wtorek, 4 marca 2014

WirtualneMedia.pl: "Contentowi najemnicy" Mikołaja Nowaka

Na Facebooku najwięcej najciekawszych treści publikują właśnie użytkownicy. To oni są rozproszeni po całym świecie, więc mimochodem mają styczność z intrygującymi sytuacjami i rzeczami.




Dopiero po nich są fan page; z czego najciekawsze treści serwują marki grające kulisami (backstage). Zapewne dla wielu innych marek strategia pokazywania "kuchni" zakończyłyby się źle w mediach społecznościowych, ale są jeszcze ludzie kompetentni, którzy wiedzą co i kiedy pokazać, by nie narazić firmy na - modny ostatnio - "kryzys w social mediach". 

Byłem kiedyś w pewnej tzw. agencji social media i zobaczyłem, że osoby dbające o wizerunek zdobytych wcześniej klientów zwyczajnie kradną zdjęcia z Google'a. Dziewczyna pisała wtedy post o jędrnych ustach, które wystarczy uwydatnić kredką by wydawały się większe, i wolała takie usta znaleźć w sieci zamiast pomalować swoje (lub koleżanki) i wrzucić na FB. Zdziwiłem się i uświadomiłem jednocześnie dlaczego tak bardzo nie nadaję się do komercyjnej strony social mediów. Później okazało się, że inne - bardziej cywilizowane - agencje zdjęcia zakupują na tzw. stockach. Sam nie wiem co gorsze; czy my-użytkownicy kupujemy zdjęcia na stockach? Kompletne odrealnienie wynika z mnóstwa niewłaściwych ludzi na niewłaściwych miejscach. 
Kupowanie, czy kradzież, zdjęć doskonałych, sesyjnych, nieskazitelnych jest składaniem hołdu telewizji, od której tak wielu internautów dziś stroni. Internet to medium bardziej szczere; tu ani reklamowy retusz, ani jakikolwiek inny retusz nie przechodzi tak łatwo. A jednak. 

Najbardziej irytują mnie jednostki, które anonimowo prowadzą strony na Facebooku i codziennie przeglądają zwykle profile w poszukiwaniu rewelacji. 
Taki "contentowy najemnik" wynajduje naprawdę dobre fotki i publikuje je, jako swoja strona via swoja strona. Oczywiście bez zgody autora, klasyka gatunku socialowej dżungli. Ryzyko tego, że ktoś się upomni jest małe, za to sukces ogromny. 
To najlatwiejszy sposób na pozyskanie treści; stosują go często operatorzy naprawdę dużych stron, które - wydawać się może - powinny działać regulaminowo. Bo jak nie to "fejs" wywali je na zbity pysk. Dosłownie. 

Zgody, pozwolenia? Pff, e-narchia.  
"Jesteśmy fajni, bo działamy poza prawem". Ale bulwersu okradzionego artysty nie zrozumie nikt, kto nic nie tworzył. A nawet z pozoru bzdurne zrobienie zdjęcia czegoś, co potem angażuje setki (a nawet tysiące) jest tchnięciem życia w chwilę. To sztuka. 
Dziś ludzie wolą kopiować niż kreować. Wynika to głównie ze złudnego przekonania, że wszystko już wymyślono i stworzono. 
Ale wynika to też z lenistwa. A czasem warto jest wziąć wspomnianą kredkę i wyjść poza ramy. Chociażby dla własnej satysfakcji oraz motywacji siebie i innych. 

Bo w sieci znalezione to kradzione. 


Mikołaj Nowak