poniedziałek, 14 lipca 2014

TOP 5 moich wpadek z początku kariery, czyli faux pas Mikołaja :-)

Lato w pełni, więc artykuł z przymrużeniem oka: moje faux pas.
Ważne, by wyciągać wnioski :-)


1. "Administracja szczytuje Wasze opinie"


2005 rok. Ponad 10 000 osób na gronie administracyjnym w Grono.net; gradobicie pytań i... ja. Sam. Pod naporem "ignorujecie nas; nie czytacie; macie nas gdzieś!" uniosłem się i napisałem: "spokojnie, Administracja szczytuje Wasze opinie!"... 
Dramat, ale gdy się zorientowałem - było za późno. Użytkownicy forum administracyjnego wyśmiali mnie i nie mieli litości. Nie było wtedy mody na screenowanie, więc dzięki Bogu nie ma dokumentacji. Maksymalny wstyd i konsekwencje tego kompulsywnego odruchu ciągnęły się za mną miesiącami. Reasumując, po prawie dziesięciu latach - szczyt głupoty.
Bo jest różnica między "czyta", a "szczytuje", prawda? 

Wniosek pierwszy: nie pisz / nie mów / nie rób pod wpływem impulsu. Ochłoń, zastanów się; wróć do tematu po dziesięciu minutach

2. "Praktykantów będziemy wymieniać rotacyjnie"

"Znajdź nam praktykantów, a i Tobie będzie lżej - jak będą się nadawać - wyłowimy najlepszych. Reszcie podziękujemy.
Źle zrozumiałem słowa ówczesnego szefa - Michała Kulki. Szukając w głowie tego, jak mogłyby brzmieć wszystko przekręciłem.

Michał lubi mówić raz a dobrze. Wtedy nie chciałem wyjść na durnia i nie przyznałem się do tego, że czegoś nie rozumiem. Gdy rozmawiałem z jednym z potencjalnych kandydatów wypowiedziałem owe słowa. W obecności Michała, który wściekł się na mnie.
Powiedział, że to ostatnie, co chce usłyszeć praktykant, który liczy na pracę...

Od tamtego momentu zawsze upewniam się dwa razy zanim podejmę działania. 

Wniosek drugi: nie zrozumiałeś? Dopytaj. Koniecznie! Od tego może zależeć bardzo wiele. 

3. "To nie nasza wina!"

Nie mając wiedzy nt. kryzysów, a wyróżniając się silnym stosunkiem emocjonalnym do marki, broniłem Grona.net podczas mocnego sporu.

Grono.net miało ogromny kryzys; prywatne dane użytkowników wyciekły do publicznych zasobów wyszukiwarki Google. Dodatkowo serwis nie miał opracowanej strategii przeciwkryzysowej. Bo nie było pijarowca...
Podpisana została umowa z agencją Neuron PR, która kryzys załagodziła. Ale wcześniej to ja - pierwsza linia frontu - starałem się bronić serwisu pisząc to, co dyktowali programiści. Twierdzili, że robot indeksujący od Google naruszył prywatność serwisu nazbyt mocno ingerując w jego kod. W obronie mojej "drugiej rodziny" - bo taką wtedy był serwis - stałem się zajadły i arogancki. Problem w tym, że Google wystosował oświadczenie, z którego wynikało, że kryzys spowodowaliśmy my...
Na szczęście Neuron PR - na czele z Magdą Nahurską, czyli moją przyszłą szefową - sytuację załagodził i uratował.


Wniosek trzeci: nigdy nie bierz się za coś, w czym nie jesteś dobry. A od czego zależy czyjaś / jakaś reputacja. Możesz dolać oliwy do ognia. 

4. "Tak będzie i już! Po mojemu"

Młodość ma swoje prawa. Długo uczyłem się dyplomacji. I chyba nigdy nie byłem w niej dobry.
Byłem jedynym źródłem wiedzy managerów sprzedaży. Kiedyś zaraportowałem im, że ludzie są niezadowoleni z niestandardowej kampanii.
"Po co z nimi dyskutujesz?" - zagrzmiał rozgoryczony Account. "To oni są dla nas!" - kontynuował. Ale zaraz - ja jestem od dyskusji! Dziś wiem, że Account niewiele wie o istocie mediów społecznościwych. Bo ma inny cel zawodowy. Ale zagrałem va banque i zmieniłem strategię na "nie będę się tłumaczył".

Nieważne, co piszą do nas ludzie. I tak zrobimy po swojemu. To takie logiczne i zajebiste...
A oni i tak będą korzystać z naszych usług. To błąd tzw. Community Managera. Empatia - słowo klucz. Nagle dialog ze mną stał się szorstki i mało przyjemny. Działałem wg zasady "zdanie admina jest ostateczne i bezdyskusyjne". Ale w wielkiej społeczności to zła zasada. Późniejszy szef - Andrzej Sienkiewicz - wyjaśnił mi, że osoba odpowiedzialna za społeczność w sieci powinna być "jak dobry duszek forum, który swoją miotełką odgarnia drogę innym". Te magiczne słowa zapamiętam do końca życia. Od tamtego momentu się polepszyło.
Być może do końca życia Grona.net nie zmyłem z siebie opinii buca i aroganta, ale sumienie podpowiada mi, że zrobiłem wiele, by stać się lepszym. Moderator to funkcja służebna społeczności. 


Wniosek czwarty: stare przysłowie mówi "mamy tylko jedne usta i dwoje uszu" - właśnie po to, by mniej mówić, a więcej słuchać. 

5. Wpuszczałem "w maliny"...

Nie raz i nie dwa. Pewna doza naturalnej ignorancji sprawiała, że nie chciałem być skrupulatny. Wówczas sterował mną bunt. Pamiętam pierwszy dzień w pracy Maćka. Zapytał się mnie jak najszybciej dojść do tramwajów? Odpowiedziałem, że tam - wskazując na pole bagienne / mokradła, które nazwałem wtedy "łąką"... Maciek poszedł. I wpadł po kolana w mokry grunt. Zawsze nienagannie ubrany wracał wściekły do domu. Potem zostaliśmy przyjaciółmi, jednak gdybym poświęcił sekundę więcej by go ostrzec to może do tego by nie doszło.
Od tamtego momentu zwracam uwagę na to, że doba ma 86 400 sekund, więc trzy z nich nie sprawią, że czasu będę miał mniej...


Wniosek piąty: Precyzuj. Szczególnie, gdy ktoś poprosi cię o pomoc. 


W oddali biurowiec, w którym Grono miało siedzibę. Przed nim mokradła; obok nich wspomniana pętla tramwajowa.
Widok z mojego byłego mieszkania na Mokotowie.


- - -
To moje pięć z pięćdziesięciu wpadek w tamtym okresie.
Dziś się ich nie wstydzę. Ale czekam na Twoje :-)
Opisz w komentarzu swoje doświadczenia w pierwszej pracy. 


Mikołaj Nowak