wtorek, 28 stycznia 2014

Raczkująca Swoboda Wypowiedzi

Uczymy się jej. Upadamy i wstajemy - jak dziecko, które zaczyna stawiać pierwsze kroki.
Co łączy niektóre dzieci i niektórych blogerów?

Zabawa w dorosłych.

Za wolnością słowa, którą mamy w Polsce od 1347 roku, idzie swoboda wypowiedzi.
Choć wielokrotnie wartości te były zakłócane tak dzisiejsze jątrzenie innym - w sposób jawny - pokazuje, że od nadmiaru komfortu niektórym uderza "sodówka" do mózgu.
Dojrzałość na to nie pozwala, ale jest jeden warunek - trzeba ją osiągnąć.


W Polsce istnieje wiele środowisk, ale tylko kilka z nich nadaktywnie wykorzystuje w/w.
Są to m.in.: politycy, dziennikarze i ... blogerzy. Oczywiście obowiązują pewne restrykcje takie jak ograniczenia konstytucyjne, czy Kodeks Karny, ale to ostateczność. Ograniczenia te powinny istnieć w umyśle każdego z nas. A tak nie jest.
 

Codzienność, odmienność.

To właśnie wolność słowa uformowała Blogosferę; to ona jest motorem napędowym sensu jej istnienia. Jednak, mimo wielu reperkusji zapisanych w historii, jakbyśmy dopiero uczyli się pojmować sens wolności w ogóle. I tak - jako społeczeństwo - jesteśmy zniewoleni; praca, kredyty, obawa przed represjami. To zaburzenie wolności, która sensu stricto jest w tych czasach paradoksem. Dopasowaliśmy się do ery Mediów Społecznościowych i to właśnie w nich wyrzucamy nadmiar emocji powodowany dynamiką codzienności.
Miliony statusów, komentarzy i notek to efekt tego, że zbieramy multum informacji i kreujemy na tej podstawie. Niegdyś było to zarezerwowane dla wybitnych umysłów, które miały szersze niż lud spektrum działania. Dziś zostało to przykryte kurzem możliwości i inspiracji. Jednak wszystko w nadmiarze szkodzi.


Sens ma myślenie dla myślenia, jednak pisanie dla pisania nie ma sensu najmniejszego.
Wielu blogerów stara się pouczać nas w kwestii najprostszych czynności życiowych; niebawem spodziewaj się gdzieś notki "jak dobrze podcierać tyłek?", bo tylko bloger może się odważyć taką napisać. Przeważnie z braku weny, której wcześniej szuka jawnie via Media Społecznościowe. 


Jedno jest zastanawiające - porównajmy teraz blogowanie do fotografii.Mawia się, by zostać dobrym fotografem należy stale robić zdjęcia, a każde kolejne będzie lepsze. Tak kształtuje się warsztat. Jednak pokora nakazuje aby nie nazywać się profesjonalnym fotografem wiedząc, że jesteś amatorem.


Odwrotnie jest z blogerami. 

Wielu z nich to amatorzy treści, a mimo wszystko uważają się za profesjonalistów i mistrzów słowa. Kupują domeny, dobierają profesjonalne szablony, piszą notki, które stylizują na niezbędniki i poradniki; tworzą rankingi, w których operują ludźmi, niczym handlarze - ten lepszy, a ten gorszy, więc ten znajdzie się na wyżej - inny niżej.
Co to ma być? Mnie w Blogerze najbardziej irytuje uzurpowanie sobie postawy obiektywnej, gdy pozostaje subiektywny.
Wg mnie Blogosfera z założenia powinna być pozbawiona podziałów, a każdy w niej możliwościami jest sobie równy. 



Zwrot akcji. 

Czasem wolność słowa coś oddaje, tj. zwraca w formie niezdatnej do jakiegokolwiek spożycia. W formie sieciowego kału, czyli komentarzy hejterów, które próżno nazwać opinią. Nie mają one wartości nikogo, nie są merytoryczne, ich jedyny cel to osłabić.
Paradoksalnie tu mogłaby przydać się notka "jak podcierać sobie tyłek?", ale tylko tematycznie.
Wg mnie od tandetnego hejterstwa istnieje rzecz gorsza - sprytna blogerska manipulacja.
Blog dla niektórych jest tym, czym szpinak dla Popey'a - piszą i rosną w siłę. I to wszystko ma sens dopóki nie przerastają samych siebie. A często właśnie to robią. 


To smutne, że niektórzy Blogerzy, wykorzystując wolność słowa, uzurpują sobie możliwość rozdawania kart przez tworzenie subiektywnych rankingów, gierek słownych i manipulacji tekstowych. Slogan firewall'a "jestem blogerem - nic mi nie możesz zrobić" działa, ale zmienił się po 2013 roku na "jestem blogerem - NIEWIELE możesz mi zrobić". To już coś. Dzięki. Tatarze. 

Pisałem kiedyś, że blogerzy manifestujący swoje blogowanie są jak mniejszości seksualne na Paradach Równości. Przebierają się w jaskrawe stroje i za wszelką cenę starają zwrócić na siebie uwagę reszty świata. Efekt? Jedni cieszą się z nimi - inni się odwracają - to normalny mechanizm wchłaniania dawki przejaskrawionej, przekolorowanej, czasem groteskowej. Stajesz się w końcu napromieniowany i zaczyna Cię to prześladować. 

I tu polega fundamentalny problem - w 2014 roku możemy powiedzieć, że "rasowy bloger" to taki, który kompletnie nie przyjmuje krytyki siebie, ale chętnie krytykuje oraz ocenia innych.
Na szczęście nie ma sensu - drogi Mikołaju* - wrzucać wszystkich do jednego worka, bo jest mnóstwo bardziej wartościowych blogów, niż te mniej wartościowe. A te drugie to takie, które budowane były na wzór fabryki, aczkolwiek taśma jedzie pusta a ich właściciele desperacko walczą o jej wypełnienie. Blogerze, nie masz być przedsiębiorcą, ale dystrybutorem myśli.
Twoim punktem B jest odbiorca, nie cholerny kontrakt reklamowy! To opcja, więc po co opcję traktujesz jak sens blogowania?! To zaburzona hierarchia wartości. 


Drodzy blogerzy będą musieli uświadomić sobie wreszcie, że ich przejaskrawione zachowanie będzie krytykowane, bo swoboda wypowiedzi - choć intensywniejsza w Internecie - nie jest zjawiskiem wirtualnym. Istnieje i czytelnicy także mają do niej prawo. Realnie.



Mikołaj Nowak
- - -



*Kim jestem, aby krytykować blogosferę i dawać jej wytyczne?
Współpracowałem z osobami, które dziś są uchodzą za prekursorów tego nurtu; współuczestniczyłem w tworzeniu Blogów Roku Onetu; prowadziłem regularnie blog od 2005 roku. (Mamy 2014)
Aktualnie współpracuję ściśle z zespołem reporterskim (dziennikarze) i stale uczę się czegoś nowego.