środa, 9 lipca 2014

Brief: PRZECZYTAJ TO ASAP! CZYLI O ŻARGONIE SŁÓW KILKA


Pracowałem kiedyś w firmie, której standardem komunikacji był slang korporacyjny. Zbudowany głownie z anglicyzmów, neologizmów oraz ich akronimów. Tam nie było problemu, był "f*ck-up", nie było terminu, był "deadline". Nie mówiono "wpływać na kogoś" tylko "pushować". I tak dzień po dniu, więc ten program zadomowił się w mojej głowie.
Niezrozumiany przez rodziców oraz znajomych spoza branży interaktywnej czułem, że coś jest nie tak. Jednak w myśl zasady "z kim przystajesz, takim się stajesz" kontynuowałem swoją radosną przygodę z modą językową. 
Te wszystkie unowocześnienia oraz operacje wykonywane na naszym ojczystym języku są jak zbędny "patch" (nakładka :-)). Wypowiemy dziesięć razy "fakap" w kontekście sytuacji kryzysowej i już zapominamy o bardziej neutralnych odpowiednikach. Bo "problem" to nie zawsze "kryzys". Według mnie kryzys jest najcięższą wagą problemu. Natomiast wyrażenie"fakap" określa skrajność.

ASAP zamiast cito
Królem żenady jest nadużywany ASAP, czyli akronim "ASoon APossible" (tak szybko, jak to możliwe), co uznawane jest w Polsce za synonim "tu i teraz"!
"- Jak szybko?
- Na ASAP!"
zamiast "na cito". 
O nadgorliwcach nadużywających "ASAPu" chodzą już legendy w branży. Najpopularniejsi stają się obiektem drwin i tematem dyskusji, nie tylko podczas palenia papierosów. 

fot. Darek Pala
Jesteś taki nowoczesny...
... że aż niezrozumiały? 
Rozpoczynając w 2011 roku pracę w newsroomie miałem naleciałości z poprzedniej firmy. Mówiłem typowymi tam określeniami, lecz wszyscy dookoła patrzyli się na mnie jak na idiotę. "No tak, on jest z internetu" – słyszałem, ale jeszcze częściej padało "mów do mnie normalnie!". Szybko zrezygnowałem ze swojej "fajności", by nie zostać odebranym jak intruz. Gdy operujesz słownictwem nieczytelnym dla społeczeństwa, to licz się z tym, że zostaniesz odrzucony. I znów już nawet nie "z kim przystajesz, takim się stajesz", a "jeśli wszedłeś między wrony, musisz krakać jak i one".

Oduczyłem się kaleczyć język polski. Ale nadal mam znajomych pracujących w korporacjach, w sprzedaży, którzy nawet po pracy operują okropnymi zwrotami. Jak ich tego oduczyć?
Może oni są przyszłością języka polskiego? W końcu "weekend" na dobre zadomowił się w naszej kulturze. Tak samo jak słówko "mecz" używane dawno temu, jako "match". To normalne, że język ewoluuje.

Gwara środowiskowa 
Wszystko jest dobrze, dopóki tzw. słownictwo specjalne nie wkracza do słownictwa potocznego. 
Gwara branży interaktywnej jest tak specyficzna, że bez problemu zidentyfikujesz osoby z nią związane. Już po kilku zdaniach. Często taka stylizacja językowa ma na celu wyróżnienie się z tłumu. A czasy są takie, że im bardziej różnisz się od innych, tym ciekawszym jesteś dla społeczeństwa.
Na szczęście mowa o niszy. Ogół "Grażyn i Januszy" nie ma pojęcia, o czym tu piszę. Ale czy "fakap" i "ASAP" są lepsze od "włanczać", "tu pisze" i "wziąść"?

Opinie społeczności

Na koniec kilka komentarzy, które zebrałem via LinkedIN. Zapytałem się: Czy Waszym zdaniem "fakapy", "ASAPy", "dedlajny" oraz inne podobne zapożyczenia, neologizmy - ich akronimy kaleczą język polski? Czy modernizują go?

- Nie będę kłamał, że nie używam tych zapożyczeń na co dzień - praca w agencji czy w korporacjach programuje nam taki język bo ogromna większość z niego na około korzysta, a robi to ze względu na ciągły pośpiech i tempo - komentuje Łukasz Turkowski, new business developer w DDB Warsaw . - Nie mniej jednak razi mnie, gdy ktoś nadużywa takiego słownictwa w sytuacji, gdy jest czas na normalną rozmowę.

- Neologizmy są potrzebne. Ułatwiają nam komunikację w coraz szybciej zmieniającym się świecie - uważa natomiast Michał Wendrowski, founder & inventor w Rublon . - Język staje się bardziej efektywny, jest zatem modernizowany. Globalizacja przyczynia się do mieszania języków tak samo, jak się przyczynia do mieszania ludzkiego materiału genetycznego.

- Żywy język zapożycza i adaptuje, gdybyśmy policzyli i zebrali wszystkie rusycyzmy, 
italianizmy, latynizmy i inne izmy w naszym języku, zebrałby się mały tomik, podobnie jest z ww. słowotwórstwem - komentuje Aldona Mioduszewska, international marketing manager w Know Health . - W tym wypadku język dąży do skrótu, zwłaszcza w komunikacji branżowej, więc tego typu słowa się pojawiają, natomiast zawsze i wszędzie obowiązuje zasada umiaru i poprawnej konstrukcji stylistycznej IMHO :) (to tak a propos akronimów) i wtedy dość czytelne jest, czy mamy do czynienia z nowomową czy z logiczną komunikacją.

- Niektóre z neologizmów używanych w pracy, w konkretnej branży, są ok o ile nie ma w tym przesady (i np. 90 proc. maila składa się z tego typu wyrażeń z czym nietrudno się spotkać) - twierdzi Aleksandra Miś, executive, performance marketing, GroupM – Quisma. - Ale jeśli znajomi w sytuacji prywatnej mówią do siebie "sczekujmy się asap, dedlajn do jutra bo tajming nas goni" to coś jest nie tak. 

- Język powinien być przede wszystkim komunikatywny! - kwituje Grzegorz Kiszluk,redaktor naczelny Brief.


Mikołaj Nowak