środa, 12 marca 2014

Dlaczego nie warto gardzić tzw. "szeregowymi pracownikami" z korporacji?

Już słowo "szeregowy" wydaje się być nudne i nieciekawe. Szereg to synonim porządku, wymuszonego ładu, nawet musztry, więc uleganiu temu, czemu ulegać nie chcemy. Często to pozory.

Nierzadko słyszę, że nie warto liczyć się ze zdaniem szeregowych pracowników, bo oni nie mają nic do powiedzenia, jedynie wykonując polecenia innych.
To niekoniecznie prawda, choć każdy system wymaga pewnej regularności. Inaczej poniesiesz konsekwencje swojego buntu. A powszechnie wiadomo, że lepiej coś znaczyć niż nic nie znaczyć, lepiej pieniądze i znajomości mieć niż ich nie mieć, itd.



Ironia: pracownikom korporacji umniejszają... byli pracownicy korporacji

Swego czasu sieć zalała ilość artykułów ukazujących spełnionych ludzi, którzy mają czas na pasje, bo rzucili pracę w korporacji. Patos. Jednak - jako pracownik korporacji - mogę powiedzieć, że mimo tego też mam czas na pasję hobby. Wszystko jest kwestią chęci i motywacji oraz umiejętnych negocjacji.

Drugą ironią jest fakt, że szeregowym pracownikom umniejszają ludzie, którzy o korporacjach pojęcia nie mają; są hipisowskimi duszami, wolnymi elektronami, czy - jak to tam dziś się zwie - o! Są freelancerami.

Ci ludzie także żyją w pewnym rygorze, ale mimo wszystko mają tupet, by zarzucać innym uleganie rygorowi.
Przeważnie wszelkie szeregi potępiają właśnie ci, którzy ulegli kredytowi na mieszkanie i MUSZĄ co miesiąc spłacać raty. (przez najbliższe 30 lat)
Albo ci, którzy zdecydowali się na dziecko i MUSZĄ wstać w nocy, gdy ono płacze.
I robią to - często wbrew woli - ale nie mają wyjścia. Stoją także w pewnym szeregu, w którym znaleźli się nieprzypadkowo. Ale sytuacja ta nie staje im na przeszkodzie, by wytknąć komuś jego szereg.

Moc szeregowego pracownika vs imputowanie mu nieoryginalności, braku zdolności i kreatywności

Często właśnie pracownicy korporacji są tymi najbardziej oryginalnymi i zdolnymi.
Powód jest prosty - korporacje mogą sobie pozwolić na najlepszych i najzdolniejszych. Jeżeli tylko firma ma dobrą płynność finansową to zatrudnia wybitnych specjalistów.
Spójrz na Apple, Coca-Colę, Microsoft... pracują tam najlepsi z najlepszych, przez co firmy te osiągają doskonale wyniki. Ale taki megaloman-buntownik i tak zdolnego pracownika zrówna z panią na kasie w Tesco, i jeszcze nazwie "korpo-szczurem".
Nie każdy pracujący w bardzo dużej firmie bierze udział w "wyścigu szczurów". Czasem system coś oddaje, wtedy mamy do czynienia ze zjawiskami patowymi. Wówczas ludzie uważają, że muszą walczyć o swoje stanowisko i skłonni są do skrajnych zachowań. To bez sensu, ale sytuacje te dają radość wesołym krytykantom formującym te swoje radosne tyrady np. na blogach. Po prostu dla jednych praca w korporacji to nobilitacja, a dla drugich obciach.

Przeczytałem kilka notek, w których zwykle autorzy pisali "nie warto dyskutować z szeregowym pracownikiem". Prawda jest taka, że warto jest dyskutować z każdym, kto ma cokolwiek sensownego do powiedzenia. Ale po takich tekstach chcesz dalej wierzyć w to, że rasizm nie istnieje w cywilizowanych państwach?
Często właśnie buntownicy są największymi więźniami swoich maleńkich cel i właśnie dlatego krytykują tych, którzy zarabiają via korporacja. I jeszcze mają czas na to, na co oni - by ten czas mieć - musieli z wielką firmą się rozstać.

Im więcej ludzi dookoła - tym mądrzejszy jesteś

Stara prawda. Każdy człowiek może coś wnieść do Twojego życia. Współpracując rozwijasz się i chłoniesz wiedzę. Ważne, abyś nauczył się selekcjonować ludzi na tych, których warto / nie warto słuchać.To nie rasizm. Sam wiesz, co jest dla ciebie najlepsze. A co człowiek to opinia, dodatkowa wiedza, rozwój. Choć mi bliżej do systemu postrzegania ludzi, jaki praktykował Jobs; wprawdzie nie wszystkich dzielę od razu na bohaterów i idiotów ale coś w tym jest sensownego.
Praca w korporacji oferuje ogromne możliwości współpracy i poznawania wielu - często skrajnych - charakterów. Uczysz się i hartujesz. Bloger-buntownik taktujący o życiu i utrzymujący się z kontraktów reklamowych takich możliwości nie ma. I zazdrości Ci tego, że Ty wychodzisz do ludzi, a jemu pozostaje gardzenie Tobą w małej grupie kółka wzajemnej adoracji. Olej go. Olej wszystkich, którzy nazwą cię "szeregowym". Olej wszystkich, którzy umniejszają ci, bo jesteś pracownikiem wielkiego koncernu. To ty masz możliwości - nie oni. To ty masz wpływ; jeżeli krytykują i ciebie to znaczy, że masz wpływ na nich. Ulegają swojej iluzji bycia ponad tobą i systemem. 

Absolutnie się nie przejmuj, rób swoje, omijaj kupę i nie wchodź w nią!

Według mnie powinieneś intuicyjnie ignorować ludzi, dla których walutą są lajki, rosnące statystyki, a ilością interakcji określają swoją popularność. Daj spokój, to androidy napędzane paliwem złych emocji i tanich bazarowych ekscytacji. Często tylko megalomania i egotyzm. A to prostackie cechy i jeszcze płytsze emocje. Ja i tak uważam, że oni zazdroszczą ci najbardziej stałego przelewu na koncie, bo większość z nich musi pisać te swoje bzdury pod pewne dyktando, a umniejszanie ci jest elementem dodatkowej rozrywki. Prostym, prymitywnym, ale na tym dziś opiera się system sieciowych relacji i budowania zaangażowania. Najwięcej mówi się o politykach, którzy zachowują się w najbardziej prostacki sposób; najwięcej publikuje się o ludziach, którzy są skandalistami.

Nie warto gardzić ludźmi, którzy pracują po to, by stawać się coraz lepszymi;
nie warto gardzić ludźmi w ogóle.

A często ten wyśmiewany "szeregowiec" ma więcej do powiedzenia na co dzień niż średniego wzrostu sieciowy komik, który go krytykuje.

Ja także stoję w jakimś szeregu oraz jestem elementem tego, co wzbudza niechęć rebeliantów... Jednak kreuję to co codziennie dociera i angażuje setki tysięcy ludzi - w tym i moich oponentów i hejterów. Taki sarkazm na koniec. 



Mikołaj Nowak