niedziela, 26 stycznia 2014

Recenzja: "Nimfomanka - cześć I"

To nie będzie trudne. 
Tak jak przypadkowy seks. 
Ewidentnie dramat zamknięty w bezpośrednim skojarzeniu: "seks". 
Tytuł to filtr. 

Obraz pełen kontrastów, w którym próżność miesza się z fantazją, a nawet nauką, znajdując sens. Może i odzwierciedlenie. 
To obraz, w którym nauki ścisłe miksują się z humanistycznymi. Nie, to nie pornol.
To hybryda humoru i powagi; koloru i jego braku; szarości i jaskrawości. 

Konsekwencja i szyk, z jakimi "uszyto" ten film przywołuje mi porównanie z niedogaszonym ogniskiem; "Nimfomanka" sączy się, jednak gdy powieje wiatr - rozpala do czerwoności. Stymuluje emocje widza. Inteligentnie. 

To smaczne. 
Film jest inteligentny i przez cały seans miałem wrazenie, że reżyser flirtuje ze mną. Tytuł myli - seks w "Nimfomance" jest jak liść laurowy w zupie; jeżeli chcesz możesz go wyjąc ale wiesz, że nadaje on smak. 

Liść, liście, drzewa. 
To piękny motyw tego filmu. Zwykły delikatny liść w kontekście rozpusty. Jak listek broniący cnoty, której bohaterka filmu tak chętnie się pozbyła. Metafory w tym filmie są przystępnie podane. Być może po to, by burak, który myślał, że idzie do zwykłego kina - na niezwykłego pornola - jednak coś zapamiętał z odmienności zdarzenia. 

To wywiad. 
Pieprzyć zwykły gatunek. 
Pieprzyć konwenanse. 
Pieprzyć styl. 

Dorzuć liść laurowy i zaserwuj sobie to danie. Warto. 
"Zapomnisz o miłości" po to, żeby sobie o niej przypomnieć. 


Mikołaj Nowak
---

P.S. To... 
Akapit uzupełnię po obejrzeniu części II.