wtorek, 10 czerwca 2014

Kim jest bloger notorycznie reklamujący produkty?

- pisarzem?

Absolutnie. Pisarz to twórca treści wysokiej jakości. Proces twórczy poprzedza zaawansowany proces myślowy. Z założenia. 

Bloger koncentrujący swoje działania na pisaniu o produktach - w zamian za nie - to tandeciarz.
To forma literackiej prostytucji. Ma talent, ale gwałci go każdą notką. 

Tandeta, w tym przypadku, polega na musie napisania czegokolwiek. Stąd taki wysyp miernych treści w polskiej blogosferze. Blogerzy komercyjni nie rozumieją literatury. Trudno wymagać, by rozumieli coś, z czym nie mają nic wspólnego. Ich blogi to taśmy produkcyjne. A naiwny tłum to kupuje. 

W hipermarkecie blogów są tzw. hostessą serkową; naganiaczem, który ma za zadanie zwrócenie uwagi. I zachęcenie do degustacji. Niestety. Większość z tych rzeczy jest niesmaczna. 

Mógłbym wyzywać blogerów komercyjnych od literackich błaznów. Ale ich należy izolować od słowa "literatura", zamiast zestawiać niebezpiecznie blisko. 

Recenzent przynajmniej pisze prawdę - na tym polega jego zawód. Spójrz, ilu osobom naraził się Tomek Raczek miażdżąc "Kac Wawa". Ale u ilu zyskał... Moc w ludziach, których nie da się przekupić. W strażnikach jakości. 
Czy znasz blogera, który otrzymał produkty i napisał o nich niepochlebnie? Taka decyzja to bat na kontrakty. 

A bloger komercyjny? Paradoks szczerości. Niby subiektywna forma, a faktura wystawiona. I jeszcze to nieznośne uzurpowanie sobie prawa do bycia pisarzem, sieciowym wieszczem, któremu szacunek jest należny. 
Ale szczytem hipokryzji jest ich wypowiadanie się o szkodliwości tematów zastępczych w mediach tradycyjnych. 

Nie ufam blogerom, którzy mają ofertę. 
To tak, jakbyś w książce - co kilka kartek - napotykał strony z reklamami. To ohydne. 

Mój gatunek to pastisz. 
Większość blogerów nazywa to "hejtem". 
Drogie hostessy przed klawiaturami, czas zapoznać się z definicją. 

Mikołaj