piątek, 28 lutego 2014

Pięć Twoich cech, które przypisujesz mi. [LOW - HIGH - LOW]

egoizm
egoizm
egoizm
egoizm
egoizm
egoizm
egoizm
egoizm
egoizm

jego nadmiar zalewa sieć w ekspresowym tempie. Wynika głównie z postrzegania swojego profilu, jako 'drugiego domu', w którym panują tylko Twoje zasady, więc wszystko powinno być podporządkowane. To słuszny pogląd, ale nie jedyny... Egoista najczęściej nie dostrzega innych - często ciekawszych - wariantów uważając, że jest tak doskonały, że ścieżki, którymi podąża są jedynymi słusznymi.


megalomania
megalomania
megalomania
megalomania
megalomania
megalomania
megalomania
megalomania
megalomania

czyli pejoratywne określenie zawyżania własnej wartości. Megaloman postrzega siebie, jako jednostkę ponadprzeciętną, doskonałą, niemal półboga. Wada ta często jest strategią budowania wizerunku jednostki w mediach społecznościowych; megaloman przekonany jest, że działa lepiej i skuteczniej niż inni, absolutnie ignorując kontrasty społeczne, które są obok niego. 

indywidualizm
indywidualizm
indywidualizm
indywidualizm
indywidualizm
indywidualizm
indywidualizm
indywidualizm
indywidualizm

często mylony z egoizmem, ale polega przecież na skupieniu się na jednostce, a nie na społeczności. Im mniejszy indywidualizm, tym lepszym specjalistą ds. mediów społecznościowych jesteś. Aby działać skutecznie powinieneś się skupić, jednak chcąc zadowolić wszystkich możesz się jedynie rozproszyć, co zwiększa ryzyko nieskuteczności Twojego przekazu. I w ogóle Ciebie, jako jednostki, którą może cechować...

egotyzm
egotyzm
egotyzm
egotyzm
egotyzm
egotyzm
egotyzm
egotyzm
egoizm

czyli zajmowanie sobą całego otoczenia. To naczelna cecha przedstawicieli nowych mediów, który stałym łączem rekompensują sobie braki tejże uwagi w poprzednich latach. 
Serwisy społecznościowe zaoferowały możliwość stworzenia iluzorycznego wrażenia postrzegania nas, jako kogoś, kim jesteśmy bardziej niż w rzeczywistości.


altruizm
altruizm
altruizm
altruizm
altruizm
altruizm
altruizm
altruizm
altruizm

czyli działanie na korzyść innych. Aktywuje się głównie w chwilach, które odzwierciedlają nastroje społeczne wywołane poważnymi zmianami, np. sprzeciw wobec ACTA, solidarność z Egiptem i Ukrainą oraz bojkotu jednostki, którą wyraża egocentryzm i egoizm.
Internauci formują się jak atomy tworząc wirtualną materię mającą realny wpływ. Siła internetu jest nieoceniona, a społeczność już nie raz pokazała, że nie warto z nią zadzierać.

Powyższa klasyfikacja nastąpiła metodą 'low - high - low', bo w zależności od nastroju regulujemy wyżej wymienione. Tak, można stopniować egoizm, można tonizować altruizm (np. przez bycie sceptycznym, ale jednak działać).

Jeżeli ludzka psychika jest najbardziej skomplikowaną mechaniką, z jaką kiedykolwiek mieliśmy do czynienia, to ludzka psychika w sieci ulega dziwnym mutacjom wyrażanym przez kontrasty.
Kiedy prawie 10 lat temu zaczynałem pracę ze społecznościami internetowymi zobaczyłem, że introwertyk via sieć potrafi być ekstrawertykiem i odwrotnie. To niesamowite.
Wydawało nam się, że wszystko już odkryliśmy i zamknęliśmy w definicjach, a będąc prekursorami social networkingu - a jest nim każdy z nas - codziennie miksujemy cechy tworząc coś unikatowego. Prawdopodobnie sami tego jeszcze nie rozumiemy lecz my - maleńkie atomy w ogromnej całości - napędzamy to wszystko do tego stopnia, że próba definiowania tego, jacy jesteśmy w sieci wydaje się absurdem.

Możesz magazynować wiedzę w postaci studiów, a możesz mieć realny wpływ na ludzi via operator 'czegoś' w społeczności i zmieniać świat, czynić go lepszym. Jeżeli tylko pohamujesz swoje maniakalne skłonności to jesteś na dobrej drodze. Problem w tym, że nie jesteś androidem; jedynie możesz udawać, że jesteś androidalny, nie do złamania, przez to, co powszechnie uznane za objaw nonszalancji.

Słyszałem dziesiątki opinii psychologów o zachowaniach internautów i wszystkie brzmiały kuriozalnie wygłaszane z dozą niepewności. 
Obawiam się, że na ten szczyt ludzkość nie wespnie się nigdy. Odpowiedzialne za to są co kilka dekad powstające nowe media, które mają realny wpływ na modyfikacje psychiki odbiorcy.

Jednak meritum jest inne; popełniasz dokładnie te same błędy, które zarzucasz innym.
W tym przypadku hipokryzję internauty mogę określić tylko tak:

hipokryzja
hipokryzja
hipokryzja
hipokryzja
hipokryzja

Jak brak pulsu, stały sygnał.
Nigdy mniej, nigdy więcej.
Zawsze tak samo nieznośnie.


Mikołaj Nowak

czwartek, 27 lutego 2014

Najsłabsi Blogerzy? Marketingowi.

Dobry tekst to:

1. Wstęp 
2. Rozwinięcie. 
3. Zakończenie. 

Najprostsza konstrukcja, którą Ci zaprogramowano. I nawet ją czasem, młody blogerze, potrafisz spieprzyć. Ale zapomnij o schematach; przejdź od razu do meritum, bo twój czytelnik nie ma czasu. 

90% tekstów-artykułów, które czytam w sieci to mierne sklejki zdań. Ich wspólny mianownik to beznadziejny wstęp i często milion pytajników. Ten tani zabieg ma skłonić czytelnika do tego, żeby odpowiedzał "tak, tak, tak!" 
Daj spokój z tym bullshitem, przejdź do sedna sprawy. Blogerze. 

W Twojej erze powiem Ci hipsterze, że w swojej manierze jesteś kiepski. Werterze. 

Dissuję cię wierszem. Nawet. 

Czytam kolejną notkę stylizowaną na artykuł i mam wrażenie, że owinąłeś gówno w papierek i próbujesz mi je wcisnąć pisząc na akord. 
Najsłabiej piszą blogerzy marketingowi, potem tzw. "modowi", a na końcu ci, nadający o wszystkim. Za to Kuchciki mają wdzięczny i pełen pasji styl. 

Zasada "choćby skał srały notka musi być" jest wrogiem twórczości. 

Reasumując - najsłabiej piszą ci, którzy powinni robić to najlepiej;
Ich blog ma stwarzać iluzję poradnika i elementarza, w których prezentują swoje Know How. Często ma ono niewiele wspólnego z rzeczywistością i przypomina polowanie ślepakami: przychodzi taki łowca do domu z pustymi rękami, ale wmawia wszystkim dookoła jak to się napocił i ile to razu "już miał na muszce, ale..." 

Ale jest na to rada - nie czytajcie shitu w sieci, oszczędzajcie umysł. 
Ponieważ czesto saunuję to zdradzę naczelną zasadę Bani Ruskiej, która z powodzeniem może być analogią tego co mam do zaznaczenia:
Gdy tylko zaczynasz zastanawiać się w saunie, czy powinieneś jeszcze zostać czy już wyjść - wyjdź. Natychmiast. 

Jeżeli masz choć cień wątpliwości czytając notkę pro-blogera - wyjdź. Natychmiast! 

Może to przestanie inspirować cię do kopiowania głupoty. 
Blogosfera dostaje po dupie przez bajerantów, którym wydaje się, że są marketingowcami, bo ktoś im wcisnął mikrofon do łapy i powiedział "nawijaj, bądź jak Jay-Z social mediów, zero kompromisów i kreuj siebie, pisz historię"

"Jedz dużo burgerów, rób im zdjęcia"

"Jeździj na konfy zgrywać błazna"

"Tańcz głupia tańcz, swoim życiem się baw" 


Mikołaj Nowak
"Karolina Korwin-Piotrowska" branży social mediów, naczelny rzep na psim ogonie blogosfery. 


#Komunikacja w kratkę, czyli wszystko o hashtagach

Dlaczego w Polsce nie są popularne? Bo polska struktura technologii komunikacyjnej w Mediach Społecznościowych jest zacofana.  Ale dziwisz się temu na rynku, na którym agencje odkryły Instagram dopiero ROK (!) po tym, jak zrobili to zwykli użytkownicy? Pytam zatem - dlaczego nie korzystają z hashtagów? Słyszę "bo to nic nie daje". Bzdura.
Czy wiesz, że na Twitterze #KK oznacza "Kościół Katolicki", a #JVR - Jan Vincent Rostowski? Swego czasu były to popularne hashtagi - akronimy, gdyż via tweet wyrazisz się w 140 znakach. Ale hashtagi to nie tylko akronimy, nowomowa i współczesne hieroglify.
Zatem do meritum - jak dobrze komunikować się używając tych sieciowych "szlaczków"?
Pisałem kiedyś, że zdania z hashtagami wyglądają jak połamańce, co może odstraszać odbiorcę. Jednak dobrze użyty hashtag będzie wypełniał zdanie i sprawi, że dowiesz się znacznie więcej. To wartość dodana social mediów.
Tworzenie hashtaga. Proces ten przypomina budowę torowiska. Robisz to po to, by ulepszyć komunikację i tworzysz fundamenty dla wielu kolejnych. Jeżeli już utorujesz drogę jakiejś frazie - a ta stanie się popularna - to zapewniasz ciągły przepływ danej informacji zawierającej Twój hashtag via Twój kanał komunikacji. Proste, prawda? Wystarczy prefiks "#" przed zdaniem. W Instagramie i Twitterze torowisko to zwane jest "kanałem" informacji.  W zależności od systemu możesz stosować dowolne kombinacje; w Google+ dozwolony jest myślnik miedzy hashami:
#euromaidan-news
Niestety, ale Facebook w chwili wstawienia myślnika skończy podświetlać frazę, jako hashtag i uzna to za zwykły tekst. Hashtagów możesz używać na kilka sposobów, które wybierasz w zależności od sytuacji:
Lokowanie hashtaga w pełnym zdaniu. Ten zabieg uczyni zdanie ciekawszym i sprawi, że pełna treść znajdzie się w rejestrze (listingu) słów zawierających konkretny hashtag. Przykłady:
•    Dziś #walentynki! Najlepszy sposób na ich spędzanie to...?
•    Co myślicie o #NowyProgramPiS?
•    #Ukraina płonie, dramatyczne starcia na #Euromajdan!
•    Kamil #Stoch najlepszy w #Sochi2014!
•    Check out new single #RightNow by #Rihanna!
Możesz też dodać 'oficjalny hashtag' (o ile taki powstał z inicjatywy oficjalnej organizacji / wydarzenia / grupy). Aby znaleźć najpopularniejsze hashtagi skorzystaj z wyszukiwarki lub rankingów w Twoim serwisie społecznościowym. (Uwaga – oficjalny hashtag nie musi być wcale najpopularniejszy!). Tak najszybciej napotkasz słowa, przed którymi miliony postawiły znaczek #. Oficjalnym hashtagiem jest np.: #Sochi2014, #TheWolfOfTheWallStreet, #EuroMaidan, #PolishBeliebers.
Hashtag jako postscriptum
W niektórych przypadkach nie wypada używać hashtaga. Wyobraź sobie, że przekazujesz informację o śmierci ważnej osoby i piszesz: "nie żyje #imieinazwisko". To nieeleganckie i może być odebrane jako brak szacunku przez Twoją społeczność. Wówczas lepiej jest użyć hash jako postscriptum.; wystarczy, że dopiszesz go pod postem i wstawisz kilka enterów, aby nie był widoczny w strumieniu ludzi, ale "ohashowany" by trafić do listingu.
Jeżeli do Twojego posta pasują także inne hashtagi - użyj ich także w ramach postscriptum.:
Co myślicie o #NowyProgramPiS?
#Kaczyński #PiS
Sam musisz określić, czy dodawanie opcjonalnych hashtagów ma sens w tym konkretnym poście.
System Google+ zasugeruje Ci hashtagi lokowane w kontekście tego, którego użyłeś np.: #Euromajdan = #Ukraina = #zamieszki, abyś mógł zróżnicować przekaz. To bardzo społecznościowe i takie podejście do informacji w social networkingu lubię. Powinno być szybko, prosto i czytelnie. Twitter także podpowie Ci konkretny hashtag. Tylko - największy - Facebook dalej flirtuje z tego typu rozwiązaniem i nie wie, czy będzie z tego związek, czy rozejdzie się.
Absolutnie nie przejmuj się odmianą wyrazu w hashtagu!
W tym przypadku chęć zachowania poprawnej stylistyki będzie nadgorliwością; jeżeli zmodyfikujesz oficjalny hashtag - tworzysz nowy - odmieniony - co powoduje też całkiem nowe wyniki. Nie pisz zatem:
Co myślicie o #NowymProgramiePiS?
Chyba, że zastosujesz strategię dodania opcji, ale zobacz jak to wygląda:
> Post bazowy >> Co myślicie o #NowymProgramiePiS?
> Twój PS >> #NowyProgramPiS
Bez sensu; dubel, który źle wygląda i wprowadza dezorganizację. Możesz też ryzykować "połamańca" językowego, wystarczy znaki interpunkcyjne:
#Tusk odegrał się #Kaczyński.emu
Ale EMU to takie modne buty... No właśnie. Od Ciebie zależy gracja i szyk komunikacji. Powinieneś w tych czasach być za pan brat z technologią komunikacji w mediach społecznościowych.
Społeczność ustala i reguluje siłę hashtagu
Kiedyś "Fakty" TVN podały w sarkastycznym tonie informację o tym, że Justin Bieber wykupił lot w kosmos i... niestety wróci. Rozpętała się burza w Mediach Społecznościowych; aktywna i emocjonalnie niestabilna społeczność małoletnich fanów piosenkarza ustaliła hashtag#PolishBeliebersHateTVN i błyskawicznie wywindowała go na pierwsze miejsce tzw. trendów Twittera, czyli najpopularniejszych fraz. Praktycznie wszystkie tweety odnośnie materiału „Faktów” zawierały ten znacznik. Była to zemsta fanów, która jednocześnie i mimochodem sprawiła, że kanał @faktytvn stał się popularniejszy w społeczności TT. To kolejny ciekawy paradoks sieci społecznej. Tzw. haterzy są najlepszą agencją promocyjną, bo za darmo robią gigantyczną reklamę.
Później przyszła pora na "Wydarzenia" Polsatu, więc fani nie pozostali dłużni i oryginalni - użyli tego samego hashtaga, zmieniając na końcu stację (#PolishBeliebersHatePolsat).
AKCJE SPECJALNE
Co łączy Beyoncé i Jarosława Kaczyńskiego?
Z uwagi na swoją konstrukcję hashtagi są idealne do działań promocyjnych. Doskonale wykorzystuje je Beyoncé, której ekipa robiła niedawno nośną akcję #AskBeyonce polegająca na oznaczaniu tym hashtagiem pytań do piosenkarki. Odpowiedzi udzielane były w formie video. Później gwiazda poprosiła o oznaczenie zdjęć z sympatą tagiem #iloveyoulikeXO via Instagramie. Wybrane zdjęcia fanów publikowała w swoich facebookowych galeriach. Była to promocja singla "XO" z okazji Walentynek, a dla fanów wielka nobilitacja.  Ciekawe jest, że od kiedy Beyoncé wydała album #Beyonce to hashtagi stały się jej integralnym elementem komunikacji:
Nie dalej jak w minione święta PZU zorganizowało świetną akcję #dorenifera. Pozytywnie? Taką właśnie moc mają na pierwszy rzut oka niesympatyczne i androidalne wręcz kratki. Niedawno samJarosław Kaczyński prezentował nowy program swojej partii promując hashtag #NowyProgramPiS:
Masz jeszcze jakieś pytania? :)
Politycy lubią hashtagi. Mogą one także służyć do zakończenia posta, jako wyrażenie emocji: #hate / #love / #epic / #fail.  Podczas słynnej kampanii wyborczej sieć w USA przepełniona była hashtagiem #VoteObama lub #VoteForObama Nie bez powodu mówi się, że siła social mediów przyczyniła się do zwycięstwa Baracka Obamy.
I znów - nie przejmuj się poprawnością, gdyż ona jest wrogiem konstrukcji hashtaga. Steve Jobspo wielkim powrocie do Apple, w 1997 roku,  zaakceptował nowe hasło marki "Think Diffrent" (myśl inaczej). By było gramatycznie powinno brzmieć "Think Differently", jednak Jobs stwierdził, że to już przekombinowane i odbiera sloganowi siłę perswazji. Zostało po prostu "Think Different", co dokładnie 20 lat później wyglądałoby znakomicie w formie hashtagu (#ThinkDiffrent) na Twitterze, bo w 2007 roku gigant microbologgingu wprowadził hashtagi, które do dziś są tam filarem komunikacji.
Z pomocą hashtagów można też szybko zlokalizować unikatowe treści; wystarczy wyszukać konkretną frazę i skanować wnikliwie wyniki, które otrzymamy.
#Powodzenia
Tak, to dobry moment, by wdrożyć hashtagi do swojej strategii komunikacji. To świeże podejście będące hybrydą dialogu i wyników, ale czy rewolucją w komunikacji? Dla jednych hashtagi zostaną brzydkimi e-hieroglifami, dla innych integralnym elementem współczesnego Internetu. Bo w tym ówczesnym już istniały... tylko wiedziało i używało ich niewielu.


#MikolajNowak

środa, 26 lutego 2014

Jak kwiat róży po burzy, czyli Kurski na Majdanie

Poseł Kurski pojechał wizytować Majdan po dramatycznych wydarzeniach, w chwili, gdy sytuacja się stabilizuje. Efekty:


Rychło w czas:


Jak to nazwać... Może "takie tam na Majdanie"?
Politycy dalej nie rozumieją tego, że niektóre zjawiska - takie jak selfie - są nieodpowiednie w m.in. w miejscach, które płynęły krwią, czy przywołujących traumatyczne chwile.  Lekkość i naturalna żartobliwiść oraz próżność "foci z rąsi" powoduje, że Kurski został wyśmiany i wyszydzony przez internetową, bezlitosną, społeczność. 

Efekt:


Kolejne faux pas. Ja rozumiem. Internauci to bardzo czuła materia panie Jacku; ludzie w sieci tylko czekają, by wymierzyć karę za przekroczenie granic, bo własnie w internecie są pewni, że sami mogą je przekraczać. 

I jak tu oczekiwać od zwykłych internautów, by kierowali się zasadą Think before you act skoro nawet politycy ją ignorują?

Przykład w większości idzie z góry. 
Może podczas następnej wizytacji pan poseł zredukuje chęć bycia nazbyt nowoczesnym i lepiej rozpoznawalnym. 

zródło zdjęć: Twitter.com/kurskiPL 



Mikołaj Nowak

poniedziałek, 24 lutego 2014

Jak wygląda dzień z życia kota? [NOWE WNIOSKI!]

To absolutnie fascynujące!

W swoim domu spędzam bardzo niewiele czasu; w zasadzie jestem w nim jak gość w hotelu. Teraz mam urlop i celebrując go z książką na salonowej kanapie, co jakiś czas, przyglądam się bezszelestnemu krokowi mojej kotki. 
Dotychczas moje wyobrażenia o jej dniu codziennym były zupełnie inne!

Ponieważ nie znam jej dziennego trybu życia postanowiłem skorzystać z okazji i obserwować. Wyniki są zdumiewające - jedno z najzwinniejszych zwierząt świata, z niepohamowaną naturą, ciekawskim instynktem, spędza cały dzień właśnie tak:


I tak:


wybudzajnie jej przypomina poranną próbę otrzeźwienia dziecka po wakacjach: 


Zaświeci swoimi lazurowymi oczami, mrugnie kilkukrotnie powiekami i dalej idzie spać. I tak cały dzień!

Intrygujący fakt: kot cały dzień śpi. 

Jednak jak już wstanie to poprawia makijaż: 


I idzie spać dalej:


Niesamowite. 
A gdy przełącza się w tryb "standby" to aktywuje kojący "motor". I przez cały dzień słucham albo delikatnego odgłosu mlaskania jej języka, sympatycznego "motorka", czy uspokajającej ciszy. 

Ona wydaje się być zakłopotana moją obecnością o tej porze; zwykle podczas mojego urlopu "swój" spędzała u rodziców w towarzystwie drugiego Rosyjskiego Niebieskiego, Mozarta. 

Pierwszy raz o niej tu piszę;
Ale przecież Internet i koty to jedność. 



Mikołaj Nowak

Kotka Lenka jest bohaterką powyższej notki i nie życzy sobie kopiowania jej zdjęć bez zgody! 

sobota, 22 lutego 2014

Odpowiedni naStrój na Euromajdan?


  • W jakie słowa ubierasz swoje myśli?
  • Czy chcesz być wtedy modny, czy zależy Ci na tym, by czuć się komfortowo?
  • A może coś Cię uwiera i wprawia w zły naStrój?






Artykuł „Rewolucja nie ubiera się u Prady” zamieszczony w marcowym numerze „Glamour” (G+J Polska) jest autorstwa ukraińskiej dziennikarki modowej Olenki Martynyuk. Przedstawia ona swoje spostrzeżenia na temat ostatnich protestów na Ukrainie z perspektywy własnych doświadczeń życiowych. Opisuje m.in. przemianę, jaka dokonała się w niej, kiedy zdała sobie sprawę z powagi sytuacji w kraju - WirtualneMedia.pl

Artykuł w Glamour wywołał kontrowersje, choć część bojkotujących komentuje go ślepo;
większość Internautów nawet nie zapoznało się z tym - dobrym - tekstem ufając jedynie mocnemu nagłówkowi "Modne rewolucjonistki na Majdanie".
Dzisiejszy internauta jest jak android; skanuje tekst w poszukiwaniu punkt zapalnego; gdy go znajdzie włącza tzw. "hejt".
Lubimy przynależeć do jakiejś idei i nie zastanawiać się czy jest słuszna, czy nie; 
Lubimy bez sensu zapalać świeczki w oknach; udostępniać wirtualne łańcuszki, które nie niosą realnej pomocy; wypowiadać setki niepotrzebnych słów o tym, jak bardzo współczujemy.
Kochamy krytykować... wtedy zapominamy o empatii.

W kraju cebuli i kartofla nie panuje przekonanie o tym, że wypada mieć wiedzę, by napisać coś na temat. Wszędzie erudyci, specjaliści od sportu, mody, polityki i moralności.

Moda na Majdanie w detalach. 

Chodziłeś na lekcje historii, prawda?
Przypominasz sobie - ze szczegółami - opisywane stroje słynnych: rewolucjonistów, wojowników, przywódców, a nawet barbarzyńców i zbrodniarzy wojennych?

Polubiłeś kiedyś na Facebooku fanpage "naziści byli źli, ale dobrze się ubierali"?

Słuchałeś bez końca "Wind of Change" Scorpionsów?

Jeżeli nie wiesz, co łączy w/w to przeczytaj.
Nie rozumiesz nurtu Rebel Fashion oraz inspirowanymi nim zjawiskami, ważnymi dla nieczytelnej dla Ciebie grupy.
Tym też stoi współczesna popkultura - lansowaniem wzorca buntownika i rewolucjonisty - odwagi, honoru i wartości wyższych w ogóle.
Na ten krok decydowało się już wielu projektantów, twórców sztuki i artystów.
Żyjesz obok tych kontrastów i zupełnie Ci one nie przeszkadzają, a gdy Glamour opublikuje tekst odnośnie mody - w kontekście Majdanu - wariujesz.

Moda nie zna ograniczeń i kompromisów. Pogódź się z tym.
Oczy całego świata skierowane są na Ukrainę, co przyciąga różne środowiska, które lokują swoje myśli i emocje w kontekście tamtejszych wydarzeń. I mają do tego prawo.Jeżeli odmawiasz ludziom prawa do swobodnego formowania myśli to czym różnisz się od Janukowicza?


Lansowanie wzorca modnego rewolucjonisty.

To nie nowość i autorka "demonicznego" artykułu komunikuje się z hermetyczną grupą.
Po czym wkracza grupa urażonych bojowników, cenzorów wolności słowa, obrońców moralności i stara się ustawiać świat pod siebie. Jeżeli nie interesujesz się modą to skąd możesz wiedzieć, co jest dobre dla grupy, która się nią interesuje?
Nie zachowuj się tak, jakby autorka tekstu "Modne rewolucjonistki na Majdanie" kazała Ci wydrukować go i ciąć się kartką pod paznokciami. 

Jeżeli nie pohamujesz swojej wirtualnej odmiany kamieniowania, to niebawem będziesz miał pretensje do Radosława Majdana za to, że na czas protestów w Kijowie, nie zmienił imienia i nazwiska...



Mikołaj Nowak


P.S. Pozwolę sobie na sarkazm; teraz Beyoncé pokaże Ci, jak ubiera się modna demonstrantka. Jej też dowalisz komentarzem?






kadry z TEGO OBURZAJĄCEGO teledysku:









W I Ę C E J   D Y S T A N S U ! ! !

wtorek, 18 lutego 2014

Technologia komunikacji w Social Mediach

Jak możesz wyrazić siebie w Mediach Społecznościowych?
Oczywiście, że głównie via słowa. To dzięki nim komunikujesz się z innymi, zostawiasz komentarze i wyrażasz emocje. Dopiero potem są zdjęcia.

Internet pełen jest krótkich form tekstowych takich, jak statusy i komentarze.

I jest coś, co je wszystkie łączy - neologizmy oraz kaleczenie języka.

Język się nie obrazi. 

"Cześć Mikołaj, co u cb?" - napisał do mnie ostatnio mój Chrześniak.
Zdębiałem. Odpisałem, że nie wiem kim jest "C.B.", gdyż skrót ten wziąłem za inicjały.
On zdębiał. "no co ty, przecież "cb" to inaczej "ciebie"
Tośmy pogadali.

Nasz język jest skomplikowany, dlatego pełno w nim regulacji. Na przykład skróty.
Pamiętasz oceny na świadectwie? Jeżeli byłeś pilny to widziałeś często "b. dobry", czy "bdb.", ale czy wpadłbyś na to, że "cb" to po prostu "Ciebie"?

np. to dziś nie tylko "na przykład" ale też "no problem".

Kontynuujemy dyskusję:

Ja: Adek, przyjedziesz w weekend?
Adek: - np

- mija kilkanaście minut, aż wreszcie odpisuję:

- co na przykład?
Adek: Mikołaj, czy Ty masz gorszy dzień??

Między nami jest kilkanaście lat różnicy.
Nie raz sprawdzałem mu prace domowe z polskiego, bo po prostu byłem w tym dobry.
Ale dziś to on lepiej posługuje się najnowszą odmianą naszego języka. I dziś to on - szesnastolatek - uczy go mnie. Bo język ewoluuje, a dziś mamy do czynienia z komunikacyjnym Hi-Tech, który jest i będzie niezrozumiały dla zwolenników metod tradycyjnych.



Widziałeś skok Stocha? /pytam. 

- tak, mocno na propsie. /odpowiada.
Ja: - na czym? Doping?

Ale dzięki niemu już wiem, co to znaczy "być na propsie". Wszystko mi wyjaśnia; paradoksalnie jest moim nauczycielem.

#Taniec z hashtagami

Do tanga trzeba dwojga. W Social Mediach prowadzisz Ty.
To jedna z najpotężniejszych technologii komunikacyjnych obecnego Internetu.
Śmialiśmy się, gdy Facebook skopiował ideę hashtagów z innych serwisów takich, jak Twitter, czy Instagram, ale prawda jest taka, że:


Jarosław Kaczyński podczas prezentacji Nowego Programu Prawa i Sprawiedliwości

Masz jeszcze jakieś pytania?

Właśnie na tym zdjęciu mógłbym skończyć pisanie o tym, jak istotną rolę odgrywa dziś hashtag w komunikacji via Social Media.
Jeżeli wykorzystuje go do swoich działań najmniej technologiczny polityk to wiedz, że coś się dzieje. Z pewnością jest to efekt działania jego doradców, ale oni są bacznymi obserwatorami / researcherami i nie chcą być w tyle.


Hashtag to nie nowość. 

To system porządkowania, który do pewnego momentu używany był tylko w tzn. "bebechach", jako integralny element programowania. Ty zapewne nie jesteś programistą, ale dzięki hashtagowi możesz zobaczyć wszystkie treści konkretnego zagadnienia w jednym miejscu.

To komfort jednak pełne zdania z "wbudowanymi" hashtagami wyglądają jak niesympatyczne połamańce. Nie za sprawą kratek "#", które są niezbędnym sygnalizatorem tego znacznika (prefiks), a przez to, że ciężko hashtag odmienić.
Dobry przykład to popularny ostatnio w Mediach Społecznościowych #Trynkiewicz i konstrukcja zdania: "Co dalej z #Trynkiewicz?"
Wygląda i brzmi dziwnie. Za to #Trynkiewiczem jest już hashtagiem wyświetlającym odmienne wyniki... Reasumując: #Trynkiewicz #Trynkiewiczowi nie równy. 


Jednak można zastosować taką technologię:
"Co dalej z Trynkiewiczem? | #Trynkieiwcz"

Tym sposobem sprawiasz, że zdanie nie traci sensu, a mimo wszystko trafia ono do listingu użytego taga. Ale dalej wygląda to jakoś... koślawo. Na to już nie mamy całkowicie wpływu, jednak wg mnie jest to mało estetyczne.
Być może wymagam za wiele? Przecież właśnie Internet jest medium, w którym estetyka językowa nie liczy się praktycznie wcale.
Sieć kocha jakość "poszarpaną", bo ta sugeruje autentyczność, której dziś brakuje w Mediach Tradycyjnych oraz tych stosujących retusz. 


Moc hashtaga jest ogromna, lecz marki używają go często tylko po to, by zwiększyć zasięg swoich treści. To idealne wyrażenie także dla wydarzeń:



wycinek: belka górna www.sochi.ru - oficjalnej www Igrzysk Olimpijskich w Soczi

Działania te są też coraz częściej wykorzystywane do promocji filmów. Sprawdź w swoim serwisie społecznościowym chociażbny: #NowPlaying, #TheWolfOfTheWallStreet:


Wycinek z facebook.com/TheWolfOfWallStree


W komunikacji najważniejsze jest to, żeby się dogadać.


Stara prawda o dialogu - nie ważne "JAK", ważne "ŻEBY".
Za pomocą jednego hashtaga masz dostęp do wszystkich treści z jego użyciem.
Zamiast "Ciebie" możesz napisać "cb" i też jesteś "na propsie". LOL.

Internauci używają skrótów od początku. Może to wynikać z tego, że kiedyś mowa w sieci była oszczędna i ten model przetrwał do dziś.
Jednak internet to nie tylko akronimy i nowomowa. Poszczególne społeczności wydzielają swoje własne języki, gdyż intuicyjnie chcą stać się bardziej zrozumiałymi dla siebie, jednocześnie uniemożliwiając rozszyfrowanie innym. Zapewne w obawie o reperkusje.

W tych wszystkich skrótach, nowomowie, hashtagach i każdym innym sposobie kategoryzacji jest coś przerażającego i optymistycznego zarazem.
Z jednej strony wszelkie nadawanie ludziom numerów ma swoje ciemne zaplecze w przeszłości, z drugiej mimochodem zgadzamy się na to, byśmy byli jakimś numerem w systemie... Na szczęście jeszcze zwracamy się do siebie po imieniu. I tyle tego optymizmu.


Mikołaj Nowak


P.S.:




#facepalm

piątek, 14 lutego 2014

Hi, Nigga! Obchodzisz dziś Walentynki?

Walentynki, Halloween, Wszystkich Świętych, Boże Narodzenie i Wielkanoc...
Co je łączy?



KONIECZNOŚĆ, rozumiesz? 

Nie jesteś wolnym człowiekiem dopóki ulegasz złudnej konieczności uczestniczenia w tym, w czym nie chcesz brać udziału. 

Ale prawdopodobnie w tym całym świętonormatywnym światku wpojono Ci, że uleganie takim tradycjom typu 'masowa zaduma' na cmentarzach 1 Listopada jest cool.
Nie jest. Byłaby cool, gdybyś szczerze czuł taką potrzebę;

- gdybyś chciał  pojechać na cmentarz i zapalić babci znicz bez okazji;

- gdybyś chciał zaprosić drugą połówkę na kolację do zajebistej restauracji - bez okazji;

- gdybyś oddał się szaleństwu i przebrał za jakąś maszkarę i zadzwonił po przyjaciół, żeby przebrali się z Tobą;

- gdybyś potrafił dawać prezenty bez okazji, a nie tylko czekał po to, by postawić je pod zielonym badylem w dużym pokoju i jeszcze wpajał dzieciakom, że przyniósł je jakiś gruby gość z nosem jak pijak, którego drewnianą furę ciągną w powietrzu latające bez skrzydeł renifery...

- gdybyś tylko chciał zrobić to, co ludzie znają z okazji - bez okazji.

Cztery razy do roku: Wielka Wyprzedaż Emocji.


Ale jesteś niewolnikiem zbierającym bawełnę tradycji w imię tego, by żyć ze sobą i otoczeniem w pseudo-zgodzie. Bo przecież nie jest Ci dobrze z tym, że Święta Bożego Narodzenia nie kojarzą się już z super atmosferą, a wydatkami... Z roku na rok większymi.
Malowanie pisanek także nie cieszy już tak samo, jak za czasów beztroskiego dzieciństwa. (Szczególnie mając na uwadze ceny jajek)

Pisałem wielokrotnie, że nie jesteś wolny.
Stale masz coś, co cię ogranicza: dzieci, kredyt, pracę, problemy. To dziś życie.
Ale możesz redukować coroczne konieczności. Nie chodzi o to, by od razu je bojkotować, ale żyć wreszcie w zgodzie ze sobą.
Nie chcesz taplać się jak świnia w błocie na cmentarzu 1 Listopada? Pojedź na niego kilka dni później;
Nie chcesz tłoczyć się w restauracjach, jak kurczaki w fabryce McNuggetsów? Zamów stolik w ulubionym lokalu niekoniecznie na 14 lutego.

Nie chcesz brać udział w tandetnym festiwalu skrobania dyni i przebierania się za członka rodziny Adamsów? Olej to.

To proste!

Irytuje mnie, gdy słyszę od rodziców, że POWINIENEM z nimi jechać 1 Listopada na cmentarz.
Powinienem, bo? Jeżeli tego nie zrobię to będę nieprzyzwoity? Czy to, że musimy jest wykładnikiem przyzwoitości i etyki? NIE.
Irytuje mnie pogarda ze strony wiernych, gdy pogwałcę niedzielny rytuał odbycia wycieczki do kościoła. A gdy katolicki ksiądz "pogwałci" kolejnego małego chłopca to jest ok?

Mam dość brania udziału w festynach hipokryzji.


Jesteś jak zaprogramowany. 

Wpojono Ci, że życie schematami ma sens, że będziesz lepszy, gdy zrobisz to, co robią wszyscy. I to zagłusza Twoją oryginalność, którą - czy chcesz czy nie - masz w sobie.
Każdy z nas jest unikatowy. Chociażby za sprawą niepowtarzalnych cech takich jak odcisk palca, źrenica oka, czy po prostu DNA. Na nie nie masz wpływu.

Reszta jest już sterowana przez Ciebie - Twoim mózgiem. Masz wpływ na swoje życie.
Właśnie tego we mnie nienawidziła moja rodzina, bo nigdy nie spotykałem się z nią tylko dlatego, że "święto każe", ale wtedy, kiedy miałem na to ochotę.

Nie akceptuję wymuszonych dat w kalendarzu i nie mam ochoty ich akceptować.

Powinieneś normatywizować siebie. 


Mikołaj Nowak 


P.S. tak upadło mi wieczko od serka. Przypadek?



NIE, po prostu błyszcząca szafka.

czwartek, 13 lutego 2014

Dary, łosiu...

#darylosu - na ich temat powstało już setki notek, a tych najstarszych będą niebawem poszukiwać archeolodzy.

Być może dlatego, że pazerność i próżność to cechy towarzyszące ludziom od zarania dziejów?
To nie będzie delikatny wpis. Wasi odbiorcy oczekują konkretnych treści - nie jarmarku, na którym pokażecie im, że jesteście obdarowywani jak Jezus w stajence.


Scrolluję aktywności i co widzę:
- batonik z podziękowaniami od blogera,

- sok z podziękowaniami od blogera,
- koszulkę z podziękowaniami od blogera,
- kolejny bzdurny gadżet z podziękowaniami od blogera.


Blogerzy, naprawdę? 


  • Tak łatwo można Was kupić?
  • Tak nisko wyceniacie siebie i swoich czytelników?
  • W tak trywialny sposób można zyskać Waszą uwagę, by finalnie dotrzeć do osób śledzących Was? 


Atencja.

Można Was przekupić uniwersalnym listem, w którym jedyna zmiana to Wasze imię i nazwisko; Kolejnym gadżetem, który przyszedł w tysiącu innych sztuk.
Ale w sumie się nie dziwię, skoro potraficie pisać o truizmach i bzdurach typu "jak jeść łyżkę zupą?" to dostajecie adekwatną do tego zapłatę. 


To brak szacunku do Waszych odbiorców.

Wasza naiwność aż razi w oczy, ale ktoś dobrze to sobie wykombinował; rozłożył cechy blogera i wyjął z nich chęć bycia popularniejszym niż reszta; chęć aspirowania do bycia "Kominkiem" i samorodny talent marketingowy do lansowania się w sieci.
Jeżeli nobilitacją dla Was jest "spersonalizowana" etykieta soku, koszulka, lub inna bzdura kosztująca 1zł + wysyłka to jesteście najtańszym nośnikiem reklamowym w branży interaktywnej

I to Was gubi: brak unikatowego stylu, pozerstwo i naśladownictwo. Doczepianie każdego możliwego wagonika, aby mieć dłuższy pociąg uwagi.
Chcecie być bogami sieci, chcecie brylować na wirtualnych salonach i dostawać gifty jak przygłupia celebrytka pozująca na ściance. Chcecie tego, ale prawdy nie powiecie.

Dlaczego tylko w Polsce tzw. "parcie na szkło" brzmi pejoratywnie? Co w tym złego, że ktoś chce być sławny, a nawet sławniejszy? Przyznalibyście się wreszcie do swoich pragnień.

Ale nie, Wy do perfekcji opanowaliście bullshit i bełkot, który wpajacie każdemu, kto zarzuca Wam w/w. Mało - jakakolwiek krytyka Waszej "łatwości" sprawia, że z krytykującego zrobicie biednego i samotnego człowieka, który Wam zazdrości.
Ale zazdrości czego? Bo chyba nie macie na myśli: kubka, batonika, smyczki i edytowanego w Wordzie listu?

Komercja Waszym wrogiem.

Wierzę w to, że jest wrogiem twórczości na już na etapie jej planowania i rozwoju. I chyba ślepo mam Was - blogerów - za twórców godnych poświęcenia im czasu.
Ale wyjaśnijmy sobie jedno - najgłośniej #darylosu obwieszczają... najmłodsi i niedoświadczeni blogerzy.
Wg nich to świetny sposób, żeby zaistnieć w sieci i świadomości. 

I naprawę nie interesuje mnie to, że twierdzicie inaczej. Nie macie w sobie za grosz literackiego spontanu, który tak bardzo potrzebny jest wiarygodnemu blogerowi. Brakuje Wam ładunku prawdziwych i szczerych emocji.

Założyliście blogi z zamiarem zarabiania na nich; zaczęliście od zakupu domen i  wpisania jakiś bzdur w pole "współpraca", "kim jestem?"... Niestety, ale racząc swoją - unikatową - społeczność soczkami, kubeczkami, smyczkami i wszystkim innym, co dostaje się za darmo na konferencjach - jesteście kimkolwiek. Uleganie markom i publikowanie wszystkich przesyłek, jakie dostaniecie to nic innego jak realizacja pewnego planu marketingowego - czego jeszcze nie rozumiecie?
Przyznam, że jako lider swojej społeczności wstydziłbym się pokazać jej gadżet, który dostałem niespodziewanie - nawet jeżeli jest unikatowy i stworzony tylko dla mnie - na taśmie produkcyjnej - "gadżetów tylko dla nich". 


Naiwni łosie.

Naprawdę wierzycie, że list, który dostaliście jest unikatowy, a Wy tak wyjątkowi?
Nie, jest z taśmy. Jest perfidnie wydrukowanym listem z tekstem, który dostaje wielu z Was.
Jest najprostszym przebiciem się do Waszej publiczności, bo Ci po "tamtej" stronie potrafią świetnie liczyć: "tu 2k odbiorców, tam 5k, tu 1,5, a tamten ma 6k i już robimy jakiś tam target". Klientowi mówimy, że potencjalnie docieramy do 15 000 tys. odbiorców za mniej niż 500zł.

M A R Z E N I E !


Jeżeli już sprzedawać swoje blogerskie ciało to chociaż opłacalnie;
za coś, co będzie absolutnie unikatowe, absolutnie dla Was i pod Was, genialne w każdym calu. Tak, jak Wasze DNA, tak jak Wasz blog.



Mikołaj Nowak

wtorek, 11 lutego 2014

Wywiad z Robertem Rogacewiczem - prezesem Grona.net

Bez wątpienia jeden z prekursorów polskiego Social Networkingu. Ikona pierwszej i niegdyś największej w Polsce sieci społecznościowej. Przez wiele lat zarządzał pierwszym polskim serwisem społecznościowym - Grono.net. 
Teraz - w szczerym wywiadzie - PO RAZ PIERWSZY ujawnia tajniki zakładania, zarządzania i funkcjonowania Grona. Rozmawiam z Robertem Rogacewiczem - prezesem legendy polskich Mediów Społecznościowych, czyli nieistniejącego już w formie 'social', Grona.net.


- - -
Mikołaj Nowak: Co było największą konkurencją Grona? Kogo obawiałeś się najbardziej, a kogo najmniej i dlaczego?
Robert Rogacewicz: Zależy w jakim okresie. Grono w zasadzie nie miało konkurencji, aż do czasu Naszej-Klasy. 

MN: Jesteś introwertykiem. Jak wytłumaczysz szał, który trwa nieprzerwanie do dziś, związany z Social Mediami? Współtworzyłeś polski Social Networking na długo przed pojawieniem się terminu Social Media w sieci. Często ludzie z tego kpili mówiąc, że to moda, która przeminie, a Ty się mylisz. Co dziś chciałbyś im powiedzieć?
RR: Podobnie jak Arystoteles zaproponował kiedyś (stosowany zresztą do dziś) podział na cztery żywioły: ziemia, ogień, woda, powietrze,  tak ja dokonałem podziału przestrzeni wirtualnej na: kto, co, gdzie, kiedy, z czego wynikało wprost, że w Internecie brakuje warstwy „Kto”. Nazywamy to siecią społecznościową obecnie, chodzi głownie o to, aby móc wskazać bezpośrednio twórcę danej treści wraz ze środowiskiem, w jakim te treści stworzył (znajomi, przyjaciele, praca, grupy zainteresowań), które miały istotny wpływ na tą kreację i za którą można by dzięki temu podążyć dalej i odnaleźć kolejne interesujące nas treści. Na podobieństwo nie odkrytej wciąż uniwersalnej teorii wszechświata, gdzie wciąż posiadamy wiele teorii szczątkowych, ale brak nam jednej uniwersalnej teorii, myślę ze podobnie w Internecie również takowej jeszcze nie ma i zachęcam wszystkich do przemyśleń i eksploracji albowiem projekt wydaje się być jeszcze nie skończony.

MN:Czy to prawda, że zawsze uważałeś marketing za zbędne marnowanie czasu, bo jeżeli coś ma się sprzedać to i tak się sprzeda?
RR: Zawsze to może złe określenie, ale często przytaczałem słowa Larrego Paga (jeśli dobrze pamiętam), że "jeśli produkt trzeba reklamować to znaczy, że coś w nim zepsuliśmy".
To daje do myślenia, choć nie chodzi o traktowanie dosłowne. Mechanizmy sieci społecznościowe tworzą pewne środowisko, wewnątrz, którego rzeczy reklamują się czy promują "automatycznie" (news feed itp). 

Potrzebujemy jedynie zachęcić ludzi do przystąpienia do danej sieci społecznościowej, a tutaj promotorem jest jej popularność, następnie ludzie zapraszają się nawzajem, więc reklama samego mechanizmu, czy platformy wydaje się niepotrzebna (z pewnością w standardowej formie kolorowego pudełka albo śmierć [produktu])

MN: Grono.net borykało się z problemem "Warszawy"; duży procent Userów pochodziło właśnie ze stolicy. Możesz to potwierdzić / zaprzeczyć? Możesz powiedzieć dlaczego było tak, albo inaczej?
RR: Tak. Grono miało silny warszawski odbiór/wizerunek. Z jakiegoś powodu ludzie traktowali je jako zamkniętą elitarną społeczność przyjaciół z Warszawy, a nie mechanizm uniwersalny. Wydaje się, że spore znaczenie miał tu wymóg posiadania zaproszenia od znajomego aby móc założyć konto w serwisie. Użytkownicy spoza Warszawy nie byli bezpośrednimi beneficjentami funkcjonalności serwisu, bo w ich miastach nie było rozwiniętych gron uczelni czy innych hobbystycznych. Natomiast nobilitacja posiadania konta w warszawskim Gronie działała tylko w jedna stronę: ja mam, Ty nie masz. I tak jest ok.

MN: W 2006 zgodziłeś się na zaawansowane wyjście Grona.net do "reala" w formie eventów. 
Chciałeś użytkowników z innych miast. Zatrudniłeś odpowiednich ludzi. W 2008 roku wycofałeś się z tego i zwolniłeś tych ludzi twierdząc, że całkowite miejsce takiego serwisu jest tylko w sieci. Skąd ta nagła zmiana?
RR: Tak. Chciałem tym przyspieszyć wzrost Grona poza Warszawą. Stało się to po naszej obserwacji, że użytkownicy spoza Warszawy nie zapraszali swoich znajomych z jakiegoś powodu. Stawialiśmy, że Grono odbierane jest zbyt "warszawsko", elitarnie, a nie jako społeczność uniwersalna, ogólnopolska czy wręcz światowa. Odbiegliśmy nieco tym samym od powyższej formuły "niereklamowania" serwisu głownie ze względu na jego zamkniętość, utrudniająca poznanie jego wartości, będącej do dyspozycji tylko dla wybrańców posiadających już konto.

MN: Czy wyjście Grona do "reala" okazało się nieopłacalne? Jakie było zainteresowanie serwisem poza stolicą?
RR: Poprzez wyjście do reala chcieliśmy zmienić tendencje z punktu wyżej i w jakimś stopniu się to udało.
Klucz rozrostu okazał się mimo wszystko leżeć gdzie indziej, więc wróciliśmy do Internetu (back to basics).


Składanka CD "Grono.net - Rocks!"; Użytkownicy wybrali ten gatunek w specjalnej sondzie. Miały powstawać kolejne odmiany, ale skończyło się na tej. 


MN:Wierzyłeś, że serwis społecznościowy musi rozwijać się naturalnie. Jednocześnie co miesiąc dostawałeś rachunki i musiałeś płacić nam pensje. Czy były czynniki zewnętrzne, które wymuszały na Tobie decyzję o zaawansowanej konieczności skomercjalizowania Grona?
RR: Od początku grona unikaliśmy reklam jak ognia. Chcieliśmy nie zaśmiecać użytkownikom ekranu w konwencjonalny sposób, tak jak robiły to wszystkie agencje reklamowe w kraju/na rynku. 
Docelowo pracowaliśmy nad systemem podobnym do tego jaki stosuje obecnie Facebook. 
Najpierw wprowadziliśmy premium SMSy aby dać szanse użytkownikom zrzucić się na niezaśmiecony serwis. Tak jak wielu przyłączyło się chętnie do tych usług, dzięki czemu mieliśmy trochę środków na działanie serwisu, tak wielu użytkowników drwiło z "prymitywności" naszych limitów i punktów, w których żądaliśmy pieniędzy ignorując nasze potrzeby jako serwisu. Przez to niezrozumienie pewnie, nie udało się rozkręcić tych płatności na tyle aby możliwe było niewprowadzanie standardowych, popularnych reklam w serwisie.

MN: Czy po tylu latach możesz wypowiedzieć się w sprawie afer związanych z protoplastami Grona.net?
RR: Wojtka Sobczuka poznałem w 2001 roku. Omawialiśmy wspólnie wiele projektów, w tym równie ciekawe jak grono na wiele lat zanim ono powstało. Łączyła nas pasja, chęć zaproponowania światu czegoś wyjątkowego. Formalizując z Wojtkiem nasza współpracę w 2004 roku brałem pod uwagę, że wyciągam go ze środowiska wielu kolegów, z którymi tworzył, lub współtworzył kod większej ilości projektów internetowych. Sądziliśmy na tamte czasy, że ze wszystkimi doszliśmy do porozumienia ale jak się potem okazało nie do końca.

MN: Grono miało wiele aktywności prekursorskich na polskim rynku: Geolokalizacja, Grono-Blog rejestrujący aktywności Usera (autoblog), Blimp - microblogging "wszyty" w serwis społecznościowy... ale i wiele innych jak najnowocześniejsze technologie typu Python i Ajax. Skąd czerpałeś inspiracje?
RR: W środowisku znajomych mowa o mnie, ze urodziłem się z Internetem w kołysce. Jako pasjonat zżycia, społeczności, socjologii, psychologii, a z drugiej strony technologii, ulepszania rzeczy, usług, próbowałem zawsze poprawić działanie wszystkiego co się tylko da, aby było bardziej przyjazne dla tzw. Usera (nie ważne czy w realu czy w Internecie). Stad było mi pewnie łatwiej projektować nowe usługi, przewidywać potrzeby użytkowników.
Co do kwestii zastosowania konkretnych technologii typu Python itp. to już inwencja mojego partnera, z którym pracowałem nad projektem. Poznaliśmy sie z Wojtkiem Sobczukiem w roku 2001, na kilka lat przed Gronem. Mieliśmy marzenia, pomysły. Łączyło nas wiele rzeczy, w tym unikatowe podejście do wykorzystania Internetu do rozwoju ciekawych usług, aplikacji. Cześć z nich zrealizowaliśmy właśnie w Gronie, części jeszcze nie zdążyliśmy.

MN:Geolokalizacja - oczy świeciły Ci się na ten dźwięk. Dziś wszyscy wszędzie checkują się, a prywatność nie istnie. Skąd wiedziałeś, że właśnie tak będzie?
RR: Podobnie jak opisałem wyżej. Ta jak i wiele innych usług jest mi bliska od wielu lat. mimo upływu czasu wciąż potrafię wskazać z duża trafnością, co będzie za kilka lat. Wynika to chyba z praktycyzmu podejścia do usług, które nie zamykam w techniczne ramki wykonalności. Jeśli mi czegoś brakuje lub cos jest niepełne w swoim działaniu (większość usług i technologii early stage) to odważnie proponuje kolejne wersje tudzież ich ciekawe zastosowania.

MN: Zgodziłeś się na otwarcie Grona dla każdego - to nie spodobało się już obecnym Użytkownikom, ale wiem, że nie chciałeś tego. Czy podjęcie tej decyzji wymuszono na Tobie?
RR: I tak i nie. Cala firma huczała otwarciem od dłuższego czasu ale to wydawało się naturalnym zjawiskiem. Jedynie moja wizja "otwarcia" była raczej oparta na naturalnym przyporządkowaniu do szkół, klas, firm itd. Chodziło głownie o utrzymanie działania relacji miedzy użytkownikami, a nie generowanie "pustych" kont użytkowników, na których przestają działać mechanizmy społecznościowe łatwego dzielenia się treściami.

MN: Grono.net miało inwestorów. Pierwszym - jeszcze przed czasem dynamicznego rozwoju - był Piotr Wilam, współtwórca Onetu. Potem zrobiło się poważniej, gdyż w serwis zainwestował Intel Capital, czyli inwestycyjne ramię Intela. Możesz powiedzieć coś o relacjach inwestorskich? Jakie były oczekiwania inwestorów?
RR: Chyba takie jak zawsze, aby projekt był wspaniale rozwijany, co na początku się udawało jednak później zaczął następować powolny rozłam wynikający z podziału ekipy na ludzi zaangażowanych przeze mnie i moich partnerów oraz pozyskanych z rynku fachowców, mających dobry track record, jednak narzucających określone formy i kierunki rozwoju serwisu wedle swojego doświadczenia zawodowego. 

MN: Co czułeś, gdy udało Ci się pozyskać takiego inwestora?
RR: Było to niesamowite uczucie. Duże zainteresowanie projektem było przyjemne zarówno jako forma docenienia naszej pracy jak i potwierdzenie słusznego kierunku działania.

MN:Strefa Grono.net - wiem, że bardzo zależało Ci na niej i długo nie mogłeś zdecydować się na ostateczną formę. Czym wg Ciebie miał być ten program i co chciałeś nim zaoferować?
RR:Nazywałem to wewnętrznie Personal Assistant i był to cel raczej długofalowy. Podobne rzeczy próbuje obecnie Google z tego co wiem. Chodziło o zebranie odpowiedniej jakości danych od userow o miejscach, usługach, dzięki którym można by "nawigować" ludzi w oparciu o dobrej jakości sprawdzone informacje, miast kolorowe, sponsorowane reklamy.
To zupełnie tak jakby to użytkownicy byli "sponsorami" danego miejsca czy informacji (reklamy). Przy czym sponsoring uważany nie jako finansowy, a raczej intelektualny/merytoryczny. Miejsca zgłoszone przez użytkowników (a tylko tak można było wpisać się początkowo do programu Strefa grono.net jako dostawca) "odwdzięczały" się udzielając użytkownikom rabat na swoje usługi/produkty. My z kolei mieliśmy zapewnić kolejkę kupujących te sprawdzone przez wiele osób (społeczność) o sprawdzonej jakości rzeczy. 

Nie bez znaczenia była tutaj wewnętrzna struktura grona (sieci społecznościowej), która naturalnie, w gronach tematycznych, wyłaniała tzw. liderów, łatwych do rozpoznania
i wiarygodnych, co można było ocenić po ich wypowiedziach na gronach, zaangażowaniu
w temacie, wskazaniu przez innych użytkowników sieci (znowu) jako ekspertów w danej dziedzinie. 



Karta członkowska Strefy Grona.net. Sponsorem startu projektu był operator PLAY.


MN: Szkoły. Praktycznie nikt nie wie, że Grono.net - na długo przed pojawieniem się Naszej-Klasy.pl - miało w planach uruchomienie projektu "Szkoły" i był to Twój pomysł. Dlaczego nie zrealizowałeś go wcześniej i zwlekałeś? Czy po latach tego żałujesz?
RR: Projekt „szkoły” był nazywany przeze mnie "autokompletacja" i tak jak wspomniałem wyżej, miał służyć do przyporządkowania użytkowników do struktur znajomości, co miało być swoistym "otwarciem" serwisu (brak wymogu zaproszenia pod warunkiem przyporządkowania się do danej szkoły, firmy czy innej grupy społecznej w realu). 
Projekt faktycznie przeleżał na polce dość długo, uznany przez nowa nabyta poinwestycyjnie ekipę fachowców jako nieistotny z punktu widzenia serwisu, czego nie wyłapałem na czas. 

MN: Facebook - król Social Networkingu, ale czy zasłużenie? Przecież Grono.net już w 2006 miało wszystko to, co FB ma teraz - zaawansowane galerie, lokalizację, checkiny, a nawet grona komercyjne (odpowiednik dzisiejszych fan pages). Czy międzynarodowy rozwój FB zaburzył Twoje plany rozwojowe Grona w PL?
RR: Można odnieść wrażenie, ze Facebook przykrył wszystko w obszarze sieci społecznościowych na świecie. Nawet jeśli nie zaskakuje innowacyjnością usług to ustandaryzował poprzez swoja popularność specyficzne mechanizmy sieci społecznościowych wśród użytkowników. 
Wciąż nie ma realizowanych wielu rzeczy z naszych marzeń, widać nie przyszedł na nie jeszcze czas. Być może technologia ogranicza jeszcze mocno rozwój "prawdziwych" zastosowań sieci społecznościowych. 
Zmienić to mogą np. Google Glass, wprowadzając nowa jakość w interakcji użytkownika z siecią.

MN: Wyjdźmy poza granice... Planowałeś podbić rynek Brytyjski i Hiszpański, a nawet więcej. 
Dlaczego Grapeo.co.uk i Bago.es (klony Grona.net na inne rynki) nie odniosły sukcesu wtedy, skoro dziś wiadomo, że Facebook tam zdominował sektor Social Media? Jednak popyt jest.
RR: Oba serwisy pozyskały kilka-kilkanaście tysięcy użytkowników, co mogło już być startem czegoś większego, natomiast sytuacja wewnątrz spółki zatrzymała prace nad tymi projektami. Również fakt szybszej niż w Polsce ekspansji Facebooka w tamtych krajach nie był bez znaczenia.


Layout Grapeo.co.uk - klona Grono.net na rynek GB. Mógł być rywalem Facebooka?

MN: Czy Intel finansował te projekty? Włącznie z ich machiną promocyjną? Jakie efekt odniosła niestandardowa kampania Bago.es polegająca na zamknięciu słynnej postaci w szklanym  domku w centrum Madrytu?
RR: Szklany dom w Madrycie rodził się bólach. Dosłownie w "przeddzień" startu zmieniono nam miejsce, były kłopoty z prądem itd. Gdy finalnie stanął, przysporzył nam kilka tysięcy użytkowników ale bez spektakularnej kontynuacji. Wersja serwisu była okrojona, co raczej nie było dobrym pomysłem, podobnie jak tworzenie osobnych serwisów, zamiast robienie wersji językowej na kraj. 
Być może wyszły tutaj na jaw nasze polskie kompleksy, jak serwis z polski może się stać międzynarodowym serwisem, któremu użytkownicy powierzą swoje dane i go pokochają jak swój własny (czyt. amerykański)?


Patricia Argüelles - słynna skrzypaczka była twarzą promocji Bago.es w Madrycie. 

Patricia spędziła tydzień w szklanym domu mając kontakt ze światem
zewnętrznym tylko via Bago.es - hiszpańskojęzyczny klon Grona.net

MN: Grono.net w wersji społecznościowej nie istnieje. Zapewne wiele osób chce wiedzieć co się stało? Serwis został zamknięty w czasach boomu na społeczności. Robert, co poszło nie tak?
RR: Byliśmy wcześnie, na nie do końca przygotowanym rynku, z dość skomplikowanym produktem.
Mam wrażenie, nie do końca dobrze zrozumianym przez wielu użytkowników, chociaż były wyjątki, jak zawsze. Pewnie byliśmy tez jako zespól nie gotowi na wyzwania stojące przed nami, zwłaszcza po rozwarstwieniu się na ludzi pasjonatów oraz profesjonalistów.
Dzisiaj postawiłbym raczej na pasjonatów. Jak to w słynnym powiedzeniu: Lepiej mieć czego żałować po zrobieniu tego, niż żałować, że się czegoś nie zrobiło.

MN: I na koniec - bo mnie to ciekawi - odszedłem z serwisu w 2008 roku, w dość niespokojnej atmosferze. Wiesz, że nie akceptowałem narzucanych przez Ciebie zmian. Jakie było Grono.net bez "Nikiego"? Jakie było Grono bez wszystkich znanych nam osób?
RR: Cóż, odejście każdego pracownika traktowałem bardzo serio i nie pamiętam osoby, z której odejścia byłbym zadowolony. Niestety jako pierwszy miałem dostęp do wszelkich informacji i sytuacja zwolnień wzięła się z trudnej sytuacji wewnętrznej w spółce, co w momencie rozstania nie zawsze było wprost widoczne. Był to proces trwający dłużej, aż w którymś momencie było już wyraźnie widać co się dzieje.


Dziękuję za rozmowę.
Mikołaj Nowak
- - -


P.S. Z Robertem współpracowałem w latach 2004 – 2008. Powyższa publikacja rozwiązuje wiele - do tego czasu - niejasnych kwestii związanych z historią legendarnego serwisu. Chciałbym bardzo podziękować za ten – szczególnie dla mnie, ale myślę, że i dla dzisiejszej nadal młodej branży Social Media - ważny wywiad. 




Ewolucja logotypu Grona.net: