sobota, 18 stycznia 2014

[EKSPERYMENT] M jak mistyfikacja, M jak Marek...

Lubię sieciowe dyskusje.
Konfrontacje - to jest to. Często angażuję obserwującą mnie społeczność tematami, które akurat są na topie. Tym razem było inaczej.

18 stycznia sprowokowałem na swoim facebookowym profilu dyskusję o utrudnianiu komentowania via blokowanie (banowanie).
Wiele słynnych internetowych postaci (wyjątkowo nie ja) stosuje taktykę kneblowania ust, gdy tylko ktoś odważy się ich skrytykować. PROBLEM ten dotyczy blogerów, influencerów, celebrytów oraz innych person operujących słowem do swoich społeczności.

Natomiast w mojej dyskusji "pojawił się" tajemniczy dla innych Marek.

Szybko: jak działa blokowanie? 

Akurat system w Facebooku blokuje całkowicie dostęp zbanowanemu internaucie. Jeżeli ktokolwiek Cię irytuje możesz go zablokować i masz gwarancję, że nie zobaczysz już jego treści, nie będziesz nękany oraz druga strona także nie dowie się co u Ciebie.
I tak było.

Marek wchodzi do akcji.

Zacząłem dyskutować de facto sam ze sobą odpowiadając Markowi na komentarze. Czułem się z tym niekomfortowo, ale tego typu akcje wymagają poświęceń:

początek dyskusji z "Markiem" na moim facebookowym profilu


Zaczęliśmy się spierać. Starałem się być wiarygodny tak, aby osoba, która widzi tę dyskusję pomyślała, że jest przez wspomnianego dyskutanta zablokowana. I konsternacja - co teraz? Dlaczego? Kim jest Marek? Co oni bredzą?
Jednak sam mogłem nie dać rady, więc szybko z odsieczą przyszedł Artur Roguski, potem inni.

Interakcja. 

Do udziału w eksperymencie zaprosiłem także inne osoby, by uczynić akcję bardziej wiarygodną dla nowych czytelników.
Ola, Artur, Damian i Łukasz (dziękuję!) pomogli mi udając, że odpowiadają na komentarze tajemniczego Marka. Robili to tak realistycznie, że gdybym był celem tej mistyfikacji to nabrałbym się. Weszli w interakcję z nicością. Mistrzowski trolling uwypuklający ludzkie obawy i słabości w kwestii wizerunku.

Przyjęliśmy postawę "najlepszą obroną jest atak" sugerując, że Marek jest mocnym dyskutantem o skrajnych poglądach. Nacechowaliśmy go modną agresją słowną.
Do tego on jest sam na nas wielu, co podsycało zainteresowanie odbiorców. Wtedy zaczęły do mnie przychodzić pierwsze wiadomości prywatne. Nie chciałem ich screenować (to też notka nie screenbook), gdyż większość z adresatów znam, więc zacytuję:
"Kim jest ten Marek? Zastanawiam się za co mnie zablokował..."


"Mikołaj, ale o co chodzi z Markiem? Nie widzę go... jak się nazywa?"


"Co to za frajer?! Chciałem mu odpisać, bo wygląda, że ostro rozmawiacie ale nie widzę postów!!! Co za lamus blokuje na starcie?!"

"Wystarczy, że podasz mi jak się nazywa... sprawdzę sobie w google za co mógł mi dać bana... 

uwaga, hit:
"Ja kojarzę tego Marka, to na 100% ten sam typ, który ostatnio dyskutował u mnie... nie znosi krytyki - odpuść sobie. Marnujcie czas"

(w tym momencie warto jest dodać, że ŻADEN Z W/W nadawców nie wiedział, o czym tak naprawdę "rozmawiamy" z Markiem. Nie mógł wiedzieć, bo my sami nie mieliśmy o tym pojęcia... imprezowaliśmy)
"Ale beka, odpisujecie komuś, kogo totalnie nikt nie widzi... to na pewno jakiś intrygant z kolejnej grupy branżowej. Chyba nawet wiem kto..."

"Mnóstwo złej energii jest w tym Marku... ja widzę te komentarze i jestem w szoku. O co mu tak naprawdę chodzi.... ???" - tak, ten ktoś pod tym podpisał się imieniem i nazwiskiem. Oczywiście w PW :)

Ale tego typu "perełek" było więcej, wybrane:
"Kojarzę, szkoda czasu. Jego opinie są bez sensu, on w ogóle jest bez sensu... Nawet twazr ma niesympatyczną" - ok...

"To chyba ten gość, z którym ja kiedyś pracowałam... ale wywalili go. Mikołaj, podziwiam, że chce Ci się dyskutować z hejterami!" 

Wykreowana rzeczywistość. 

Pewna grupa ludzi nabrała się do tego stopnia, że chcąc się przypodobać twierdziła, iż widzi komentarze wirtualnego Marka, a nawet go kojarzy / zna. Doceniam szczerą chęć przestrzeżenia mnie przed innymi; doceniam, gdyż to dbanie odbiorcy o komfort i swobodę myśli influencera. To także lojalność i ten eksperyment ukazuje także pozytywy - kosztem kłamstwa jesteśmy w stanie pokazać komuś, że nie ma sensu się męczyć. To efekt uboczny eksperymentu.

Nie mogę nazwać tego kompromitacją, bo wkręciłem tych ludzi - mimochodem aktywowałem w nich mechanizm odpowiedzialny za chęć wykorzystania chwili, pamiętasz?
Pisałem w poprzedniej notce o Wielkiej Orkiestrze Zawistnych Hejterów o strategii "fali i deski".
Zawsze, gdy dzieje się coś dziwnego pojawi się grupa osób, która będzie chciała wykorzystać ten stan, by się wyróżnić. To jest zagranie va banque - albo zgarniesz całą pulę, albo stracisz twarz. O ile umiesz sytuację obrócić w żart - może i stracisz niewiele. 

To nic spektakularnego - boimy się.

Nie odkryłem niczego nowego, jedynie utwierdziłem się w przekonaniu, że w trosce o swój sieciowy wizerunek większość z nas nie napisze, że coś jest w tej sytuacji nie tak.
Powód jest prosty - publiczne ukazanie, że zostaliśmy zablokowani powoduje, że czujemy się gorzej. Zgodnie z definicją banowania (od "banicji") czujemy się wygnani z konkretnego miejsca; pozbawieni prawa do kontynuowania relacji z kimś / czymś. W dyskusji, którą zobaczysz poniżej bierze udział raptem 20% odbiorców, którzy widzieli ten status. 80% napisała do mnie osobiście, by:

  • upewnić się, że to nie błąd facebooka,
  • po cichu upewnić się, że mogli zostać zablokowani przez Marka,
  • doradzić mi co zrobić z agresywnym oponentem (syndrom eksperta) twierdząc, że widzą komentarze, ale nie chce im się marnować czasu na "hejtera Marka".
Ale byli i tacy, którzy nabrać się nie dali i mocno to manifestowali. Powstała dyskusja kontrastów - intrygująca ale i nieczytelna.

To nic odmiennego - oceniamy, ale nie lubimy być oceniani. 

To nasza narodowa przywara. Ile razy - oceniając - mówimy "ja bym zrobił to inaczej" (sugerując po prostu "lepiej"), "gdyby powiedział to i to" (= wiem, co należało w tej sytuacji powiedzieć "lepiej") - jesteśmy ekspertami od tego, co inni powinni a czego nie.

Internet obnażył nasze narodowe słabości i demaskuje próżność.
Bloger pisząc kolejną notkę ma przeświadczenie o tym, że to co robi jest rozpatrywane w aspektach sztuki, co najmniej literatury. Poza tym jest ojcem / matką dzieła, więc krytyka wymierzona w jego "dziecko" dotyka go i przeszywa. Umiejętność poradzenia sobie z falą krytyki to jedna z najrzadszych i najcenniejszych zdolności na świecie.

Potrafisz oddzielić żółtko od białka? To dziecinnie proste.
Jeżeli tak, to dlaczego odróżnienie żółci (hejtu) od czystej krytyki jest takie trudne?
Wniosek ten mogło ukazać tylko medium silnie angażujące; medium, które współtworzysz i dlatego wkładasz w to aż tyle emocji.


Dziękuję, za poświęcony czas.
Teraz przeczytaj wspomnianą wyżej dyskusję w pełni na Facebooku.

Mikołaj Nowak