czwartek, 13 lutego 2014

Dary, łosiu...

#darylosu - na ich temat powstało już setki notek, a tych najstarszych będą niebawem poszukiwać archeolodzy.

Być może dlatego, że pazerność i próżność to cechy towarzyszące ludziom od zarania dziejów?
To nie będzie delikatny wpis. Wasi odbiorcy oczekują konkretnych treści - nie jarmarku, na którym pokażecie im, że jesteście obdarowywani jak Jezus w stajence.


Scrolluję aktywności i co widzę:
- batonik z podziękowaniami od blogera,

- sok z podziękowaniami od blogera,
- koszulkę z podziękowaniami od blogera,
- kolejny bzdurny gadżet z podziękowaniami od blogera.


Blogerzy, naprawdę? 


  • Tak łatwo można Was kupić?
  • Tak nisko wyceniacie siebie i swoich czytelników?
  • W tak trywialny sposób można zyskać Waszą uwagę, by finalnie dotrzeć do osób śledzących Was? 


Atencja.

Można Was przekupić uniwersalnym listem, w którym jedyna zmiana to Wasze imię i nazwisko; Kolejnym gadżetem, który przyszedł w tysiącu innych sztuk.
Ale w sumie się nie dziwię, skoro potraficie pisać o truizmach i bzdurach typu "jak jeść łyżkę zupą?" to dostajecie adekwatną do tego zapłatę. 


To brak szacunku do Waszych odbiorców.

Wasza naiwność aż razi w oczy, ale ktoś dobrze to sobie wykombinował; rozłożył cechy blogera i wyjął z nich chęć bycia popularniejszym niż reszta; chęć aspirowania do bycia "Kominkiem" i samorodny talent marketingowy do lansowania się w sieci.
Jeżeli nobilitacją dla Was jest "spersonalizowana" etykieta soku, koszulka, lub inna bzdura kosztująca 1zł + wysyłka to jesteście najtańszym nośnikiem reklamowym w branży interaktywnej

I to Was gubi: brak unikatowego stylu, pozerstwo i naśladownictwo. Doczepianie każdego możliwego wagonika, aby mieć dłuższy pociąg uwagi.
Chcecie być bogami sieci, chcecie brylować na wirtualnych salonach i dostawać gifty jak przygłupia celebrytka pozująca na ściance. Chcecie tego, ale prawdy nie powiecie.

Dlaczego tylko w Polsce tzw. "parcie na szkło" brzmi pejoratywnie? Co w tym złego, że ktoś chce być sławny, a nawet sławniejszy? Przyznalibyście się wreszcie do swoich pragnień.

Ale nie, Wy do perfekcji opanowaliście bullshit i bełkot, który wpajacie każdemu, kto zarzuca Wam w/w. Mało - jakakolwiek krytyka Waszej "łatwości" sprawia, że z krytykującego zrobicie biednego i samotnego człowieka, który Wam zazdrości.
Ale zazdrości czego? Bo chyba nie macie na myśli: kubka, batonika, smyczki i edytowanego w Wordzie listu?

Komercja Waszym wrogiem.

Wierzę w to, że jest wrogiem twórczości na już na etapie jej planowania i rozwoju. I chyba ślepo mam Was - blogerów - za twórców godnych poświęcenia im czasu.
Ale wyjaśnijmy sobie jedno - najgłośniej #darylosu obwieszczają... najmłodsi i niedoświadczeni blogerzy.
Wg nich to świetny sposób, żeby zaistnieć w sieci i świadomości. 

I naprawę nie interesuje mnie to, że twierdzicie inaczej. Nie macie w sobie za grosz literackiego spontanu, który tak bardzo potrzebny jest wiarygodnemu blogerowi. Brakuje Wam ładunku prawdziwych i szczerych emocji.

Założyliście blogi z zamiarem zarabiania na nich; zaczęliście od zakupu domen i  wpisania jakiś bzdur w pole "współpraca", "kim jestem?"... Niestety, ale racząc swoją - unikatową - społeczność soczkami, kubeczkami, smyczkami i wszystkim innym, co dostaje się za darmo na konferencjach - jesteście kimkolwiek. Uleganie markom i publikowanie wszystkich przesyłek, jakie dostaniecie to nic innego jak realizacja pewnego planu marketingowego - czego jeszcze nie rozumiecie?
Przyznam, że jako lider swojej społeczności wstydziłbym się pokazać jej gadżet, który dostałem niespodziewanie - nawet jeżeli jest unikatowy i stworzony tylko dla mnie - na taśmie produkcyjnej - "gadżetów tylko dla nich". 


Naiwni łosie.

Naprawdę wierzycie, że list, który dostaliście jest unikatowy, a Wy tak wyjątkowi?
Nie, jest z taśmy. Jest perfidnie wydrukowanym listem z tekstem, który dostaje wielu z Was.
Jest najprostszym przebiciem się do Waszej publiczności, bo Ci po "tamtej" stronie potrafią świetnie liczyć: "tu 2k odbiorców, tam 5k, tu 1,5, a tamten ma 6k i już robimy jakiś tam target". Klientowi mówimy, że potencjalnie docieramy do 15 000 tys. odbiorców za mniej niż 500zł.

M A R Z E N I E !


Jeżeli już sprzedawać swoje blogerskie ciało to chociaż opłacalnie;
za coś, co będzie absolutnie unikatowe, absolutnie dla Was i pod Was, genialne w każdym calu. Tak, jak Wasze DNA, tak jak Wasz blog.



Mikołaj Nowak