nie oceniaj krytycznie kogoś, kto je dostał. 
W dzisiejszych czasach oceniamy innych po tym co posiadają obok siebie - nie w sobie.
To bardzo duży błąd. Biorąc kredyt dałeś sobie. Sam. I to jest duża niezależność.
Bo akurat do kredytu trzeba mieć tzw. zdolność. Jeżeli ją masz to osiągnięcie. 

Przynajmniej nikt nie stoi ci nad głową i nie mówi jak masz żyć. Oceniając innych (jeżeli już musimy) powinniśmy pomyśleć o minusach rzekomego szczęścia innych. 
Liczysz się z tym, że przez naście lat będziesz spłacać raty - i ok. To konieczność pracy a praca jest czymś co nadaje sens życiu. Dodatkowo urozmaica je. 

3. Tłumacz sobie: nie ma systemu idealnego
Stale wyścig o to, kto ma więcej a kto mniej. Kto może więcej - kto mniej. Kto jest kim.
Po co marnować cenną umysłową energię na tego typu myślenie? 

Poznałem kiedyś człowieka, który swoje życie podporządkował karierze. Nie miał czasu na założenie rodziny, na wyjazdy, na nic przyjemnego. Dziś jest majętny, ale nadal nie ma rodziny i często święta spędza sam. Ma przyjaciela! Jest nim biszkoptowy labrador, bo ludzie dawno się odwrócili, gdy nie miał dla nich czasu.
Jednak na ulicy wszyscy oglądają się za jego najnowszym modelem sportowego BMW. Tylko nikt nie zastanowi się nad tym, że ktoś może w nim być samotny i nieszczęśliwy.

Nie chodzi o to, byś o każdym kto osiągnął sukces myślał - "na pewno coś jest nie tak!" - to także niezdrowe. Chodzi o dopuszczanie do głowy innych wariantów, by stać się otwartym na możliwości i opcje. 

4. Twoim problemem jest to, co sprawia ci przyjemność?
Lubisz palić, ale nienawidzisz tego suchego kaszlu i smrodu?
Lubisz pić, ale nie znasz umiaru? Lubisz zabawić się, ale boisz się zalogować następnego dnia na konto?
To Twoje demony - świadomie działasz wbrew sobie. Pamiętaj, że są ograniczenia, które nas irytują lub ratują. Ograniczeniem, które nas irytuje może być powstrzymanie się przed gradobiciem słów, które chcesz wygłosić nielubianemu szefowi.
Ograniczeniem, które cię uratuje może być redukcja tego, co powoduje problemu.
Udało mi się zredukować papierosy. Do zera.
Udało mi się przestać pracować dla kogoś, kogo nie uważałem za autorytet.
Udało mi się wyjść z imprezowego szału. Dlatego ci o tym piszę.
Zwalczyłem swoje demony i nie mam potrzeby ich przywoływania. W człowieku zawsze materializują się problemu i rozwiązania. Jesteśmy tak skonstruowani, że łatwiej wpadamy w tarapaty, ale trudniej nam z nich wyjść.

5. Serdeczność rodzi serdeczność, agresja - agresję
Prawda stara jak świat. Najczęściej jest tak, że gdy uśmiechniesz się do nieznajomego - on uśmiech odwzajemni. Tylko człowiek podejrzliwy i sceptyczny ucieknie wzrokiem.
Nie bez powodu dzisiejsze społeczeństwo pełne jest ludzi wrażliwych i kalkulujących złe intencje. Żyjemy w czasie iluzorycznego wrażenia pokoju na świecie.
Ale to nie powód, by pozbywać się w sobie pierwiastka zaufania.
Z kolei człowiekowi agresywnemu i sfrustrowanemu lepiej zejść z drogi. Niektórzy pytają się mnie: "dlaczego?". Nie wchodząc w zbędne dywagacje używam wtedy przykładu obrazkowego:


- wprost na ciebie pędzi auto. Masz czas by zejść mu z drogi. Co robisz?

No właśnie. Intuicyjnie odpowiesz "schodzę". Bo intuicja każe Ci chronić życie.
To cenny autoprogram.

Nie zatrzymasz człowieka posuwającego się do ostateczności.
Nie odpieraj ataków atakiem - rozzłościsz go jeszcze bardziej. Gdy tylko stwierdzisz, że nie ma szans na załagodzenie konfliktu - wycofaj się z niego.
Zapomnij o tym, że taka sytuacja miała miejsce. Pomyśl o czymś ciekawym, pomyśl o bliskich. Myśl o pozytywach. 


6. Uświadom sobie słabości
Lata przywierania postawy "jestem gorszy od niektórych, ale i tak lepszy od większości" sprawiły, że ludzie zaczęli widzieć we mnie aroganckiego faceta. Najbardziej boli fakt, że to spycha na bok moje dokonania. 
Zasadę tę wpajali mi ważni dla mnie ludzie. Nie wiem czy jest ona nieprawdą. Wiem, że nie przyniosła mi krystalicznej reputacji.
Nie chodzi o to, by wszyscy myśleli o tobie jak o idealne. Warto jest obserwować otoczenie i wyciągać wnioski. Nie chodzi też o to, by myśleć o sobie tylko przez pryzmat "jestem gorszy", bo nikt nie rodzi się przegrany. Warto jest uświadomić sobie CO i DLACZEGO inni myślą o Tobie. Warto jest najpierw słuchać, później mówić. A w chwili, gdy totalnie rozwalasz system swoimi osiągnięciami powiedzieć - oto jestem.
/lub poczekać aż powiedzą to inni... /

Mam nadzieję, że tych kilka prostych rad pomoże Ci zrekonstruować swoje spojrzenie na wiele spraw. Piszę, gdyż miałem z powyższymi punktami problemy.
Stopniowo - z pomocą serdecznych ludzi - wdrożyłem zmiany w swoje życie. Udało mi się.
Dziś jestem zawodowo spełniony, zdrowy, wolny od nałogów i demonów.
Jedyne z czym się borykam to pkt. 1 - drażnię tym innych.
Tego też Ci życzę!


Mikołaj Nowak


Miasto skąpane w słońcu.
fot. Mikołaj Nowak 

poniedziałek, 15 września 2014

Smak i zapach wspomnień z dzieciństwa. Umiesz je zatrzymać?

Choć za moment będę miał trzydzieści lat to brakuje mi pewnych detali z dzieciństwa.
Mam spory problem z tym, że wspomnienia same się wymazują. 

Czasami zawieszam się, bo nagle uaktywni mi się jedno z nich.
Potrafię iść ulicą i stanąć. Nagle czuję impuls. Zamykam oczy i trzymam obraz w głowie jak na smyczy. By tylko nie uciekł poza kontrolowany obszar.
Dzieje się tak dlatego, że wszedłem w jakiś nowy etap. Całkowicie nieznany.
Przestałem ze szczegółami wspominać to, na czym najbardziej mi zależy.
Zacząłem zapominać...
Najgorzej jest czegoś nie pamiętać. Niektóre ze wspomnień w mojej głowie wyglądają już jak porwany film. Naprawdę szkoda, że pamięci nie można poddać cyfrowej obróbce. 


Zapach
Gdy się golę przypomina mi się zapach pianki do golenia ojca. A raczej całego tego procesu. Zazwyczaj stałem przed łazienką i podglądałem to co on robi.
Krok po kroku: krem do golenia Wars, pędzel ze szczególnym brązowym odcieniem włosia. 

Trochę wody... Czasami spoglądał na mnie i się uśmiechał delikatnie. Na szczęście do dziś pamiętam w całości jego słowa "kiedyś też tak będziesz robił".
W powietrzu unosiła się woń kosmetyku. Szczególna. Absolutnie nie do pomylenia z żadną inną.

Nagle wspomnienie to przerywa niecierpliwe - "już?!". A, tak. Już.
Przecież nie mieszkam sam. Od trzech minut stoję z maszynką w ręku i nie robię nic poza surfowaniem w mojej pamięci. 


Smak
Zawsze był dla mnie mniej istotny niż zapach. Z pewnością kucharz ze mnie żaden.
Jednak czasem poczuję coś co przypomina mi rzeczywistość wokół sprzed ponad 25 lat.
Smak świeżej bułki posmarowanej prawdziwym masłem. Smak oranżady lub napoju "Ptyś". Smak wody "Mazowszanka" i mleka ze szklanej butelki. Obwarzanek, lizaka, naleśników, śmietany... Choć temu wszystkiemu bliżej do doskonałej kopii to znów umysł się zawiesza, ja zamykam oczy i wspominam. Krok po kroku, obraz po obrazie... Klatka po klatce. Jak na montażu w stacji. Tym co irytuje mnie najbardziej są uciekające fragmenty. Absolutnie nie mogę ich dogonić. Nigdy.
Nie mam też wpływu na to co i kiedy mi się przypomni. Kiedyś wspominałem na zawołanie; dziś mam natłok myśli. Teraźniejszość jest bardzo obciążająca. Rzeczywistość przytłaczająca i bezlitosna. Pracuję w newsach i muszę liczyć się z tym, że przyswajam znacznie więcej informacji od innych. Może to działa jak trening umysłu? Oby.


Gesty i miejsca
Konkretne gesty kojarzą mi się z pewnymi miejscami. To schematy. Są jak matematyczne równania. Gdy zobaczę pana podającego watę cukrową kilkuletniemu chłopcu to od razu przenoszę się w czasie na teren warszawskiego ZOO. Pewnie do jakiegoś roku 1987.
Gdy widzę ludzi pijących kawę z filiżanek to wspominam rodziców. Razem. 
Codziennie rano parzyli kawę i popijali ją czytając gazety. Łyk za łykiem, strona za stroną. 
Nie było żadnego pędu, wstawania na ostatnią chwilę i porannej histerii.
Nie było konfliktów o łazienkę i presji czasu. To absolutnie nie istniało. Mieliśmy ponad godzinę na to, żeby spędzić ten czas razem. Właściwie to my byliśmy dla siebie jak kawa. 

Zazwyczaj spędzałem ten czas w moim pokoju nieporadnie próbując się ubrać.
Ale zapach kawy szczelnie wypełniał każdy kąt. Wtedy go ignorowałem, dziś działa jak sole trzeźwiące. 


Nie wiem co się dzieje. Te wszystkie wspomnienia bledną. Są nadpisywane nowymi? Tak to działa? Najgorsze jest to, że nie mam gwarancji, czy z takim sentymentem będę wspominał to co dziś za kolejnych prawie trzydzieści lat.
Kreujemy siebie i realizujemy. Budujemy mapę wspomnień.
Jednak to dzieciństwo jest tym obszarem, który za wszelką cenę chciałbym zatrzymać. 

A on niknie.

Czasami nie chcę nadpisywać.
Uczę się codziennie redukować informacje napływające do mnie via Social Media. 
Ograniczam kontakty z narzekającymi ludźmi i pesymistami.
Staram się nie spędzać czasu bezproduktywnie. I nic.
Akcje zastąpiły interakcje. Ludzie częściej chcą o czymś zapomnieć niż pamiętać.


Czasami czuję się tak, jakby co jakiś czas przychodził do mnie strażnik czasu i mówił "pora na to i to wspomnienie".
I zawsze, gdy chcę mu dać w mordę to znika. Z nowym łupem. 


Mikołaj Nowak


Obrazek Darka Pali na dziś: mewy.
Ale dla mnie to też fragmenty.

piątek, 12 września 2014

Pozwoliłem sobie na zbyt wiele.

Bryluję na wirtualnych salonach. 
Krztuszę się opiniami i samouwielbieniem. 
Gardzę głupszymi od siebie zamiast skupić się na ich problemie.

...Ale chyba mam go sam. 


Od najmłodszych lat czułem potrzebę realizowania i dzielenia się aktywnościami. 
Dziś wiem, że jest mnie wszędzie pełno. Dla wielu za dużo.
Dziś wiem też, że zacząłem za wcześnie, a to nie podstawa do oczekiwania od innych by wystawili mi pomnik. 


Dokładnie w maju 2014 roku minęło mi dziesięć lat stażu pracy.
Przez ten czas zrobiłem dość sporo. I zupełnie nie wiem dlaczego już dziś przybrałem postawę mentora i człowieka nieomylnego. Przecież mylę się tak często. A to ponoć ludzkie. I znów piszę o pracy... Zaraz przyjdzie tu ktoś złośliwy i powie, że się chwalę.
Ludzki też jest mój brak cierpliwości i wyrozumiałości dla cyników i sieciowych zadymiarzy.
W ostatnim kwartale stałem się celem ataków sieciowych przez osoby, dla których znaczę niewiele. Na których te dziesięć lat nie robi najmniejszego wrażenia. 

Powiem szczerze, że mam już tego trochę dość, ale... Nie jestem bez winy.

Za każdym razem daję powody do oceniania mnie. Nie milczę, mówię głośno co myślę.
Jedni dopatrują się w tym zalety - inni wady. Co ja sam widzę w sobie?
Jeżeli wymagam konstruktywnych ocen może powinienem konstruktywnie milczeć?
Przede mną kolejnych dziesięć lat. Chciałbym, by były tak owocne jak poprzednie, ale czuję wewnętrzną potrzebę zmiany. Potrzebę wyciszenia i zdystansowania.
Czytam wiele na swój temat, choć to niezdrowe. To jak przyłożyć buzię do rury wydechowej i wdychać spaliny. 

Jednak wierzę w to, że wśród kilogramów błota znajdzie się maleńki złoty kamyczek.
Będzie nim wartościowa opinia osoby, która poświęci chwilę by napisać coś konstruktywnego.
I - jeżeli już musi mnie oceniać - to zrobi to dobrze.


Zacząłem się przejmować zdaniem innych i to jest błędne założenie.
Choć - jak napisałem wyżej - nie chcę być ignorantem; wolę odsiać i szukać, niż wyłączać, banować i udawać, że nie coś nie istnieje. 


Zdaję sobie sprawę z tego, że moje aktywności mogą irytować. Że moja postawa bywa arogancka i nazbyt ekscentryczna. 
Jeszcze wiele pracy przede mną - czuję, że muszę zareagować już teraz.
Mam dość sarkazmów. Bynajmniej nie dlatego, że angażują umysł silniej niż tanie ironie.
Mam ich dość dlatego, że ich twórcy skupiają się na mojej sylwetce, a nie efektach mojej pracy. Nie mam szczególnego talentu do spoufalania się. Nie mam nawet talentu do spędzania czasu na wydarzeniach branżowych i uśmiechania się do tych, których uważam za skrajnych idiotów. Nie umiem być gdzieś z konieczności.

Poświęciłem się temu, co lubię robić najbardziej. Ale za bardzo stworzyłem pole iluzji, w które uwierzyłem. Za bardzo chcę naginać rzeczywistość. Za bardzo wydaje mi się, że jestem Stevem Jobsem polskich społeczności. A tak naprawdę przespałem najważniejszy dla mnie okres i oddałem pole innym.
Może płacę cenę tego, że zrobiłem to za szybko i nie zapanowałem w porę nad sobą.

Najgorsze jest to, że jednak wdychałem te cholerne spaliny wmawiając sobie, że to konieczne. 


Mikołaj Nowak

środa, 10 września 2014

Najlepsze spoty robi się w Polsce!

Bardzo wiele osób z branży interaktywnej skrytykowało ten spot.
Wyżyliście się? Teraz pora na moją opinię.

To jedna z lepszych kampanii portalu jakie powstały w tym kraju.
Ciekawa, intrygująca, bezsprzecznie zachęcająca do pójścia dalej, zróżnicowana. Inna. Wyróżniająca się. 



Nowe logo Wirtualnej Polski
Ale trochę retrospekcji tytułem wstępu...
Doskonale pamiętam czasy tzw. brand liftingu Onet.pl. Byłem wtedy ich pracownikiem.
Portal nie postawił na ascetyczny i czysty wygląd SG - wręcz przeciwnie.
Sprawił, że był czytelny, ale wesoły i kolorowy zarazem.
Charakterystyczne roje (multum kropek) stały się integralnym elementem nowości.
Dodano slogan "pierwsze multimedium", co było nieco pompatyczne. Kropką nad i była... kropka za "Onet", gdyż zniknęła domena ".pl".
Miało to nadawać powagę sytuacji i podkreślać slogan. Rozpoczęła się też nowa era w Onecie - postawiono na produkcję video. 


Onet po zmianach z 2011 roku...
fot. WirtualneMedia.pl
BTW: Dziś zdałem sobie sprawę, że ówczesna komunikacja Onetu mogłaby z powodzeniem promować nowy interfejs zaprezentowanego 9 września Apple Watch:


Apple Watch - inteligentny zegarek od Apple. W sprzedaży od 2015.
fot. Apple.com
Wybrałem rebranding Onetu z 2011 roku, bo wg mnie jest najbardziej charakterystyczny.
Przełom następuje w 2014. W WirtualnejPolsce.pl.


Kilka lat później Wirtualna Polska stawia na coś innego. Jeszcze prostszego.
I znów krytykanci piszą - "za dużo obrazów!" - zapominając o tym, że trwa era foto-contentu. Dzisiejszy Internauta skanuje i szuka elementu zaczepnego. Zdjęcie jest ciekawsze niż suchy tekst i linki.

Świetna kampania
Jej przeciwnicy zapominają o tym, że kreacja tego typu NIE powinna podawać wszystkiego na tacy. Ona ma komunikować nowość i zachęcić do wejścia na portal.
Hasło "dzieje się w Polsce" jest bardzo trafione, bo nawiązuje bezpośrednio do WIRTUALNEJ POLSKI. To zbliżające.
Dobra kreacja nie musi się podobać każdemu... Ważne, że każdy o niej mówi:




Tak jest w przypadku spotów WP.pl - każdy o nich mówi.
Kluczem do zrozumienia najlepszych przekazów reklamowych jest konieczność ich odkrywania. Odbiorcę należy zabrać na wycieczkę, która nazywa się "wypróbuj nas, poznaj nas lepiej..."
Najgorszym co WP mogło zrobić to w całości pokazać via TV nowy layout portalu.



Tylko Facebook i Facebook...

Prawda jest taka, że intuicyjnie pragniemy już czegoś innego. Ileż można.
Współczesna odmiana heroiny - w niebieskiej oprawie - uzależniła silnie.
Dlatego kampania Wirtualnej Polski, uaktywniona w tym czasie, będzie hitem.
Tego życzę jej twórcom i gratuluję WP.pl odważnej decyzji.


Mikołaj Nowak

Androidalni przeciwnicy Apple - dlaczego atakujecie?

Wczoraj ‪#‎Apple‬ zaprezentował nowości: dwa nowe ‪#‎iPhone‬ i‪#‎AppleWatch‬. 
Szczególnie wczoraj zawrzało, szczególnie na Twitterze...
Przeciwnicy Apple - gdyby płacono Wam za uzewnętrznianie niechęci do tej marki bylibyście miliarderami!

Zupełnie nie rozumiem jak można marnować mnóstwo energii tylko dlatego, że producent nielubianego sprzętu wydaje nowy model?
Mnóstwo szyderstw: że bateria słaba, że iPhone+ duży jak telefony z Androidem...
Firma dopasowała produkt do trendów narzuconych przez producentów urządzeń mobilnych z Androidem i...?

Odpowiedziała na potrzeby rynku, czyli zrobiła DOKŁADNIE TO SAMO CO GOOGLE TWORZĄC ANDROIDA.

Od lat przyglądam się temu konfliktowi i jakiemuś dziwnemu mechanizmowi w naszych głowach. Dlaczego ludzie tak bardzo chcą się kłócić?
Dlaczego szczypie ich sukces (albo możliwy sukces) innych?

Nikt nie każe kupować nowego iPhone  Można zadowalać się smartfonami z Androidem, codziennie zmieniając na inny, bo tworzą je firmy od A do Z.
Ale po co szczekać jak wóz jedzie?
Peace.


PS. widoczna jest niechęć zwolenników platformy Android do Apple i jego iOS.
Nie zauważyłem ten samej negatywnej energii drugą stronę. 

poniedziałek, 8 września 2014

Dlaczego kłócimy się w Internecie?

Paradoks #socialmedia: 
kłótnie w sieci powstają głownie przez pomówienia i rożnie poglądowe.
Nie widzimy emocji, więc irytujemy się. Odpowiadając włączamy te skrajne.
Ale od lat mamy dobę wideo-komunikacji... Gdybyśmy chcieli to moglibyśmy dyskutować prawie tak, jak twarzą w twarz.
Niebawem całość uzupełni generator zapachów i wirtualny dotyk via łącze. Technologie te już istnieją i są stale ulepszane.
Czy wtedy ludzie w sieci będą dla siebie mniej szorstcy i bardziej uprzejmi?
Tego nie wiemy, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał ubliżać.
Narzędzia identyfikacji wtedy przeszkadzają.

Na tę chwilę mamy styczność z komunikacją płaską i płytką jak kałuża.
Do której skaczemy na główkę.

I znów paradoks: Problemem Internetu jest to, że ludzie piszą w nim to, czego absolutnie nie powiedzieliby wprost.


Mikołaj Nowak

piątek, 5 września 2014

#LansBucketChallenge

Oglądam i zachwycam się, ile jest w ludziach wspaniałej kreatywności… Akcja ALS #IceBucketChallenge to wiralowy fenomen. Ale… im więcej widzę, tym bardziej coś mi nie pasuje.


Nic dziwnego, że biznesmeni, celebryci, a nawet politycy zaczęli się oblewać wodą. Szybko zwęszyli olbrzymi potencjał wizerunkowy. Bo akcja może się nie podobać, ale liczba odsłon w sieci sceptykom zamyka usta – to wyjątek. Podobnie miliony dolarów na koncie fundacji są potwierdzeniem skuteczności. Kilka dni temu chwaliłem dołączających do akcji. Jednak dziś wiem, że idzie to w ilość – nie w jakość.
BLICHTR... Właśnie to przyświeca większości wykonującej #IceBucketChallenge.
Fot. Fotolia.com dla Brief.pl

Fałsz

Minęło kilkadziesiąt dni, od kiedy Mark Zuckerberg i Bill Gates wypromowali ten infantylny – ale skuteczny – sposób dotowania walki z nieuleczalną chorobą ALS. Stwardnienie zanikowe boczne to wyrok.
Chciano zwrócić uwagę na ten problem. A dziś bardziej zwracają uwagę na siebie mokrzy bohaterowie kolejnych filmów i wrzutek. Bo jak interpretować co chwilę zmieniającą się formę? O #IceBucketChallenge i tak mówią wszyscy. Więc każde jej wyróżnienie jest po prostu wyróżnieniem jej autora. A tu już zaczyna się…

Lans na pomoc?

Niestety tak. Zazwyczaj przepis jest prosty: zrób po swojemu to, co robią wszyscy. Ale podnoś poprzeczkę. Tak szczytna akcja zamieniła się szybko w rywalizację. W coś, co nie koncentruje się na problemie, a na uczestnikach. Oblewając się wodą stają się performerami w teatrzyku próżności. Wszyscy pokazują, jak leją – nikt nie pokazuje, jak przelewa pieniądze. Tu musimy wierzyć na słowo. I wierzymy, bo na tym to polega.

Złap falę i surfuj

Dobry manager każdej gwieździe powie: „robimy to!”. Są tacy, których „managerem” jest intuicja. Jak surfować – to na wielkich falach. Niech zobaczy to każdy. Tak działa egoizm: najpierw myślisz o sobie, a potem o innych. Nie taki jest cel #IceBucketChallenge! Tu ludzie mieli być tylko nośnikiem. Tymczasem np. 50 Cent wykorzystuje akcję do tego, by dokopać bokserowi, z którym jest skonfliktowany. Zna jego wady i uderza w słabe miejsce, każąc nominowanemu czytać bez dukania stronę Harry’ego Pottera.
A reszta? Czy to w istocie influencerzy? Wystarczy spojrzeć na komentarze do ich filmów. Czy ktoś z Was widzi tam wzmianki o ALS?!? Nie na tym miała polegać magia tej akcji. Jej pełna moc koncentruje się na pomocy innym. Dlatego tagują #ALSIceBucketChallenge, a nie po prostu #splash…
Najgorsze jest to, że dożyliśmy czasów, w których już nie działa nawet kubeł zimnej wody, wylanej na łeb. A wręcz odwrotnie… Motywuje do lansu i daje tu kolejne możliwości.

Mikołaj Nowak