piątek, 3 stycznia 2014

Warsaw Shore - syndrom Disco-Polo?

Nikt nie zna - każdy wie o co chodzi.

Którejś niedzieli świetnie bawiliśmy się w gronie znajomych.
Było wino (dużo wina) i jakiś śmieszny quiz na PlayStation (dużo pytań).
W tzw. przerwie na papierosa gospodarz włączył Warsaw Shore...


Niedziela, 23:00 - MTV.
Tego wieczora "Ekipę z Warszawy" widziałem po raz pierwszy. Był to odcinek 6.

Piski, krzyki, seks, przekleństwa i głupoty. Mnóstwo głupot, i...?
Taka jest Polska własnie! Notorycznie.

Oglądałem z lekkim uśmiechem w kąciku ust. To fenomenalna retrospekcja, bo właśnie tak samo zachowywały się niektóre jednostki w późniejszych klasach szkoły podstawowej, do której uczęszczałem.
Podobnie zachowują się gimnazjaliści - w szkole - i już nawet nie chowający się za kioskiem z papierosem. (Widok nastolatka z papierosem do dziś budzi u mnie odruch wymiotny - szczególnie z samego rana)



Szok i niedowierzanie! Nie.

Raczej standard i polska mentalność. Warsaw Shore - Ekipa z Warszawy tylko i aż (!) obnaża to, jak zachowuje się spora grupa Polaków.
Pytanie - czy to, co widział nie raz każdy z nas było TABU skoro ekscytujemy się tym do skali orgazmu wyrazu naszego zażenowania?
Najbardziej dziwi mnie oburzenie i krytyka w/w reality show z ust moich kolegów-idiotów, którzy w podstawówce mieli jedną misję - upokorzyć jak największą ilość osób, aby zebrany tym sposobem 'score' zaimponować innym.

Nie rób z siebie kretyna, bo:

- zarzygane parapety po imprezach? Znasz to.
- zaliczone zgony / widziane "zgony"? Znasz to.
- przeklinanie czasem z prędkością karabinu maszynowego? Znasz to.
- palnięcie głupoty w towarzystwie? Znasz to.
- skrajne palnięcie głupoty w towarzystwie? Znasz to.
- piwo i papieros na ławce w parku? Znasz to.

To samo życie! Po co mamy udawać, że nagle zachowania prezentowane w tym programie są obsceniczne, chamskie, obce społeczeństwu? Po co mamy robić z siebie miejską bandę pozerów zachowującą się jak okupujący biblioteki studenci najlepszych uczelni, którzy i tak nie są święci?

A może właśnie tu Cię boli? Może chciałbyś - ale nie możesz - imprezować tak jak słynna ekipa, może nie masz ekipy, może nie masz tyle czasu i brak Ci odwagi?
Zgódźmy się - uczestnicy tego programu nie grzeszą inteligencją. Ale Ty też nią nie grzeszysz włączając telewizor z myślą, że po 23:00 ktokolwiek będzie recytował Ci Pana Tadeusza!

Po co masz krytykować Warsaw Shore - Ekipę z Warszawy tylko dlatego, że jest to modne wśród znajomych? Czy różnisz się od tych, którzy piętnują tylko dla 'score'a', by innym zaimponować? Różnisz się tylko formą, ale robisz to samo - oceniasz bez podstaw.



Rozejrzyj się, zmień pozycję. Patrz baczniej - zobacz, co się dzieje i wtedy staraj się oceniać innych.

Wychowałem się wśród osób prezentujących skrajne zachowania, ale nigdy nikt nie robił z tego sensacji i nie szukał oglądalności na tym gruncie. Kiedyś istniało coś takiego jak WSTYD i zachowania typowe - odstające od kultury - się maskowało. Rodzice wstydzili się za dzieci, nauczyciele za uczniów, a uczniowie za siebie. Istniał łańcuch zależności tego, co rodzi przykrość. Dlatego był sens zmieniać się i resocjalizowane były nawet najtrudniejsze przypadki. Znam osiedlowych agresorów, którzy dziś założyli rodziny i "wyszli na ludzi".

Wychowałem się na osiedlu, na którym hałas generowany przez tzw. "młodych gniewnych" czasami był nieznośny; na którym często wygrywała bezkompromisowość i brak tolerancji na jakąkolwiek odmienność - tych młodych i starych. Znam nieco inne "Warsaw Shore" i uwierz mi - to, które krytykujesz (a nawet niepotrzebnie bojkotujesz!) w TV to nic.



Warsaw Shore to nie iluzja.

Mówisz "ściema, podkręcają to producenci", a ja mówię, że nie - Ci ludzie są autentyczni. I po raz kolejny triumfuje szczerość w pokoleniu atakowanym plastykową kulturą. Wolę do przesady szczerego Trybsona,i jego niewyszukane metafory niż sztucznego prezentera w reklamie płynu do mycia naczyń, a Ty?

To nie jest show dla mnie, ale nie dopadł mnie syndrom Disco-Polo. Nie ukrywam też, że w dzieciństwie muzyka ta podobała mi się - później zacząłem doceniać mnogość detali i kulturę większego skomplikowania. Ale Ekipa z Warszawy to prosta rozrywka; prosta jak Fast Food, który jadłeś nie raz, prosta jak załatwianie codziennych potrzeb i otwarcie butelki piwa.
Po co mam pisać, że WS to rozrywka prostacka i tym samym upokarzać minimum połowę młodych rodaków? 


Przyznaj się, że lubisz.
Albo milcz - krzycząc promujesz;
Promując zaprzeczasz sam sobie.