wtorek, 4 lutego 2014

10 lat Facebooka - LookBack Grona.net

Dzisiejszy rynek polskich Mediów Społecznościowych to dziesiątki specjalistów, z których tylko nieliczni mają pojęcie o tym, jak kształtował się polski Social Networking. Wszyscy kojarzą Facebooka, a po 2005 roku serwisy społecznościowe uruchamiały się jak grzyby po deszczu.
Informacje, które czytasz są unikatowe - nie znajdziesz ich wiele w sieci. Jeżeli już gdzieś są to w zdawkowej formie. 



10-lecie Facebooka jest dobrą chwilą by wspomnieć prawdziwą legendę...






Rok 2004 był przełomowy pod względem Social Networkingu, choć próby zbudowania mocnego serwisu tego gatunku miały miejsce prawie 10 lat wcześniej. Bez powodzenia.

Logiczne było, że paliwo "czytanego" Internetu się kończy, więc Internauci będą chcieli współtworzyć medium.
Pokazała to już epoka WEB 2.0, która definiowała standardy uwzględniające wkład usera w treść. (UGC - User Generated Content)

Fakt ten przewidzieli nieliczni, i dzięki temu odnieśli sukces. Prekursorzy, ryzykanci, czy pompatycznie zwani "wizjonerzy sieci". 

Abstrahując od Facebooka; w Polsce mieliśmy prężnie działające Grono.net.
Dziś nie przybliżę wszystkiego, ale napiszę znacznie więcej niż mogłeś się spodziewać. Pamiętaj, że nie da się opowiedzieć kilkuletniej historii w jednej notce. 



Start w 2004, ale to w 2006 Grono.net staje się potężnym graczem... 


Siedzibą serwisu do 2006 roku były wynajmowane mieszkania w Warszawie. Nie garaże :)
W jednym z nich - dokładnie przy ulicy Opaczewskiej - miałem swoje biurko i skromny kącik, w którym prowadziłem jednoosobowy dział moderacji i obsługi użytkownika. Latem wychodziliśmy na taras, zimą rozmyślaliśmy w niewielkim mieszkaniu.
Lawinowa ilość zapytań do twórców serwisu sprawiła, że narodziła się potrzeba zatrudnienia kogoś do ogarnięcia tych spraw. Tak pojawiłem się ja - prosto z forum. Byłem Gronowiczem.


Czas mijał w dość sielankowej atmosferze, Serwis rósł bardzo dynamicznie i oczywiste było, że niebawem zawita do nas większy biznes, a co za tym idzie: procedury, formalizacja, korporacyjny tryb pracy.

Tak się stało - przeprowadziliśmy się do eleganckiego biurowca w stylu "Business Centre" przy ul. Szturmowej 2A. (Okolice Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, Mokotów)
Dostaliśmy karty dostępowe i od tego momentu codziennie wjeżdżaliśmy windą przy wychodzeniu mówiąc słynne i nielogiczne "dziękuję". Wyglądaliśmy kuriozalnie wśród panów w garniturach i pań w garsonkach.

Pojawił się inwestor, więc diametralnie zwiększyły się możliwości. Chwilę później do serwisu zawitał najwyższej klasy management  - ludzie z potężnym doświadczeniem, których zadaniem było wywindowanie marki Grona.net, jako jeden z najpotężniejszych produktów na polskim rynku internetowym. Ambicje zarządzających serwisem było ogromne.

Zjawili się: główny projektant, art director, dyrektor marketingu, dyrektor IT, managerowie odpowiedzialni za promocję, eventy i PR. Grono formacją zaczęło przypominać korporację, bo na to wskazywała rozbudowana struktura. Zanim obejrzałem się, w sporym biurze z widokiem na podmokłe tereny oraz ul. Rzymowskiego, pracowało ponad 60 osób. Oczywiście znałem wszystkich, gdyż wdrażałem nowych ludzi w serwis, jego specyfikę, społeczność i jej rytm.

Pojawił się także dział sprzedaży, co można było zaklasyfikować, jako transfer roku.
Ówczesny charyzmatyczny dyrektor marketingu miał niezwykłe umiejętności - namówił jedną z najbardziej wpływowych szefów sprzedaży jednego z portali, by ta przyszła do pracy w tym niezwykle rokującym projekcie. Ale to nie koniec - do przejścia ze sobą namówiła 4 koleżanki.
Tym sposobem Grono.net - na dzień dobry - zyskało 4 wykwalifikowanych managerów sprzedaży i miało strukturę gotową na podbicie rynku. Piąta osoba przyszła chwilę później.

Grono.net dysponowało środkami na to wszystko. Po latach mogę napisać, że było "na bogato" i mocno internetowo; pojawił się playroom, w którym można było relaksować się na miękkich pufach oraz grać na - wtedy - supernowoczesnej konsoli Nintendo Wii.


Trochę o strukturze...

Promocja, eventy i marketingowe pitu-pitu.


Lubiłem ten dział, gdyż w tamtym okresie studiowałem Zarządzanie.
Dział Marketingu Grona.net rozwijał się i działał dynamicznie; pojawili się odpowiedni ludzie na odpowiednich stanowiskach. Machina ruszyła - rozpoczęły się patronaty, eventy w modnych klubach, ruszyły prace nad własnym programem partnerskim, który miał działać w oparciu o zaawansowaną lokalizację (Grono, jako pierwsze uruchomiło potężną geolokalizację z możliwością zaznaczania pozycji na mapie) i zniżki. Dużo zniżek.
Partnerzy mieli zapewniać benefity i radości miało nie być końca. Wielkie marketingowe WOW, które - jak na ironię - dopadła marketingowa zasada cyklu życia produktu. 


Dział IT.


Wraz z rozwojem Marketingu i Promocji stale rozwijało się serce ekipy serwisu - dział IT.
Serwis werbował najlepszych programistów Pythona, którzy stworzyli niesamowity team.
Ci ludzie - w rekordowym tempie - przepisali Grono.net z Javy na Pythona. Kto zna się na temacie zrozumie o czym piszę. Kto jeszcze lepiej zna się na temacie będzie wiedział, że prawdziwym sercem serwisu była aktywna społeczność. W pewnym momencie miałem wrażenie, że Grono zamieniło się w fabrykę nowości; tzw. "paczki" wyrzucane były tak szybko, że użytkownicy nie nadrabiali z uczeniem się korzystania z tak wielu funkcji.
Byłem na pierwszym froncie (informacje przekazywałem dalej sortując je do poszczególnych działów w firmie) i zbierałem opinie pozytywne na równi z ilością negatywnych. Jeden z managerów - w odpowiedzi na moją chwilę słabości - stwierdził, że jestem "oczami firmy".


Jednak dziś wiem, że tak powinien pracować zespół serwisu społecznościowego; strategia "imputować, kazać" sprawdza się m.in. na Facebooku. Tu zmiany są po prostu dodawane.
Serwis miał doskonale działającą grupę beta testerów, którzy ściśle współpracowali z działem IT na ... zamkniętym gronie tematycznym. Wyselekcjonowane osoby, jako pierwsze poznawały nowe funkcje i dostarczały cennych informacji na temat ich działania. 
Z pewnością TEN dział IT był jednym z najpotężniejszych; wybitni specjaliści, najnowocześniejsze technologie i zgrany zespół. Programiści dokonywali imponujących rzeczy. 

Dział Architektury Serwisu.

Pod dowództwem wybitnego architekta sieci, który wcześniej odpowiadał za to m.in. w Onet.pl.
To w POLSKIM Gronie powstawały takie nowości, jak 'Glog', czyli Grono-Blog zwany roboczo 'autoblogiem'. System zapisywał wszystkie aktywności Gronowicza i wyświetlał je na profilu. Znasz to? :)


Wcześniej Blimp, czyli komunikacja via jeden status i spór w sieci z innym startupem - Blipem. Był to pierwszy polski serwis microbloggingowy, który Grono uprzedziło w naczelnej funkcjonalności oferując ją, jako jedną z wielu u siebie. W sieci zawrzało.
Ale dla nas to nie była nowość; wszak sytuacja protoplastów Grono.net była niejasna od samego początku, więc nad Grono.net zawsze wisiało jakieś fatum.


Wrócę jednak do rzeczy przyjemnych: zaawansowane galerie zdjęć działające bez przeładowania strony, shout-boxy informujące o zmianach - bez przeładowania strony (AJAX) - , zaawansowane ustawienia prywatności, czy personalizowany layout serwisu. Tak - Grono było wypasione. Oferowało tak wiele, że zamieniało się w to, czym dziś jest Facebook. I tylko dlatego, że pracowałem w centrum zdarzeń twierdzę, że dzisiejszy FB jest po prostu inspirowany najlepszymi.
W czasach, gdy on był prostym systemem łapania relacji na uczelni Polska miała już stricte Social Networkingowy produkt skoncentrowany na odzwierciedleniu relacji z rzeczywistości i budowaniu nowych. Szereg funkcjonalności miał to zapewnić. 


Dział sprzedaży i projekty niestandardowe.


Reklama display? Zapomnij. Grono miało ambitniejsze plany.
W okresie, w którym nie było mowy o tzw. "Fan Pages" (dziś "Strony na FB") sprzedaż Grono.net proponowała klientowi niestandardową możliwość dialogu via "grono tematyczne".
Na takim forum klient otrzymywał możliwość dyskutowania ustami marki.
Niestety ale odzew domów mediowych i agencji był nikły i produkt ten nie odniósł sukcesu. Nikt poza nami nie rozumiał jak to powinno działać i co oferuje. No i fundamentalnie łatwiej sprzedać pakiet odsłon niż coś nowego...


Ale dział nie próżnował - stale powstawały akcje specjalne i projekty niestandardowe.
Odzew był niesamowity, a wysokie zaangażowanie pokazywało, że ludzie chcą, by dostarczać im wrażeń za kasę klienta. Działało to naprawdę dobrze. Komercyjne grona tematyczne zaproponował Działowi Sprzedaży - Dział Moderacji serwisu wnioskując gotowość Gronowiczów do podejmowania dialogu w komercyjnych oparach. 

Dział Moderacji i narodziny Community Managera.


Bezcennym wsparciem okazał się zewnętrzny zespół moderatorów, który dbał o komfort innych na forach i gronach tematycznych. Informacje przekazywaliśmy sobie via sieć; byłem także łącznikiem między serwisem, a zewnętrznym wsparciem. Moderatorzy Forum to pierwsza tak zaawansowaną jednostka w polskim serwisie społecznościowym. Z czasem ich uprawnienia stawały się coraz większe, co było nobilitacją i motywacją do współpracy. I o to chodziło. Dynamika w serwisie była tak duża, że jedna osoba - ja - nie wystarczyła i nie dawała sobie rady z tak aktywną społecznością, ilością zapytań i problemów do rozwiązania.
Z czasem dział ten się rozrósł i miał kilku pracowników, którzy zapewniali wysoką jakość tzw. Community Managementu. Własnie te osoby są dziś prekursorami fachu Community Managera na rynku. 


Plany, ambicje: #zagranico


Grono.net miało niezwykłą moc, a jego przyszłość rysowała się w pozytywnych barwach.
Zarząd podjął decyzję o zdobyciu innych rynków. Mieli apetyt, mieli środki i najlepszych na rynku ludzi. Czemu nie podbijać rynków?


Powstały sztywne deadline'y ukończenia projektów-klonów: Grapeo.co.uk (rynek GB) i Bago.es (Hiszpania). Oczywiście projekty te zyskały swoich - tamtojęzycznych - koordynatorów. Niestety - żaden z trzech powyższych projektów: Grono.net, Grapeo.co.uk i Bago.es nie przetrwał do dziś. Wielka szkoda, jednak najbardziej smuci mnie to, że mogliśmy być najsilniejszym operatorem Social Networkingu w Europie, może i jednym z najwybitniejszych na świecie. Aktywność rodzimej działki Social Media pokazuje, że mamy talent do bycia mocnymi w tym zakresie.

Zawsze byłem w centrum zdarzeń z uwagi na funkcję i największą wiedzę o społeczności serwisu oraz samym Grono.net. Jednak moje zainteresowanie szczególnie przykuł jeden projekt - promocja Bago.es w Madrycie. Standardy nie interesowały mnie nigdy.


Pewnie nie słyszałeś o tym, bo Dział Marketingu zadbał o dyskrecję; chodziło o to, żeby hiszpański klon nie został zdominowany w pierwszych dniach przez polską społeczność, co odstraszyłoby tamtejszą. Bago wystartowało z potężną i unikatową akcją promocyjną w centrum Madrytu; w szklanym domu - na tydzień - została zamknięta słynna skrzypaczka Patricia. Ze światem zewnętrznym kontaktowała się tylko via Bago. Niestety, ale ta ciekawa akcja nie przyniosła spektakularnych rezultatów i Hiszpanie, którzy dziś szaleją na Facebooku wtedy nie mieli ochoty na Social Networking.
Podobny los spotkał angielską wersję. Co poszło nie tak? Nie wiem, ale często wracam myślami do tamtych momentów i nie są to najprzyjemniejsze retrospekcje. 

Patricia Argüelles bierze udział w promocji Bago.es - klona Grona.net.
Skrzypaczka spędziła tydzień kontaktując się ze światem tylko via Bago.es.


2008 rok i koniec admina "niki²"


Taki własnie miałem nick w Grono.net - od samego początku swojego istnienia tam. 
Z firmą rozstałem się z uwagi na prozaiczny powód - odmienność wizji. Dzięki temu serwisowi jestem dziś tu, gdzie jestem i robię to, co robię. 
Choć w 2008 roku - po przegranej walce z Naszą-Klasą.pl - pojawili się w serwisie "misjonarze" to serwisu nie uratowali. Nie mieli najmniejszych szans.Obudzili się za późno.
Grono miało pomysł od bardzo dawna - SZKOŁY. Niestety, ale został wdrożony wtedy, gdy media tradycyjne zainteresowały się NK i wypromowały ją. Zamiast Grona.


Kserowanie Facebooka, desperacja.



Cieszę się, że opuściłem pokład w najlepszym momencie, choć wtedy wydawał się najgorszym. Czas pokazał, że po 2009 roku Grono.net przyjęło strategię kopiowania atakującego rynek Facebooka i stało się obiektem drwin internautów.
Stosunek do pierwszego polskiego serwisu społecznościowego stawał się coraz bardziej ambiwalentny, aż w końcu Grono zgasło. Kręgosłupem serwisu był Social Networking; w chwili, gdy zostało go pozbawione (zmieniono je w hosting plików) dalsza egzystencja wydaje się nie mieć sensu. Patrzyłem na to ze smutkiem, ale całe szczęście miałem już inne - bardziej angażujące zadania. Nadal współtworzę społeczności i stymuluję relacje między nimi, a klientami. Jednak to, czego nauczyłem się właśnie w Gronie okazało się bezcenne. To była prawdziwa szkoła życia, współpraca (potem praca) w każdym dziale i nabywanie umiejętności od najlepszych, z którymi dane było mi pracować.
I dlatego cieszę się, że w chwili, gdy zarządzali znacznie gorsi - mnie już tam nie było.

A teraz zostawcie Grono.net i nie wyciągajcie go.



Smutna historia, jednak najpozytywniejsze w niej jest to, że serwis już nie istnieje, ale zawiązane w nim relacje przetrwały do dziś. Dlatego nie uważam, by Grono.net było przegrane! Spełniło swoją funkcję i zniknęło. 


Z łezką,
Mikołaj Nowak