poniedziałek, 31 marca 2014

#weganizm, dzień pierwszy.

Blog dzień po dniu. 
#1

Dziś mój pierwszy dzień weganizmu! 
I już rozpoczęty fatalnie... Mimo, iż prosiłem rano o latte z mlekiem sojowym to z przyzwyczajenia (kelnerki) dostałem tę z mlekiem krowim. Zorientowałem się za późno, więc falstart. 

Mimo tego postanowiłem kontynuować; na śniadanie były kanapki bez masła i z mnóstwem warzyw. Największy problem będę miał z preclami piwnymi, codzienną dawką czekolady mlecznej i ulubioną grillowaną piersią z kurczaka. 

Obiad dziś to szpinak, kasza gryczana i brokuły. Plus trochę ziaren słonecznika. 

Jeszcze nie ma sensu tego podsumować, ale blog prowadzony codzienne pomoże mi zapamiętać to, co i jak jem. 
Na kolację mam w planach sok grejfrutowy i kilka marchewek. To i tak mój stary rytuał. 


Mikołaj Mobilnie

piątek, 28 marca 2014

BRIEF.pl: Retrospekcje vs. introspekcje: niebieski jeszcze kolorem nadziei?



1. Byłem ostatnio w pubie. Typowym studenckim lokalu, którego stare zdemolowane ściany są rozweselone sprejem i maźnięte niechlujnie farbą.  Z głośników sączyła się jakaś niewiele znacząca nowoczesna muzyka, a zanieczyszczone dymem papierosowym powietrze szczelnie wypełniało każdy kąt. Klimatu nadawało punktowe oświetlenie. Raczej przypadkowo. Wątpliwej jakości sztuka straszyła wrażliwych ze ścian. Dla osoby przywykłej do spędzania czasu w lokalach - ujmując to delikatnie - wyższego standardu, ten  jawił się raczej jako speluna.  Czułem się tam dziwnie. Dziś obecność w takich miejscach jest dla mnie całkiem nowym doświadczeniem.



Rozejrzałem się - ciemny pub był pełen młodych ludzi, których twarze mieniły się błękitną poświatą. To niesamowicie zwracało uwagę, niczym zorza polarna rozświetlająca czarny ląd. Przyjrzałem się dokładniej, jak Terminator (bez krzty emocji) dokonałem analizy: 80% studentów miało przed sobą piwo, popielniczkę, kompana i - najbliżej - smartfon z włączonym Facebookiem... Mimo tej niebieskiej "kuli u nogi" byli pełni życia, ekspresyjni, prowadzący żwawy dialog, uśmiechnięci.

Niebieski Człowiek - Darek Pala

2. Jechałem wieczorem metrem. Ostre światło jarzeniowe szczelnie wypełniało każdy kąt. Ludzie (wiek różny, "na oko" z pięćdziesiąt sztuk) wpatrzeni wszędzie, byle nie sobie w oczy.
Z głośników ulatniały się cyklicznie sygnały: "stacja Centrum", "stacja Politechnika".
Każdy błądził wzrokiem po wagonie, jakby był ciałem w trybie "standby".Tu rzut oka na kiepski layout reklamy, tam śledzenie prędkości za szybą.
Znów szybka analiza - raptem 10%, czyli ok. pięć osób, wpatrzonych w smartfony.
Zero dialogu, zero emocji. Jak androidy transportowane do jednej wielkiej sypialni. Tam szybka regeneracja i znów czas na dzień rutyny, by zarobić na "kulę u nogi", którą jest kredyt mieszkaniowy. Uśmiechający się sporadycznie, ale niebeztroscy i codziennie przywracający równowagę światu w wielu aspektach. Ich twarze są niebieskie ze zmęczenia, ale umysły pełne nadziei. Właśnie to w ludziach lubię najbardziej.

Tak naprawdę wszyscy jesteśmy zniewoleni, ale ulegamy iluzorycznej wolności, co motywuje. 

Puentą będzie ewentualnie student jadący metrem, który śpieszy się do korporacji, by odbyć staż.



Autor zawodowo związany ze społecznościami w Polsce od początku ich istnienia.
Pracę zaczynał w Grono.net - pierwszym polskim serwisie społecznościowym, następnie współtworzył i koordynował komunikację poprzez projekty specjalne w Biurze Reklamy Onetu dla najbardziej wymagających klientów. Aktualnie związany z "Faktami" TVN, gdzie odpowiada za strategię komunikacji marki z wykorzystaniem internetu współtworząc unikatowy pomost między newsroomem a mediami społecznościowymi.


Credits:
Autor: Mikołaj Nowak
Korekta: Angelika SOkal-Szewczyk

niedziela, 23 marca 2014

Krótki poradnik: jak współpracować z blogerami? [ZOBACZ 11 KROKÓW]

Marko, Marketerze,
nie znam Cię, ale wiem, że robisz to źle. I blogerzy też wiedzą, że robisz to źle.
Właściwie to wszystko robisz źle!
To nic, że niektóre marki mają kilkadziesiąt lat tradycji i spektakularne sukcesy marketingowe; nie mówisz w języku blogerów, więc irytujesz ich. Często postawa sieciowego pisarza jest roszczeniowa; w końcu "celebryci social mediów".

Przeczytałem kolejny post: "Tego posta postanowiłam napisać ze względu na fakt, że strasznie irytuje mnie podejście niektórych firm do współpracy z blogerami", ale bez problemu!

Droga marko, oto jak należy PRAWIDŁOWO traktować blogera:

1. Wyślij posłańca by dostarczył propozycję współpracy na złotej tacy, napisaną odręcznie piórem maczanym w szlachetnym atramencie,

2. Dostarcz także szampana Don Perignon i truskawki - koniecznie z Francji! 

3. Cierpliwie oczekuj na zwykły telefon od Blogera z mocno akcentowanym "tak",

4. Podjedź limuzyną pod dom blogera, ale uwaga! Tylko wtedy, gdy w pobliżu nie może wyładować prywatny helikopter!

5. Rozwiń czerwony dywan pod same drzwi domu blogera; jeżeli jednak jest to klatka w bloku - koniecznie posyp ją płatkami róż! W powietrzu niech ulatnia się subtelna i zachęcająca woń olejku eterycznego,

6. Blogerowi opuszczającemu gniazdo powinna towarzyszyć asysta,

7. Zadbaj o paparazzich, by nieprzerwanie strzelali foty blogerowi, gdy tylko ten wsiada do podstawionego przez Ciebie środka transportu,

8. Jak już dojedziecie / dolecicie na miejsce podpisania kontraktu (oczywiście w obecności kamer i fleszy) to - patrz punkt 5. i powtórz go,

9. Koniecznie dostarcz blogerowi sprzęt do pisania! Musi to być co najmniej MacBook PRO z wyświetlaczem retina (inne są niegodne oczu blogera!), do tego iPhone (koniecznie 5S, PINy są już passé) do tzw. focenia regularnych #darówlosu, które wyślesz i codziennie dostarczana kawa ze Starbucks,

10. Gdy termin współpracy dobiega końca - a Ty nie masz pewności, czy Bloger napisze pozytywnie - wyślij jego oraz dwudziestu najbliższych mu przyjaciół na jakąś rekomendowaną przez Abramowicza prywatną wyspę,

11. Ciesz się współpracą z Blogerem! Nie ma nic prostszego. 



Mikołaj Nowak

PS. większość blogerów bojkotuje tego typu notki, bo nie zna się na literaturze. A to nic innego jak pastisz. Oni nie wiedzą, czym jest pastisz, więc znowu zaklasyfikują mnie do kategorii "hejter". Ta ubogość intelektualna bardzo mnie motywuje do dalszego pisania o tym zjawisku. To nic innego, jak felieton, który od lat praktykuje każdy bloger. Nawet nie zdając sobie z tego sprawy. 

środa, 19 marca 2014

Kościół Social Media


--> -->
Co łączy nową branżę social mediów ze starym - dosłownie - jak świat Kościołem Katolickim? Całkiem sporo. 
 

Jest wiele wspólnych mianowników

Jednym z nich jest dokładnie ta sama energia fanatyzmu, hipokryzji i samochwały. Ta sama gotowość stawania w obronie świętości. A te mogą być różnie rozumiane.
Bo uderz w blog, a odezwie się bloger. Uderz w kampanię, a odezwie się marketer. Uderz... A zostaniesz zmiażdżony. Prawdziwa święta wojna.
Pole bitewne w social mediach  to przestrzeń, na której nikt nie podejmie rękawic. To bardziej amerykański wrestling: wielu udaje, że Cię bije, a twarzą w twarz będą potulni jak szczeniaczki. Polemika? Zapomnij.
Oni sami są sobie Pismem Świętym, Świętym Graalem i obiektem kultu. Urażony dyskutować nie będzie. Zwoła za to swoich protektorów, by zafundować ci grad pseudoargumentów mających na celu udowodnić, jaki jesteś mały. A najczęściej jesteś największy z nich wszystkich, bo miałeś odwagę powiedzieć to, co oni i tak wiedzą, ale pilnują jak pilnie strzeżonej tajemnicy.
Najbardziej przykre zwykle jest to, że wartościowi ludzie milkną, zagłuszeni przez bezwartościowych krzykaczy, ganiających karawanę swojego aktualnego pana.

EdgeRank = Bóg

Nikt go nie widział, ale każdy w niego wierzy. Chodzą o nim setki historii, a nawet kilka legend. To stymulator emocji i hierarchii ważności w Facebooku. Kręgosłup serwisu, który często - w efekcie - przypomina bezkręgowca. Chce biec, ale pełza. Modyfikowany jest ponoć częściej niż twarz hollywodzkiej celebrytki.
EdgeRank jest wypadkową trzech czynników. Nie ma nawet sensu ich tu przytaczać. Poziom skomplikowania tego systemu przypomina mi pająka, który zaplótł taką sieć, że słyszy drganie, ale nie wie, gdzie trafił ofiarę. Szuka, szuka i nic z tego nie ma. Facebook, jak każdy dominator, lubi narzucać swoją wolę. Tak jak Kościół. Po prostu masz się dostosować do obowiązujących zasad i już, bez dyskusji. Albo czeka cię bolesna ekskomunika... Bolesna, bo stracisz kluczowy kanał komunikacji XXI wieku.

Jezusi społeczności

Ludzie potrafiący angażować niezwykle silnie, których hobby to często manipulacja do potęgi. To właśnie oni wiodą prym na Facebooku, publikując swoje (często zmyślone) historie i teorie. Opanowali do perfekcji strukturę społecznościową systemu i wiedzą, co robić, by "owieczki" zagonić na pastwisko. Ich misją jest wyróżnienie się w grupie ludzi. Można im wiele zarzucać, ale jednego nie można odmówić: umiejętności angażowania innych.
Jezusi mają gdzieś EdgeRank, bo ich samorodne talenty do zwracania na siebie uwagi sprawiają, że popularność stale rośnie. Jedyne, co się zmieniło, to tylko to, że dzisiejszy "Jezus" ma 12 000 tys. followersów, a prawdziwy miał tylko dwunastu...

Trzej Królowie oraz ich #DaryLosu

To najtańsza forma wkupienia się w łaski sieciowego mesjasza. Kilka spersonalizowanych gadżetów i już społeczność blogera stoi otworem.
To zupełnie jak z produkcją w Chinach i sprzedażą na Zachodzie. Tani koszt wyprodukowania, ale duży zysk. 

"Król wyimaginowanych sukcesów"
Autor: Darek Pala PaintINGS
www.darekpala.com wspiera graficznie moje notki

10 przykazań, czyli Regulamin

Pełna ignorancja to analogia chrześcijańskich dziesięciu przykazań, które każdy wyznawca zna, ale żaden w pełni nie przestrzega. Regulaminy serwisów społecznościowych to podkładka dla moderatorów.
Nie oszukujmy się, co niedzielę w świątyni zbiera się banda hipokrytów. Tak samo jest na zgrupowaniach branży social mediów - często ewangelizują osoby, które z krytyką radzą sobie najgorzej. Wówczas prezentują w sieci zachowania społeczne, do zwalczania których sami namawiają.

Pedofilia, czyli pogwałcenie elementarnych zasad kultury osobistej

Internet jest medium umiłowanym przez osoby, których naczelnym sterownikiem zachowania jest nienawiść. Użytkownicy, którzy bez konkretnego powodu wyzywają innych oraz wyróżniają się aspołecznymi zachowaniami, zwani są hejterami. To nikt inny, jak typowi gwałciciele zasad i poszanowania innych. Tak, jak nie powinno się ignorować realnego pedofila, tak nie powinno się pozostawać obojętnym wobec przemocy sieciowej.
Problemem jest brak skutecznych sposobów na walkę z hejtingiem. Ten zmieszał się z krytyką za sprawą ludzi, którzy chcą się wybielić. Często krytykowani nazywają swoich oponentów hejterami. Gdyby jednak rzeczywiście nimi byli, to hejterem byłby także Marcin Daniec, Jerzy Kryszak, Tomek Raczek oraz inni satyrycy, krytycy, szorstcy komentatorzy rzeczywistości. 

Ekskomunika. Dyskutujesz? Zostajesz wyklęty.

Jezusi social mediów nie tolerują sprzeciwu i długich polemik. Możesz mieć rację, i tak zostaniesz zablokowany. Właściwie, to im większą masz rację, tym szybciej zostaniesz wykluczony ze wspólnoty blogera.


Mark Zuckerberg = papież Franciszek?

Oby nie, choć dla wielu to właśnie jeden z twórców Facebooka jest wzorem do naśladowania. Chłopak, który osiągnął sukces, zarabia miliardy dolarów i wydaje tyle samo na nowe inwestycje, to idol. Jednak skala pozytywnych gestów obu postaci jest nieporównywalna. Niby szef Facebooka wyraża ubolewanie (to modne w USA) z powodu zachowania tamtejszego rządu, ale zapomina, że sam ma puszkę Pandory, zbierającą dane wszędzie i zawsze.

Módlmy się i praktykujmy... zdrowy ateizm

Od ciebie zależy, czy przyłączysz się do fanatycznych wyznawców Kościoła Social Media, czy będziesz stał gdzieś na uboczu - całkowicie niezależny. Według nich będziesz heretykiem, którego powinna spotkać krucjata.
Biskupi będą dalej jeździć swoimi wypasionymi brykami.

W mediach społecznościowych możesz chodzić pod prąd i wcale nie musisz mówić głosem większości. By stać się autentycznym dla innych, wystarczy być autentycznym dla siebie. Niestety, wielu z wyznawców w/w ugrupowania zapomniało o tym. I to właśnie im dedukuję powyższą notkę. 

Credits:Autor: Mikołaj Nowak
Korekta: Angelika Sokal-Szewczyk
Ilustracja: Darek Pana PaintINGS

środa, 12 marca 2014

Dlaczego nie warto gardzić tzw. "szeregowymi pracownikami" z korporacji?

Już słowo "szeregowy" wydaje się być nudne i nieciekawe. Szereg to synonim porządku, wymuszonego ładu, nawet musztry, więc uleganiu temu, czemu ulegać nie chcemy. Często to pozory.

Nierzadko słyszę, że nie warto liczyć się ze zdaniem szeregowych pracowników, bo oni nie mają nic do powiedzenia, jedynie wykonując polecenia innych.
To niekoniecznie prawda, choć każdy system wymaga pewnej regularności. Inaczej poniesiesz konsekwencje swojego buntu. A powszechnie wiadomo, że lepiej coś znaczyć niż nic nie znaczyć, lepiej pieniądze i znajomości mieć niż ich nie mieć, itd.



Ironia: pracownikom korporacji umniejszają... byli pracownicy korporacji

Swego czasu sieć zalała ilość artykułów ukazujących spełnionych ludzi, którzy mają czas na pasje, bo rzucili pracę w korporacji. Patos. Jednak - jako pracownik korporacji - mogę powiedzieć, że mimo tego też mam czas na pasję hobby. Wszystko jest kwestią chęci i motywacji oraz umiejętnych negocjacji.

Drugą ironią jest fakt, że szeregowym pracownikom umniejszają ludzie, którzy o korporacjach pojęcia nie mają; są hipisowskimi duszami, wolnymi elektronami, czy - jak to tam dziś się zwie - o! Są freelancerami.

Ci ludzie także żyją w pewnym rygorze, ale mimo wszystko mają tupet, by zarzucać innym uleganie rygorowi.
Przeważnie wszelkie szeregi potępiają właśnie ci, którzy ulegli kredytowi na mieszkanie i MUSZĄ co miesiąc spłacać raty. (przez najbliższe 30 lat)
Albo ci, którzy zdecydowali się na dziecko i MUSZĄ wstać w nocy, gdy ono płacze.
I robią to - często wbrew woli - ale nie mają wyjścia. Stoją także w pewnym szeregu, w którym znaleźli się nieprzypadkowo. Ale sytuacja ta nie staje im na przeszkodzie, by wytknąć komuś jego szereg.

Moc szeregowego pracownika vs imputowanie mu nieoryginalności, braku zdolności i kreatywności

Często właśnie pracownicy korporacji są tymi najbardziej oryginalnymi i zdolnymi.
Powód jest prosty - korporacje mogą sobie pozwolić na najlepszych i najzdolniejszych. Jeżeli tylko firma ma dobrą płynność finansową to zatrudnia wybitnych specjalistów.
Spójrz na Apple, Coca-Colę, Microsoft... pracują tam najlepsi z najlepszych, przez co firmy te osiągają doskonale wyniki. Ale taki megaloman-buntownik i tak zdolnego pracownika zrówna z panią na kasie w Tesco, i jeszcze nazwie "korpo-szczurem".
Nie każdy pracujący w bardzo dużej firmie bierze udział w "wyścigu szczurów". Czasem system coś oddaje, wtedy mamy do czynienia ze zjawiskami patowymi. Wówczas ludzie uważają, że muszą walczyć o swoje stanowisko i skłonni są do skrajnych zachowań. To bez sensu, ale sytuacje te dają radość wesołym krytykantom formującym te swoje radosne tyrady np. na blogach. Po prostu dla jednych praca w korporacji to nobilitacja, a dla drugich obciach.

Przeczytałem kilka notek, w których zwykle autorzy pisali "nie warto dyskutować z szeregowym pracownikiem". Prawda jest taka, że warto jest dyskutować z każdym, kto ma cokolwiek sensownego do powiedzenia. Ale po takich tekstach chcesz dalej wierzyć w to, że rasizm nie istnieje w cywilizowanych państwach?
Często właśnie buntownicy są największymi więźniami swoich maleńkich cel i właśnie dlatego krytykują tych, którzy zarabiają via korporacja. I jeszcze mają czas na to, na co oni - by ten czas mieć - musieli z wielką firmą się rozstać.

Im więcej ludzi dookoła - tym mądrzejszy jesteś

Stara prawda. Każdy człowiek może coś wnieść do Twojego życia. Współpracując rozwijasz się i chłoniesz wiedzę. Ważne, abyś nauczył się selekcjonować ludzi na tych, których warto / nie warto słuchać.To nie rasizm. Sam wiesz, co jest dla ciebie najlepsze. A co człowiek to opinia, dodatkowa wiedza, rozwój. Choć mi bliżej do systemu postrzegania ludzi, jaki praktykował Jobs; wprawdzie nie wszystkich dzielę od razu na bohaterów i idiotów ale coś w tym jest sensownego.
Praca w korporacji oferuje ogromne możliwości współpracy i poznawania wielu - często skrajnych - charakterów. Uczysz się i hartujesz. Bloger-buntownik taktujący o życiu i utrzymujący się z kontraktów reklamowych takich możliwości nie ma. I zazdrości Ci tego, że Ty wychodzisz do ludzi, a jemu pozostaje gardzenie Tobą w małej grupie kółka wzajemnej adoracji. Olej go. Olej wszystkich, którzy nazwą cię "szeregowym". Olej wszystkich, którzy umniejszają ci, bo jesteś pracownikiem wielkiego koncernu. To ty masz możliwości - nie oni. To ty masz wpływ; jeżeli krytykują i ciebie to znaczy, że masz wpływ na nich. Ulegają swojej iluzji bycia ponad tobą i systemem. 

Absolutnie się nie przejmuj, rób swoje, omijaj kupę i nie wchodź w nią!

Według mnie powinieneś intuicyjnie ignorować ludzi, dla których walutą są lajki, rosnące statystyki, a ilością interakcji określają swoją popularność. Daj spokój, to androidy napędzane paliwem złych emocji i tanich bazarowych ekscytacji. Często tylko megalomania i egotyzm. A to prostackie cechy i jeszcze płytsze emocje. Ja i tak uważam, że oni zazdroszczą ci najbardziej stałego przelewu na koncie, bo większość z nich musi pisać te swoje bzdury pod pewne dyktando, a umniejszanie ci jest elementem dodatkowej rozrywki. Prostym, prymitywnym, ale na tym dziś opiera się system sieciowych relacji i budowania zaangażowania. Najwięcej mówi się o politykach, którzy zachowują się w najbardziej prostacki sposób; najwięcej publikuje się o ludziach, którzy są skandalistami.

Nie warto gardzić ludźmi, którzy pracują po to, by stawać się coraz lepszymi;
nie warto gardzić ludźmi w ogóle.

A często ten wyśmiewany "szeregowiec" ma więcej do powiedzenia na co dzień niż średniego wzrostu sieciowy komik, który go krytykuje.

Ja także stoję w jakimś szeregu oraz jestem elementem tego, co wzbudza niechęć rebeliantów... Jednak kreuję to co codziennie dociera i angażuje setki tysięcy ludzi - w tym i moich oponentów i hejterów. Taki sarkazm na koniec. 



Mikołaj Nowak

Brief.pl: ERA BLOGERA – CO MOŻE ZROBIĆ BLOGER, ŻEBY PISAĆ LEPIEJ?

Możesz być erudytą, ale nie specjalistą od wszystkiego. Dziś przeczytasz o tym, co jest możliwe. Bo można dobrze pisać, gdy uświadomisz sobie, że jesteś swoim wydawcą. Jeżeli już piszesz bloga - dwój się i trój, by był tak unikatowy, jak Ty. I dobrze napisany. Komunikacja to sztuka.


Kim jest wydawca? 
To szczególnie ważna osoba w strukturze każdej redakcji. Człowiek, który decyduje o priorytetach, sprawuje nadzór merytoryczny nad publikacjami oraz stwarza odpowiednie warunki do ich powstania. 
Według mnie każdy bloger, który chce zrobić karierę w sieci, powinien mieć w sobie cząstkę wydawcy. Absolutnie nie koliduje to z jego autentycznością i szczerością przekazu. Nie ma nic złego w dbałości o język, bo dbałość ta jest wyrażeniem szacunku wobec czytelnika. Dzięki postawieniu na jakość niebawem możesz ekscytować się znacznie wyższymi statystykami niż dotychczas, bo w czasach chaosu i contentu miernej jakości ludzie docenią wszystko, co jest o poprzeczkę wyżej. Zaufaj temu. Tymczasem na blogach...
Kolokwializmy, celowe lapsusy, megalomania, tanie triki
A wszystko po to, by wywołać burzę w szklance wody, by podkreślić indywidualność jednostki. W kwestii całości literatury blogi są dziś tym, czym jest bunt w modzie. Dzięki niemu twórcy nie chodzą na kompromisy i kreują rzeczywistość bez obaw o reperkusje. Tworzą rzeczywistość, która potem jest podstawą ikonografii wyrażającej unikatowy charakter jednostki. Blog także jest integralnym elementem swojego twórcy; nigdy nie jest tylko blogiem.
Są jednak pewne standardy, których przestrzeganie gwarantuje większy sukces. Dobry tekst poprzedza dobry proces. Jeżeli proces ten jest niedbały, to tekst odda warunki i nastawienie autora. To z kolei uformuje adekwatne nastawienie u czytelnika.
Dużo czytam w sieci. Dzień zaczynam od informacji, później oddaję się blogom oraz innym subiektywnym notkom (felietonom) w sieci. Jest coś, na co szczególnie zwracam uwagę. Coś co umniejszy nawet najlepszemu tekstowi czyniąc go nieciekawym i pretensjonalnym... To przerażająca ilość kolokwializmów i nowomowy.
Te wszystkie - w większości - młodzieżowe akronimy ("srsly?"), gimnazjalny patos, pompatyczna tonacja! To wszystko brzmi jak tyrada jednostki walczącej o uwagę innych. A może wymagam za wiele niezwyczajnej elegancji w zwyczajnych tekstach?
Pracuję w redakcji newsowej, więc publikacje, które czytam, są inaczej konstruowane.  Zawsze, gdy "przełączam" się na blogi, czuję, że jestem na torze kolizyjnym.  Nie staram się jednak wymagać, by blogerzy pisali jak redaktorzy i odwrotnie. Chodzi jedynie o dbałość, która jest kluczowym elementem wysokiej jakości. 
Od bloga do redakcji
To piękny scenariusz. (Niegdyś) blog AntyWeb, dziś (niemal) portal o tematyce technologiczno-użytkowej, jest doskonałym przykładem. Słowem-kluczem jest „konsekwencja”.
Ewolucja? Czy każdy blog kiedyś powinien zamienić się w redakcję?  Na to pytanie nie odpowiem, ale wiem, że można zacząć biznes bez rezygnowania ze stricte blogowej formy. Przykład "od poczwary do motyla" wydaje się być nietrafiony.
Ironią jest fakt, że bloger wydający książkę, w której opisuje, jak zarabiać na blogu, w kilka miesięcy po jej premierze konstruuje notkę, tłumacząc dlaczego zrezygnował z reklam na blogu... 
Widać brak konsekwencji, co przekłada się na brak najcenniejszej dla niego wartości - autentyczności. Redakcja nie może sobie pozwolić na brak autentyczności, a bloger? Może. Zabawa w półboga może być zgubna. Bo im większą społeczność skupisz wokół siebie, tym poważniej powinieneś ją traktować. A brak rzetelności zawsze może być tylko niepoważny. Dlatego ważne jest, by budzić w sobie wydawcę wtedy, gdy czas, by wkroczył. 
Blogerskie notki jak... bigos?
Włożone dosłownie wszystko, co aktualnie jest "trendy" w języku lub co weszło do niego na trwałe - anglojęzyczne zwroty (dajcie mi "feedback"), wzmianki (musicie "think before you act"), kolokwializmy (totalny "bullshit") Szpecące dodatki, mające na celu podkreślić niezwykłą zdolność dopasowania się autora do różnych grup odbiorców. A prawda jest taka, że jeśli tekst jest dobry - czytelnik dopasuje siebie do niego. Niezależnie od wieku, pochodzenia, upodobań. Kolokwializmy, sieciowe akronimy, gimnazjalne zajawki i jeszcze makaronizmy, żeby stworzyć iluzję awangardy. To nie może się udać. I nie udaje się. Do garnka wrzucają jeszcze narcyzm, egotyzm i nonszalancję. Próbowałem dyskutować kiedyś z blogerami nazbyt przekonanymi o słuszności swoich argumentów nad moimi. Ale w pewnym momencie napotykasz mur nie do przebicia, więc najlepiej jest odpuścić, jeżeli tego nie zrobisz, temperatura wrzenia u blogera sprawi, że ten cię zablokuje. Pamiętaj, że blog to bloger, więc podważenie argumentów uzna za bezprawne wkroczenie na jego teren. To złe, ale właśnie dlatego blogosfera jest tak wyjątkowa; nie każda strefa – umożliwiająca wyrażanie siebie - w sieci oferuje ten komfort.
Blogerski bigos smakuje komicznie. Szczególnie w chwilach, gdy autor wyraźnie gardzi innymi za to, co sam uprawia; gdy posądza innych o tzw, "ból dupy", samemu prezentując największy.  Zatem do garnka wrzuca z impetem swoją niechęć do hejtingu, ale sam robi to w formie opisywanego zjawiska. Najczęściej mylimy odmienne zdanie z hejtingiem, bo tak nam wygodnie. Łatwiej jest imputować komuś negatywne emocje, niż zastanowić się nad tym, czy to co pisze, ma sens.  To nie szyderstwo, to zwykła hipokryzja w najtańszej festiwalowej odmianie. Niestrawna i odbijająca się czkawką w sieci poza kołem wzajemnej adoracji autora, czego już on nie widzi. Bo zasięg jego zainteresowania nie wychodzi poza ten okrąg.
Różnijmy się pięknie. I piszmy pięknie.

Autor zawodowo związany ze społecznościami w Polsce od początku ich istnienia. Pracę zaczynał w Grono.net - pierwszym polskim serwisie społecznościowym, następnie współtworzył i koordynował komunikację poprzez projekty specjalne w Biurze Reklamy Onetu dla najbardziej wymagających klientów. Aktualnie związany z "Faktami" TVN, gdzie odpowiada za strategię komunikacji marki z wykorzystaniem internetu współtworząc unikatowy pomost między newsroomem a mediami społecznościowymi.

piątek, 7 marca 2014

Brief.pl: 14 niemożliwych wydarzeń, które zmieniłyby ludzkość

Co by było, gdyby...Na dzień dzisiejszy wiesz, że to niemożliwe. Jednak postęp i technologia potrafią zaskakiwać. Zobacz, co wg mnie wywołałoby globalny szok lub pomogło naszej cywilizacji.

>> Artykuł ukazał się także w serwisie Brief.pl <<

1. Coca-Cola i Pepsi dokonały fuzji...

Koncerny łączą się, a efektem tego spektakularnego działania jest łączenie napojów o tych samych smakach w jeden. Efektem są intrygujące smaki hybrydy w nowych opakowaniach,
w których jedna połowa etykiety to klasyczny design Coca-Coli, a druga Pepsi; jedna to Mirinda, a druga Fanta, itd. Mix szybko trafia w gusta populacji za sprawą połączenia unikatowych składników. 

2. Apple wypuszcza iPhone'y z Androidem i "uwalnia" iOS dla innych producentów... 
Po latach tworzenia unikatowego zamkniętego systemu Apple przerywa rutynę. Spełnia się wizja Steve'a Wozniak'a; w trosce o przyszłych klientów - i nieustannie rosnącego głównego konkurenta Androida - firma zawiera pakt z Google tak, jak kiedyś Steve Jobs z Billem Gates'em (Microsoft). 

3. Rosja krainą gejów i pacyfistów...
Władimir Putin nakazuje natychmiastową legalizację związków partnerskich tej samej płci
w Rosji, która staje się ultra
łagodnym państwem. Znika korupcja, prawo jest respektowane, spożycie alkoholu sporadyczne, obywatele mili, uczynni i stanowią wzór zachowania dla reszty świata. Rosja zaczyna walczyć o prawa środowisk LGBT i staje się światową ikoną równości, przyzwoitości, filantropów i pacyfistów.

4. Internet degraduje, następnie wypiera całkowicie telewizję...
Produkcja TV przestaje się opłacać, bo nikt jej nie ogląda. Internet pochłania cały glob i przejmuje w 100% funkcje mediów tradycyjnych. Wirtualna rzeczywistość staje się faktem; nawet w kwestii dotyku i smaku ludzie już są spełnieni; bo technologia jest tak zaawansowana, że pozwala na zdalne czułości i smakowanie.  

5. Koniec konfliktów, państwa zawierają pakty...
Wojsko wydaje się niepotrzebne, a w Pentagonie i innych spektakularnych obiektach wojskowo-bojowych otwierane są muzea. Spory rozstrzygane są w błyskawicznym tempie, a świat łączy zasoby, by stworzyć źródła energii odnawialnej. Przestaje obowiązywać segregacja rasowa; ludzie odmiennych poglądów nie są narażeni na represje.
Daje to początek wspaniałej współpracy międzykontynentalnej owocującej wzajemnymi korzyściami.

6. Facebook staje się biały... 
Ludzie po latach mają już dość "smerfowego" dominatora. Gigant social Networkingu przeprowadza badania, z których wynika, że barwa biała jest tak neutralna jak niegdyś niebieska, więc zmienia się diametralnie cała szata serwisu. Jednocześnie w świecie nasyconym kolorami ludzie zapragnęli powrotu do czystej, zwyczajnej i lekkiej bieli.

7. Twitter pozwala na publikację 14 000 znaków...
Politycy już w ogóle nie pojawiają się w Sejmie, tylko piszą sieciowe elaboraty; gwiazdy są za bardzo zajęte opisywaniem swoich przygód w sieci, więc mniej lansują się.

8. Światowi giganci przenoszą swoje fabryki z Chin do USA...
Zmienia się oblicze potęgi i taniej siły roboczej. USA po latach hossy ponoszą konsekwencje swojej rozrzutności podczas, podczas gdy Chiny po dekadach planowania i wdrażania strategii wyrastają na absolutną potegę motoryzacyjno-technologiczno-użytkową. Hong-Kong staje się mentalnym odzwierciedleniem parysko-nowojorskiego stylu życia, więc kolejne części nieśmiertelnego "Seksu w wielkim mieście" kręcone są już tylko tam.

9. Kolonizacja Marsa i odkrycie obcej cywilizacji... 
Osiedlenie ludzi na Czerwonej Planecie i skrzyżowanie fali tamtejszego sygnału z ziemskim skutkuje mimowolnym wykryciem nowego wymiaru.To naprowadza ludzkość na całkiem nowy trop i go bada. Otwierają się możliwości penetrowania dalszego kosmosu - obszarów, które dotychczas były poza zasięgiem. Okazuje się, że znajdujemy swój klon w przestrzeni kosmicznej. 

10. Dopuszczenie do użytku auta na wodę...
...i kompletna plajta koncernów naftowych po ich uprzednim wyeksploatowaniu. Auta nie zatruwają środowiska co sprzyja regeneracji planety.

11. Leki na raka i HIV w aptekach... 
Niedrogie, a całkowicie skuteczne. Ich łatwa dostępność i stuprocentowa skuteczność przyczynia się do niesamowitej redukcji zachorowań, co skutkuje niemal wykluczeniem w/w chorób z listy najniebezpieczniejszych i najbardziej destrukcyjnych dla człowieka.

12. Wskrzeszenie Walta Disneya... 
Przez rozmrożenie ciała rysownika i ponowną aktywację komórek oraz funkcji życiowych. Technologia tak ma, lubi zaskakiwać - Walt znów staje na nogi, i tworzy niezwykłe postaci mające wpływ na dziecięcą percepcję.

13. Specyfik na nieśmiertelność... i fala zombie...
Opracowanie technologii leku zatrzymującego całkowicie proces starzenia na wybranym etapie. Jednak dla osob decydujących się żyć wiecznie przewidziany jest program wiedzy do nabycia i zadań / zawodów do wykonania, aby długowieczność miała jakiś cel.
Jednak w późniejszym okresie dochodzi do zaburzeń "zegara biologicznego" ze stanem faktycznym organizmu, co skutkuje nieprzyjemnymi mutacjami. Ludzie przemieniają się w zombie i chcą głód zaspokoić głód.





14. Google ThinkSearch...
Odpowiedz Google na choroby zaburzające i destrukcyjnie wpływające na  pamięć.
Gigant opracowuje technologię połączenia maszyny z człowiekiem tak, aby myśli można było wyszukiwać za pomocą wyszukiwarki Google w mózgu. Obraz wyświetlany jest przed oczami człowieka, jako wyświetlacz HUD, a moduł androida zostałby wszczepiony w mózg, jako maleńki chipset integralny z umysłem. Technologia ta pozwoliłaby na ładowanie terabajtów danych do ludzkiego mózgu, zwiększając jego możliwości z typowo wykorzystywanych 30% do aż 80% standardowo. 



HUD



Jeżeli według Ciebie o czymś nie wspomniałem - a to uzupełniłoby w/w listę - dopisz swoją propozycję w komentarzu. 

Mikołaj Nowak

wtorek, 4 marca 2014

WirtualneMedia.pl: "Contentowi najemnicy" Mikołaja Nowaka

Na Facebooku najwięcej najciekawszych treści publikują właśnie użytkownicy. To oni są rozproszeni po całym świecie, więc mimochodem mają styczność z intrygującymi sytuacjami i rzeczami.




Dopiero po nich są fan page; z czego najciekawsze treści serwują marki grające kulisami (backstage). Zapewne dla wielu innych marek strategia pokazywania "kuchni" zakończyłyby się źle w mediach społecznościowych, ale są jeszcze ludzie kompetentni, którzy wiedzą co i kiedy pokazać, by nie narazić firmy na - modny ostatnio - "kryzys w social mediach". 

Byłem kiedyś w pewnej tzw. agencji social media i zobaczyłem, że osoby dbające o wizerunek zdobytych wcześniej klientów zwyczajnie kradną zdjęcia z Google'a. Dziewczyna pisała wtedy post o jędrnych ustach, które wystarczy uwydatnić kredką by wydawały się większe, i wolała takie usta znaleźć w sieci zamiast pomalować swoje (lub koleżanki) i wrzucić na FB. Zdziwiłem się i uświadomiłem jednocześnie dlaczego tak bardzo nie nadaję się do komercyjnej strony social mediów. Później okazało się, że inne - bardziej cywilizowane - agencje zdjęcia zakupują na tzw. stockach. Sam nie wiem co gorsze; czy my-użytkownicy kupujemy zdjęcia na stockach? Kompletne odrealnienie wynika z mnóstwa niewłaściwych ludzi na niewłaściwych miejscach. 
Kupowanie, czy kradzież, zdjęć doskonałych, sesyjnych, nieskazitelnych jest składaniem hołdu telewizji, od której tak wielu internautów dziś stroni. Internet to medium bardziej szczere; tu ani reklamowy retusz, ani jakikolwiek inny retusz nie przechodzi tak łatwo. A jednak. 

Najbardziej irytują mnie jednostki, które anonimowo prowadzą strony na Facebooku i codziennie przeglądają zwykle profile w poszukiwaniu rewelacji. 
Taki "contentowy najemnik" wynajduje naprawdę dobre fotki i publikuje je, jako swoja strona via swoja strona. Oczywiście bez zgody autora, klasyka gatunku socialowej dżungli. Ryzyko tego, że ktoś się upomni jest małe, za to sukces ogromny. 
To najlatwiejszy sposób na pozyskanie treści; stosują go często operatorzy naprawdę dużych stron, które - wydawać się może - powinny działać regulaminowo. Bo jak nie to "fejs" wywali je na zbity pysk. Dosłownie. 

Zgody, pozwolenia? Pff, e-narchia.  
"Jesteśmy fajni, bo działamy poza prawem". Ale bulwersu okradzionego artysty nie zrozumie nikt, kto nic nie tworzył. A nawet z pozoru bzdurne zrobienie zdjęcia czegoś, co potem angażuje setki (a nawet tysiące) jest tchnięciem życia w chwilę. To sztuka. 
Dziś ludzie wolą kopiować niż kreować. Wynika to głównie ze złudnego przekonania, że wszystko już wymyślono i stworzono. 
Ale wynika to też z lenistwa. A czasem warto jest wziąć wspomnianą kredkę i wyjść poza ramy. Chociażby dla własnej satysfakcji oraz motywacji siebie i innych. 

Bo w sieci znalezione to kradzione. 


Mikołaj Nowak