czwartek, 17 lipca 2014

Kilka rzeczy z mojego dzieciństwa, których nie poznają dzisiejsze dzieci

Miałem doskonałe dzieciństwo, do którego elektronika była dodatkiem, opcją.
Nie odwrotnie!

Oto coś, co wspominam bardzo pozytywnie:


1. Gumy "Turbo" i kulki
Specyficzny słodki smak prosto ze szkolnego sklepiku. Rarytasem dołączonym do gum "Turbo" były sportowe supersamochody na małych karteczkach. Miałem ich dziesiątki.
Za to kulki jadło się jedna po drugiej. Pamiętasz?


2. Kolorowe sprężyny
Finezyjny kawałek plastyku. Sprężyna koloru tęczowego "sama" schodziła po schodach. 
Była marzeniem każdego, kto  organizował urodziny w pierwszej klasie podstawówki!

3. Figurki Action Man
Wiernie odwzorowane i muskularne sylwetki współczesnych wojowników - herosów.
Wśród dzieci, których rodzice byli zamożniejsi nastąpił podział:

- dziewczynki bawiły się lalkami Barbie i kucykami Pony,
- chłopcy figurkami G.I. Joe i Action Man.

4. Dywan "miasto" i resoraki
Hit w moim pokoju. Dziesiątki resoraków od Matchboxa przemierzały metry na drogach wymalowanych na dywanie. W latach dziewięćdziesiątych dywan ten był marzeniem każdego chłopca!

5. Kolorowe karteczki jak waluta
Kwintesencja zbieractwa w połowie lat dziewięćdziesiątych. Karteczki pełne wzorków i kolorów, w różnych rozmiarach. I segregatory do nich. To był prawdziwy hit i ówczesna waluta wśród dzieci. Prawdziwy szał wymiany ogarnął całą podstawówkę!
Nigdy nie chciało mi się w to bawić... i tak wmawiałem sobie, że to nudne nosząc w plecaku dwa pokaźne segregatory.


6. Gniotki
Idealne, uniwersalne i ponadczasowe. Mąka zamknięta w baloniku to prawdziwy hit. Gniotąc uspokajałem nerwy. Szczególnie podczas matematyki...

7. Piłkarzyki na sprężynkach
I charakterystyczne dla nich "brzdęęęęęęk, brzdęęęęęk!" - właśnie tak rozgrywało się prawdziwe turnieje! Emocje jak na Mundialu były gwarantowane.

8. ATARI 65XE
I wielka zazdrość na osiedlu... Rodzice kupili mi i starszemu bratu komputer i magnetofon. Gry zapisane były na popularnym wtedy formacie kasety. Graliśmy godzinami - oczywiście tylko wtedy, gdy zasłużyliśmy. Nie zapomnę tego, gdy nie mogliśmy chodzić po pokoju, bo trzeszczała klepka... A magnetofon podczas wgrywania był wyjątkowo czuły na drgania. 

9. Łapki na żepy oraz bedlington
Prawdziwy hit podwórka. Uwielbialiśmy z ojcem rzucać kolorową piłką i łapać ją na specjalne tarcze. Z czasem rzep trzymał coraz słabiej, ale zabawa była przednia. Zestaw dostałem kiedyś w przedszkolu na dzień dziecka. I pokochałem go od razu.

10. Kredki "Bambino" i flamastry
Moc kolorów, które uwielbiam. Te dość typowe pisaki zawsze były mi bliskie. Mam duszę plastyka; uwielbiam tworzyć i kreować. Niestety - w tamtyk okresie uwielbiałem rysować głównie na ścianach, co niepokoiło moich rodziców. Ale nigdy na spreje i mury się nie przerzuciłem.

11. Tiki - Tiki
Czyli dwie masywne kulki umieszczone na sznurkach. Palce bolały całymi dniami, ale charakterystyczny dźwięk "stuk, stuk" niósł się w wakacje na całe osiedla! 

12. Żołnierzyki 
Miałem prawdziwą armię ciemnozielonych figurek. Potrafiłem zniknąć w domu na godziny i tworzyć wielkie wojny w domowym zaciszu? Paradoks? To było uwielbiane zajęcie niejednego z nas! 

13. Gry elektroniczne
- Wilk i jajka: przehit! Uwielbiałem. Do wyczerpania baterii potrafiłem zbierać jajka. 
- Tetris: pobijałem wszelkie rekordy. Wyjątkowo nie znosiłem melodyjki.
- GameBoy: znacznie wyższy poziom abstrakcji. To był gadżet #MustHave
- Pegasus: prawdziwy król dzielnicy. Spotkania, na których wspólnie graliśmy w Mario Bros, Cobrę, czy słynne czołgi.


"9999 in 1" to swego rodzaju standard rozrywki w pewnej epoce

14. Tamagotchi 
I nauka opieki prosto z Chin. Rozwiązanie idealne dla dzieci, których rodzice nie zgodzili się na zwierzaki. Albo tych, które są uczulone na ich sierść. Szał na wirtualne wychowanie ogarnął cały świat. Mój też. Późniejsze pokolenie miało do dyspozycji 4x droższego i mniej ciekawszego Furby.

15. Walkman
Moja mama dostała na urodziny i pożyczała mi. Kiedyś był to prezent rangi niemal nowiutkiego iPada :-) Kasety przewijało się ołówkiem, gdy baterie w walkmanie były słabe. Pamiętam do dziś słuchawki ze stalowym łączeniem. 

16. Cartoon Network... po angielsku!
Mój hit, bo mając zaledwie kilka lat nie rozumiałem kompletnie nic. Ale moc obrazu była najsilniejsza. Czy to w latach dziewięćdziesiątych, czy teraz :-) 

17. Komiksy MARVELa oraz DC
Uwielbiam Batmana! Jest to miłość nieodwołalna i absolutna. Już jako dziecko rozkładałem jego psychikę na czynniki pierwsze. Następny był Superman. Nienawidziłem Spidermana. Dziś tylko go nie lubię. Kochałem X-Menów. Kochałem ten rodzaj druku. Bo resztę trzeba było imaginować i tak działała wyobraźnia. Dziś wszystko jest za przystępnie podane. I za oczywiste.

18. Boazeria
Dziś nie lubię i uważam ją za szczyt obciachu. Jednak, gdy masz te pięć lat...
Rodzice często wychodzili do teatru i na bankiety. Wtedy zostawiali mnie pod opieką naszej sąsiadki. Staruszka była krzepka i opowiadała niesamowite historie. A mały pokój w jej mieszkaniu był moim centrum, gdyż... czułem się w nim jak w lesie! A zawsze zazdrościłem szałasów. Tak, ten mały pokój był moją prywatną odmianą szałasu. 

19. Suweniry
Ojciec kocha podróże. Kilka razy w roku wyjeżdżaliśmy. Głównie w góry.
Mój niepohamowany talent do zbierania "kurzołapek" dał o sobie znać, gdy wreszcie zawaliła się półka z trofeami... Wszystkie góralskie domki, muszelki i ciupagi zderzyły się z podłogą. 


20. Zabawa w chowanego na podwórku
Zrobiło mi się żal pięcioletniego dziecka mojej koleżanki, gdy okazało się, że nie wie na czym polega zabawa w chowanego. Była naczelną rozrywką naszego podwórka ponad 25 lat temu. Znaliśmy osiedla jak własną kieszeń. A mimo wszystko zawsze odkrywaliśmy nowe możliwości.

21. Klocki LEGO
Serie: Piraci, City i Paradise... nie było wtedy takiej komercyjnej ekstrawagancji jak Lego Star Wars :-) Lego było jedną z moich ulubionych rozrywek. Rodzice wydawali majątek na zestawy, bo tylko to motywowało mnie najlepiej. Po latach zbierania mama kupiła wielkie wiadro i zaproponowała, abyśmy zmieszali klocki. Protestowałem. Ale wytłumaczyła, że dzięki temu będzie znacznie więcej możliwości, bo musimy kreować, a nie iść schematami.
Kilkanaście lat później oddałem pojemnik bliźniakom mojego brata. Mają je gdzieś do dziś.


22. Zegarek z kalkulatorem

Zanim wychowawczyni zorientowała się na kartkówkach z matematyki minęły miesiące. Taki sprzęt miało kilka osób w klasie, więc w naszym interesie było, aby konspiracja nie wyszła na jaw. Niestety... zazdrość innych wzięła górę i wyjaśnił się fenomen szóstek Mikołaja...

23. Kreda i chodnik
Jak już wspomniałem, lubiłem malować. Ze szkoły wynosiliśmy mnóstwo kredy (dostawaliśmy je od woźnej) i malowaliśmy chodniki. Dzięki temu asfaltowe powierzchnie nabierały koloru. Nasze "dzieła" psuł deszcze, ale gdy tylko słońce osuszyło powierzchnię to przystępowaliśmy do akcji. Tak, to był nasz pierwszy "paint".

24. Alergia na... komputer PC!
Na początku lat dziewięćdziesiątych ojciec był dyrektorem potężnego ośrodka. Organizacja zainwestowała w komputery IBM z czarno-białymi monitorami. Informatycy pokazali mi grę "Prince of Persia" radośnie orzekając ojcu, że będę zachwycony. Bzdura
Brak kolorów skutecznie mnie odstraszył. I trwale zniechęcił. Zamiast tego wolałem flamastry, kredę albo strzelanie z łuku. Nasze późniejsze Atari miało znacznie więcej kolorów, więc było ciekawsze. 


25. Maszyna do pisania ojca
Uwielbiałem ją. Potężna blaszana machina z dziesiątkami dziwnych blaszek... Imponowała mi, bo ojciec zawsze był przy niej skupiony. Czasami sam dochodziłem i próbowałem coś na niej napisać. Dziś bardzo brakuje mi niepowtarzalnego dźwięku jaki z siebie wydawała. 

26. Wideo mamy
Dostała je kiedyś na urodziny. Nie rozumiałem dlaczego czarny klocek wzbudza aż taki podziw sąsiadów. W domu było zbiegowisko. Każdy chciał zobaczyć wideo. Dramat. Ale teledyski Michaela Jacksona i później bajki Disney'a smakowały najlepiej.

27. Buty ze światełkiem
Z USA przywiózł mi je wujek. Megahit. Białe buty ze świecącymi na czerwono oczkami w podeszwie. Do całości miałem tenisówki z logo Batmana i więcej nie potrzeba mi było do szczęścia. 

28. Zapach porannej kawy rodziców i sterty gazet
Ojciec uwielbiał czytać gazety przy kawie. Nie istniało coś takiego jak "wyjście z domu rano bez kawy". Cały dom pachniał tym niesamowitym zapachem. A szelest gazety jest dźwiękiem, który znam i wspominam z szacunkiem. 

29. Książki bajki z efektem 3D
Pierwsze 3D, czyli rozkładane książki. Świetny pomysł. Kupowaliśmy je w pobliskich kioskach. Zawartość znałem na pamieć, ale ten prosty pomysł imponował mi na tyle, że sam stworzyłem kilka nowych. Potrzebna była tektura, kolorowy papier, klej i flamastry. Jeżeli nie można było dostać nowych to kreowałem własne. Potem pożyczałem kolegom. 

30. Kogel-mogel
"OK, ale jak chcesz to musisz sam sobie ucierać cukier!" - tak było.
Później opatentowałem metodę robienia kogla-mogla mikserem... Bo nie chciało mi się ucierać i trwało to o połowę krócej. Wystarczyło wyjąć jedną trzepaczkę. Tą, która została mocno dociskałem do ścianki szklanki i cukier ścierał się sam :) Dziś wystarczy wsypać słodzik i po sprawie. 




Było też mnóstwo rzeczy, których po prostu nie lubiłem: 
- wydające dziwne dźwięki koraliki na rowerowe szprychy,
- bajka o Królu Lwie,
- cymbałki, trójkąt oraz mini-dmuchawka, która po wdmuchiwaniu powietrza oraz naciskaniu klawiszy wydawała dźwięki,
- irytujące laserki,
- przyklejające się łapki,
- pistolety na kulki. Modliłem się, aby nie dostać taką w oko...

Jeżeli coś pominąłem, co Ty także lubisz - dopisz w komentarzu.


Mikołaj Nowak