poniedziałek, 3 lutego 2014

Gdy słoik myśli, że jest karafką...

Nudzą mi się już durne wstępy, czy konieczność pisania "wstępniaka" do każdego posta, więc do meritum.

Nie mam nic do tzw. "Słoików", a nawet ubolewam nad tym, że masowo używamy tego kolokwializmu określając ludzi. Pisałem zresztą o Nich - może nie w samych superlatywach ale - na pewno pozytywnie - przeczytaj wpis.

Wg mnie miasto to głównie ludzie, bo społeczeństwo jest czystą energią materializująca się w każdym z nas. Moc ta stymuluje życie miejskie i sprawia, że dynamika nabiera nowego znaczenia.
Czasem jednak tempo, o którym piszę coś oddaje... wyrzuca.

Efektem ubocznym jest hybryda typowego dla Polaka narzekania z "sodówką".

Większe spektrum, mnóstwo możliwości i... odbija woda sodowa. 

Znam wielu przyjezdnych - od wielu lat - i widzę jak rozwinęli się w Warszawie.
Większość z nich przyjechała do stolicy po to, by coś osiągnąć i osiedlić się na stałe.
Czasami obserwuję jak stają się nazbyt pewni siebie, aroganccy i jak miota nimi nonszalancja. Mawia się, że charakter się nie zmienia lecz to bzdura; własnie tak silne bodźcie miejskie, jakie generuje stolica mogą mieć wpływ na modyfikację charakteru.


Truizm: pieniądze zmieniają ludzi.

Tępią zmysły i sprawiają, że wpada się w pułapkę pazerności i próżności.
Dla niektórych wychowanych na wsiach i w mniejszych miejscowościach, już sam fakt zamieszkania w Warszawie to ogromne bogactwo i nobilitacja. Dodatkowo większe zarobki, więcej wszystkiego dookoła, co sprawia, że można szybko poczuć się jak król miejskiej dżungli.
Niektórzy z moich znajomych niebezpiecznie zatracili się w tempie stolicy i nie nadajemy już na tych samych falach. 


Tak, będę bezczelny...


Warszawa, jak każda inna stolica, jest centrum państwa, ale samo mieszkanie w niej nie uszlachetnia nas i nie czyni bardziej elitarnymi. Piszę tak nie dlatego, że urodziłem się i wychowałem w niej. Po prostu widzę jak bardzo się zmienia; obserwuję zachowania społeczne bazujące na próżności i uzurpowaniu sobie bycia Warszawiakiem w myśl złudnego przekonania, że to coś lepszego. Szereg aspektów tandety i kiczu powoduje to, że większość papierowego społeczeństwa przechadza się dumnie w sieciowych ciuchach z H&M drapiąc nosem chmury.
A to żadna elitarność, to pusty SWAG inspirowany pozerstwem.


Liczy się to, co masz w sobie.

Ustabilizowana hierarchia wartości, umiejętność odróżnienia dobra od zła, wrażliwość na krzywdę... to Cię określa. Nie ilość checkinów w miejskiej otchłani, czy #foodporn z modnych burgerowni; nie to co może zrobić każdy, ale właśnie to czego zrobić nie może... a co zrobisz Ty.


Bo najgorsze co może się zdarzyć to prosta dysfunkcja;
Gdy słoik myśli, że jest karafką. 



Mikołaj Nowak