środa, 25 grudnia 2013

Filozofia nicków, czyli jak Cię widzą tak CI piszą

1. Czy w dobie oznaczania oficjalnych kont via serwisy społecznościowe konieczne jest dopisywanie "official" do nazwy ekranowej / nicka?
2. Czy kiedykolwiek w ogóle było potrzebne?

3. Szpeci, czy pomaga?
4. Co daje, a co odbiera?


Jak zacząć? 

Na początek kilka przykładów z różnych światów i serwisów + moja opinia:


Źle - dodanie "office" do nicka sugeruje mało przyjemny w mediach społecznościowych fakt aktywności biura Tony'ego Blair'a, a nie jego samego. Social Media charakteryzują się m.in. tym, że jesteśmy w stanie nawiązać dialog bezpośrednio z osobą publiczną. Przed ich epoką nie mieliśmy takiej możliwości, tego komfortu. Nawet jeżeli kontakt ten jest tylko iluzorycznym wrażeniem stwarzanym przez biuro polityka / gwiazdy / osoby publicznej to warto pamiętać o tym, że media społecznościowe nie są słupem ogłoszeniowym. Naczelna cecha to możliwość dialogu przekładająca się na korzyści - jednak trzeba wiedzieć, jak działać, by je osiągnąć.

Tony Blair na Twitterze / Źródło Twitter.com 

Na Twitterze możemy wywołać konkretną markę, lub osobę wpisując jej nick poprzedzony znakiem @. Ten dość popularny zabieg gwarantuje nam wyświetlenie monitu w strumieniu interakcji u osoby, do której piszemy. "@tonyblayoffice, what do you think about..." - brzmi i wygląda nienaturalnie, a media społecznościowe to naturalność. Internauci w moment diagnozują fakt jedynie uzurpowania sobie prawa do naturalności poprzez tanie sztuczki marketingowe. Cała prawda o Social Mediach brzmi dość logicznie - Twoi odbiorcy zaangażują się w przekaz tak, jak Ty sam się w niego zaangażujesz. 


Jeżeli już musisz - jako operator profilu - stwarzać pozory pisania za kogoś to rób to dobrze. Jeżeli nie musisz - dodaj office. Ale wcześniej określ, czy angażujesz się w przekaz i zależy CI na zdaniu odbiorcy, lub nie. Jeżeli nie - czy oby na pewno powinieneś być dla samej obecności? Media społecznościowe to też integracja; tworząc konto stajesz się integralnym elementem systemu. Jesteś jak atom. Ale Twoja komunikacja powinna docierać z siłą wybuchu atomowego.
Możesz pomyśleć sobie "Tony Blair to polityk najwyższego formatu, powaga funkcji zobowiązuje" - i masz rację! Ale popatrz na Baracka Obamę; jego przykład pokazuje, że chcemy - a nawet wymagamy - także od polityków luzu, naturalności, ludzkich odruchów i jak najbardziej prawdziwej sylwetki i postawy w wirtualnej materii.

Wszystko ma znaczenie; każdy aspekt, każdy bodziec składa się na sukces lub jego brak.

Dobrze - Barack Obama na Twitterze; po prostu @BarackObama - superprosty adres i "wywoływacz". Bez zbędnych "office", czy "official". Pierwsze wrażenie - prezydent USA we własnej osobie. (Nawet jeżeli konto prowadzone przez jego biuro prasowe)
Bo liczy się wrażenie, a pamiętaj o truizmie - pierwsze wrażenie robisz tylko raz. Także w Social Mediach, które Obama wydaje się mieć opanowane do perfekcji:





Barack Obama na Twitterze / Źródło Twitter.com 

Warto wspomnieć o tzw. front cover, który Obama ma, a Blair nie.
Prowadząc komunikację w mediach społecznościowych staraj się być perfekcyjny i jeżeli możesz wykorzystać jakieś pole - zrób to. Perfekcja zawsze się opłaci, Twój odbiorca to doceni.

Kolejny przykład, zmieniamy kaliber:


Show Bussines to inne reguły gry, a media społecznościowe są idealne dla gwiazd i celebrytów. Liderką zaangażowania na tym polu są osoby - delikatnie to ujmując - wiele odsłaniające i zachowujące się inaczej niż przystoi. Mowa o Lady Gaga, Miley Cyrus, czy Rihannie.

Dobrze - Rihanna na Twitterze. Po prostu @rihanna i superprosty adres, który można bez problemu zapamiętać i podawać dalej, umieścić na płycie, czy plakatach:


Rihanna na Twitterze / Źródło Twitter.com 

Piosenkarka mogłaby uczyć niejedną polską agencję Social Media! (Albo jej agencja...)
Rihanna, Lady Gaga, Miley Cyrus (i wiele innych gwiazd POP) mają samorodny talent marketingowy, dzięki któremu angażują silnie, bo są naturalne. Nie zapoznawały się z elementarzami marketingowymi, a nawet jeżeli ich dialog w sieci to jedna wielka iluzja - David Copperfield powinien czuć się zagrożony. Także zespół Rihanny - i ona sama - nie stosują oznaczeń "official", gdyż unikatowy content dodawany na przynależne kanały sugeruje to, że nikt się za piosenkarkę nie podaje.


Polska branża mediów społecznościowych to fabryka contentu dla marek.
Świadomość faktu, że osoba także jest marką jest zerowa dlatego tzw. Social Media Celebrity w naszym kraju kuleje. Za to mamy wysyp hybrydy narcyzmu z egoizmem zwanego mylnie Personal Brandingiem. Naturalność polityków na Twitterze aż prosi się o to, by wreszcie zacząć działać i budować świadomość i w tym segmencie. 



Kontrowersyjny tweet posła Pięty. Źródło: TVN24.pl



Skandaliczny tweet Piotra Guziała, polityka chcącego odwołać prezydent stolicy HGW.
Źródło: Twitter.com


W kontekście tematyki tej notki należy pochwalić pana Guziała za twitterowy nick.
Jednak w kontekście jego aktywności na Twitterze - jedynka. 

Stosuj zasadę Brzytwy Ockhama.

Niektóre wartości obronią się same. Jeżeli masz w planach operowanie unikatowym contentem możesz być pewny, że dodatek "official" jedynie oszpeci Twoją nazwę ekranową. Najlepsza jest prosta formuła - imię i nazwisko / nick. Jeżeli nie masz takiej możliwości (są już zajęte) - bądź sprytny. Z pewnością znajdziesz coś, co Cię wyróżni i sprawi, że Twój nick będzie praktyczny w mediach społecznościowych, aby Twoi odbiorcy swobodnie nim operowali. Paradoksalnie - właśnie w nich - minimalizując maksymalizujesz.


Kreuj dialog, nie bój się szaleństwa!

Zaskakuj, twórz - minimalizuj używanie stocków. Zaufaj mi - Internauci bardziej docenią unikatowe - stworzone specjalnie dla nich - zdjęcie niż to, które już mogli gdzieś widzieć.
Uprawiałeś kiedyś sporty ekstremalne? Dialog w mediach społecznościowych powinien być ekstremalnie dobry i pełen ciekawych trików, także elementów zaskoczenia. Wyczuwaj chwilę i uderz wtedy, kiedy warto to zrobić; kojarz komunikację z wydarzeniami, które mają wpływ na Twoich odbiorców. Oni nie uciekną od ważnych wydarzeń w kraju i na świecie, zmian pogody, sportowych emocji czy świąt. Nazwałem to zasadą Contentu Behawioralnego i stosuję ją w prowadzonych przez siebie projektach komunikacji długofalowej - zwłaszcza u Gwiazd. Czasem jest to komunikacja brawurowa, ale przypomina jazdę sportowym autem - musisz wiedzieć, kiedy nie przegiąć, bo skutki mogą być tragiczne.
Jednocześnie wiesz, że powinieneś dostarczyć swojej społeczności coś, co ją zadowoli, porwie w wir dyskusji i chęci pokazania tego, co wykreowałeś dalej ("szerowanie"). Społeczność jest organizmem - musisz się w niego wsłuchać; Ona ma swój rytm, swoje nawyki i przyzwyczajenia. Ma też swoje wady - musisz je poznać. Jesteś diagnostą, a skoro taki wybrałeś zawód to wykonuj go dobrze. Zadziwiaj innych swoją perfekcją.

  • Pamiętaj, że już na starcie możesz popełnić błąd złym wyborem nazwy ekranowej - na  Facebooku, Twitterze, Instagramie, itd;
  • Pamiętaj o zasadnie odzwierciedlenia zaangażowania i Brzytwie Ockhama; 
  • Pamiętaj o paradoksie maksymalizowania przez minimalizowanie. Konkrety; 
  • Pamiętaj o kojarzeniu dialogu z ważnymi wydarzeniami mającymi wpływ na Twoich obserwatorów / fanów;
  • Pamiętaj, że Social Media nie są słupem ogłoszeniowym - bądź gotowy na interakcje, bo gotowość ta świadczy o Twoim profesjonalizmie. 

Powodzenia,
Mikołaj Nowak

poniedziałek, 23 grudnia 2013

"super luz i już Setki bzdur i już"

Polacy to naród łowny - lubią zarzucać. A im wędka dłuższa i haczyk większy tym lepiej, a że na bezrybiu i rak ryba...

Imputuje mi się, że jestem intruzem Blogosfery. Ale ja się nim nie czuję.
Mam tak, że widzę i opisuję - jak prawdziwy Bloger.

Jestem w stanie rozpoznać pozera, który imaginuje i opisuje, a potem wypiera się, że jego publikacje nie powinny stać na półce 'Science Fiction'. Bo wg mnie prawdziwy blog to prawdziwe emocje; to opisywanie ich w taki sposób, abym mógł zamknąć oczy i wyobrazić sobie to, co autor chce mi przekazać - bez wsparcia w postaci dyskusji z nim via media społecznościowe.
A w większości Ci najgłośniej krzyczący w Blogosferze to 'super luz i setki bzdur'.


Czy można uzurpować sobie prawo do bycia blogerem? Owszem.
Bo być blogerem = być modny. A mody = ciekawszy. To jak motyw.

Często porównuje się blogerów do dziennikarzy i nie chcę tu zaczynać tego wątku, bo to temat dla psa do kręcenia za ogonem. Jednak skoro dziennikarz może być lepszy albo gorszy to z blogerami jest podobnie.
Ja bojkotuję tylko kiepskich blogerów. Paradoks tego działania polega na tym, że Ci kiepscy wg mnie uważani są za niekiepskich przez ogół. A ogół ten winduje ich na pierwsze miejsca rankingów. Jednak spokojnie - jesteśmy dla siebie nieczytelni nawzajem.

Uważam, że mam gust; publikacje i książki, które czytam są niebagatelne i wymagają zaangażowania umysłu, by prawidłowo odczytać to, co autor miał na myśli. Mimochodem zaczynam tego samego wymagać od swoich czytelników; chcę być rozszyfrowywany, bo bycie takim czyni mnie ciekawszym.

Nie lubię umysłowej tandety, tekstowego kiczu, publicystycznych Lady Gaga'ów, i zamaskowanych myślących, że blog to tęcza, za którą jest garnek złota.

Bloga zaczyna się pisać, gdy ma się coś do przekazania.
Nie daj się zwieść - jeżeli ktokolwiek zaczyna blogować od wykupienia domeny i dopieszczenia zakładki "współpraca" - to nie bloger. To jakiś pozer, który zwęszył poszlaki i myśli, że są one kluczem do lepszego życia. Propozycje współpracy pojawiają się wtedy, kiedy ktoś na nie zapracuje. A nie, gdy na starcie chce się dotknąć mety.


Przez mój talent do głośnego precyzowania myśli zyskałem miano "hejtera blogosfery".
I teraz każdemu dupkowi, który utrwala tę bzdurę dedykuję:

I nawet kiedy będę samNie zmienię się, to nie mój świat 
Przede mną droga którą znam,Którą ja wybrałem sam 
Tak, zawsze genialny Idealny muszę być I muszę chcieć, 
super luz i jużSetki bzdur i już, to nie ja
Bo większość blogerów to kwintesencja luzu i setek bzdur. 

niedziela, 15 grudnia 2013

Zanim znienawidzisz.

Wirtualny świat bez kontroli, w którym absolutnie każdy może wyrazić swoją opinię i doznać ekstazy bezkarnej nienawiści. To właśnie ona odciska w internecie piętno, dlatego większość przypadków pomocy i dobroci via łącze odbieranych jest, jako spektakularne. Ostatnia batalia sieciowa – Wegetarianie vs. Mięsożercy pokazuje, że nie dorośliśmy do dyskusji w sieci. Żadna ze stron nie miała empatii, a internet stał się ich własną odmianą Wietnamu. Abstrahując już od faktu, że pod zdjęciem zapakowanego w folię prosiaczka swoją złość na całe zajście wylewały osoby, które po odejściu od komputera serwowały dzieciom kanapki z szynką na kolację. Sieć demaskuje także hipokryzję będącą uzupełnieniem – integralnym elementem – nienawiści. To naczelne problemy szczególnie młodych użytkowników, którzy traktują nienawiść, jako sterownik zachowania w internecie oraz unikatowy styl. „Pojechać komuś“ – to przecież takie trywialne i modne; „pohejtować“ rzeczywistość bez żadnych konsekwencji – skoro wirtualna rzeczywistość to i następstwa muszą być wirtualne.
„DILIGERE ME NON DEBES SED COGNOSCE ANTE ODIARE ET DIFAMARE INIUNGAS” (Spokojnie – to łacina, nie „Googleuj” – wszystko wyjaśni się na końcu felietonu).
Hejtowanie stało się modne. Jest nieprzyzwoite, ale co z tego? Przecież internet to nie bankiet, a moda też nie musi być przyzwoita. Według mnie prawdziwym problemem jest to, że dorosłe społeczeństwo nie odróżnia konstruktywnej krytyki od hejtowania. Aktualnie poziom samokrytyki w e-narodzie spadł tak nisko, że każda prawda objawiona o nas w sieci to „hejt“. Wystarczy komuś napisać „prosto z łącza“, że odbiega od pewnego schematu i automatycznie zostaniemy posądzeni o nienawiść. Może zamiast konturów widzimy blur?
Często jest tak, że to, co jest dla nas nieczytelne buduje niechęć, wręcz nienawiść. Ubóstwo, odmienne poglądy, polityka… pewnych zachowań i sterujących nimi mechanizmów po prostu nie rozumiemy. Gorzej, bo – jako myślące społeczeństwo – nie chcemy ich zrozumieć.
Wychowałem się w bloku – szarym i brudnym od miejskiej rutyny. Nocą po jego betonowym kręgosłupie niosło się pasmo różnych dźwięków; - Kiedyś, wsłuchując się w absolutną ciszę eteru można było usłyszeć szelest gniecionego  w złości papieru. Ktoś coś pisał, komuś coś nie wyszło.
„Jutro też będzie taki sam dzień” – matki spuszczą swoje beztrosko chowane dzieci ze smyczy, by pod pretekstem wyjścia z nimi na spacer spotkać się z kółkiem wzajemnej adoracji. Zgrupowania te miały na celu zwykle palenie papierosa za papierosem i handel plotkami, walutą „news za newsa”. Dochodzące do nich znudzone pociechy odbijały się od firewalla matczynych słów „no idź się jeszcze pobaw z innymi dziećmi!“. Dziś dzieci te spuszczają ze smyczy swoje myśli w internetową otchłań, a jakiekolwiek próby wyperswadowania im, że krzywdzą napotykają się z firewallem „nic mnie to interesuje, niech nie czyta“. Agresja w wirtualnej przestrzeni to realny problem!
Otoczenie nas kształtuje i czyni miękkimi albo szorstkimi. Potem my kształtujemy otoczenie na podstawie własnych doświadczenień. To miesza się nieznośnie jak wątek młodego internauty z dojrzałym - w tym felietonie - myślisz, że to przypadkowe?
Dziś nie trzeba wyostrzać zmysłów i szukać plotek – przekazy przychodzą same i nieproszone wdzierają się do naszych umysłów. Nieważne, czy mamy lat 15, czy 35 – atakowany informacjami umysł zacznie się gubić. Wiemy wszystko i nic. To samo tyczy się szacunku. Szanujemy wszystko i nic. Wszędzie pełno informacji. Wszędzie pełno frustracji, kogo tu szanować? Starzy głupieją, młodzi głupieją - to powoduje, że nie mamy już co do nich stosunku ambiwalentnego. Albo kochamy, albo nienawidzimy.
Jesteśmy wolni tylko w wersji „niby”. Tak naprawdę większość z nas – tych zdolnych, wykształconych – to niewolnicy kredytów, korporacji, braku asertywności, kiepskich relacji, mediów społecznościowych i nowoczesnej techniki. Podświadomie zdajemy sobie z tego sprawę, a nasza gorycz znajduje ujście właśnie w sieci. Tam konieczność opiniowania spotyka się z anonimowością. Dla jednych to forum, dla innych ring. Z kolei nasze dzieci są niewolnikami systemu, szkoły i hierarchii wartości wpajanym im, jako „elementarne”. Bunt jest jak kofeina – uwalnia się po konkretnym czasie i delikatnie rozchodzi po organizmie – od stop do głów. Przepełnia nas. Nieporadni logujemy się do rzeczywistości, w której nie dość, że kreujemy świat to jeszcze możemy dać upust emocjom. Szary blok, który opisuję wyżej znajduje się na osiedlu dziś „zreformowanym”. Ci niegdyś przepełnieni nienawiścią ulicy >nastoletni terroryści systemu< dziś dojrzeli, założyli rodziny, zamienili jakość wartości. Zamiana jak z VHS na Blu-Ray. Nie hejtowanie im w głowie, a już na pewno nie w sieci. Przynajmniej oni wiedzą, że najważniejsze sprawy załatwia się wprost i nie odzywa się niepytanym. To wychowankowie solówek w pobliskich parkach i czasów, w których by komuś dokopać trzeba to było zrobić dosłownie. Ale uwaga… ktoś mógł przecież oddać, więc rodziło się ryzyko. W sieci nikt Ci nie odda – chyba, że słowem - to wzmacnia odwagę i stymuluje internetowych hejterów. Kiedyś przeczytałem zdanie, które mnie rozbawiło – „gdzie są te piękne czasy, kiedy ludzi kulturalnie zrzucało się ze schodów?” – była to odpowiedź na ostrą internetową polemikę, której bohaterowie rozbijali już swoje argumenty o bramy prywatności. Było to najlepsze co ktoś wtedy mógł napisać – dyskusja ucichła.
Pojęcie dzisiejszej wolności słowa w sieci jest dziwne, jakby nie miało żadnych restrykcji prawnych. Bo i jak wolność miałaby sens z ograniczeniami? A jednak. Najlepsze restrykcje broniące konstruktywnej wolności słowa to kultura osobista, przyzwoitość i wyczucie chwili. To one stoją na straży sensowności opinii.
- Ta dziwna wolność czyni z polityków ekspertów ds. katastrof lotniczych, a ich bilet na przelot to dowód kompetencji;
- Ta nierozumiana wolność czyni z 40 milionów obywateli ekspertów ds. ekspertów, piłki nożnej i relacji z Rosją;
- Ta kuriozalna wolność krzyczy z billboardu „weź kredyt i spełniaj marzenia”.

A na koniec doskonały cytat jednego z moich ulubionych twórców sztuki, który - mimo krytycznych opinii – nadal realizuje to, co lubi – tworzy pomniki Jana Pawła II. Nieżyczliwi ludzie zarzucali mu już „taśmowe“ podejście do papieża, jednak on odpowiedział im pięknie, subtelnie i klasycznie:
"NIE MUSISZ MNIE LUBIĆ, ALE ZANIM ZNIENAWIDZISZ I ZNIESŁAWISZ - POZNAJ" – Artysta Czesław Dżwigaj. Cytat ten zamyka książkę Dźwigaja z własną poezją religijną.

Mikołaj Nowak

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Umiar Król, niech żyje Król - Felieton Mikołaja Nowaka na portalu WirtualneMedia.pl

Tekst ukazał się także na portalu WirtualneMedia.pl


Najgorętsze wydarzenia na scenie politycznej w tym roku chyba mamy już za sobą. Rekonstrukcja i wpadki… o tak - dużo wpadek. Kilka dni temu gościem w programie Moniki Olejnik była Małgorzata Tusk i to co mówiła zwróciło moją uwagę na medialną rolę podobnych postaci.

To nie nowość – akurat żony polityków są zaślubione także z generowaniem sensacji o swoich mężach. Ameryka uwielbia słuchać, gdy Michelle Obama zdradza kulisy z życia Baracka.Małżonka premiera zdradzała detale z jego niepolitycznego życia - wielu na to czeka, wielu też kompletnie to nie interesuje. Ciężko jest mieć stosunek ambiwalentny do słów Pani Małgorzaty.
Ale nie można obojętnie przejść obok łez wzruszenia…
Ale to wielki świat, przejdźmy do rodzimej krainy płonącej tęczy. Wywiady to integralny element pracy polityka - jego funkcja jest służebna społeczności, więc via Q&A przekazują informacje rodakom. Inaczej jest z ich bliskimi - dla nich wywiad to opcja; mogą z niej skorzystać, ale gdy odmówią nikt nie uzna tego za faux pas i (raczej) teorii spiskowej nie dorobi.
Polityk powinien skupić się na konkretach, ale jego druga połówka może zdradzać kulisy – to dobry układ i silna energia. Przecież życie polityka pokazane „od kuchni” może mieć szczególny wpływ na postrzeganie jego samego. Pokazała to chociażby ostatnia sytuacja z posłami: Wiplerem i Hofmanem.
Wywiad z Małgorzatą Tusk dostarczył wiele wrażeń. Szczególnie Prawicy w Internecie.
Małgorzata Tusk: „mąż płacze oglądając Króla Lwa”
Tak, to cytat ze wspomnianej audycji. Poprzedziła go słowami: „płacze w sposób bezsensowny”.
I tu się zgubiłem, bo nie wiem, czy to miała być pogarda, czy prezentacja ludzkiej strony premiera?
Szczerość ponad wszystko - rzucić chce się truizmem – lecz w programie na żywo obowiązywać powinny nieco inne reguły gry. I z przyjęciem takiej właśnie szczerości mam problem.
Według mnie autentyczność tego zabiegu była na równi ze szczerością dwuletniego napisu „nowe lampy” na szybie salonu z solarium.
W całej sytuacji jedno jest pewne – na Królu Lwie nie płakałby słynący ze swojego uwielbienia do polowań prezydent Komorowski.
Pierwsza Dama – Anna Komorowska – także chętnie dzieli się z opinią publiczną faktami ze wspólnego życia, ale w mówieniu o emocjach pozostaje oszczędna. Zna umiar?
„Jak Twoja mama mogła to zrobić Twojemu tacie?”
Ponoć tak Internauci reagują na książkę żony premiera pt. „Między nami”. Ponoć sam premier nie jest z niej do końca zadowolony, zatem między nimi może być coś, co neguje ewentualne posądzenie o stosowanie zabiegów piarowych przez Panią Małgorzatę. Czy na pewno?
Strategia, PR.
Druga połówka może ocieplić wizerunek polityka mówiąc to, czego jemu powiedzieć nie wypada. Teoretycznie, informacje te niewiele wnoszą do naszego życia, ale mają wielkie ładunki emocjonalne. Michelle Obama – w wywiadzie dla portalu RedBook.com – zapytana o to, w jaki sposób kontaktuje się z Barackiem w trakcie jego kampanii odpowiedziała, że „nigdzie nie ruszają się bez swoich Blackberry i kontaktują się stale”.  To dobry znak dla przyszłych wyborców .
Wyobrażacie sobie, że Donald Tusk – premier Polski – mówi w programie publicystycznym "płakałem na Królu Lwie"?  To wyobraźcie sobie też co mówi opozycja przywołująca płacz ludzi biedy i zarzucająca infantylność.
Dawkowanie informacji, czyli UMIAR.
Należy precyzować swoje myśli, aby merytoryczna rozmowa nie stała się łzawym spektaklem.
Chyba, że odbiorcy oczekują od polityków merytorycznych wypowiedzi, a od partnerów festiwalu emocji, zdradzania kulis życia prywatnego w tabloidowej formie?
Wspomnienie wzruszenia na "Królu Lwie" nawiązuje do wydarzeń animowanych i trochę wychodzi poza linię. Szczególnie w kraju, w którym każdy aspekt wykorzystuje się, jako możliwość uformowania pocisku i wymierzenia go w przeciwnika. Choć pocisk w postaci szyderstwa z wrażliwości premiera wydaje się kiepski, to jednak ładunek emocjonalny kryje w sobie ogromny.
Jego apogeum miało miejsce właśnie w programie "Kropka nad i", a fala uderzeniowa wyrzuciła następnego dnia tony ironii w sieci w postaci: memów, złośliwych komentarzy, szyderstw.
A może to było celowe...
Sondaże w dół, nazbyt szczera w mediach żona i córka blogerka… Jedno jest pewne – premier nie ma łatwego życia. Jednak odbiorcy Małgorzaty Tusk są zupełnie inni niż odbiorcy premiera – w kwestii przekazu. Wymagają od nich czegoś zupełnie odmiennego, ale jedni mają wpływ na drugich. To prawdopodobnie przenikające się grupy społeczne, których wspólnym mianownikiem jest rutyna pełna napięć, stawiania czoła problemom i konieczności utrzymania pewnego pułapu.
Napięte mięśnie najlepiej jest rozmasować – jednak masaż przeprowadzony przez partacza może mieć katastrofalne skutki.
Czy jesteśmy gotowi na łzy prezesa rady ministrów? Czy chcemy takich newsów o nim, tuż po długo oczekiwanej rekonstrukcji, jakiej dokonał w swojej strukturze?
Zapewne wielu wolałoby, aby szanowny pan premier płakał na posiedzeniach Sejmu, a nie na bajkach Disneya.
No cóż. Złośliwi odśpiewają "nie płacz Donek, bo tu miejsca brak...", ale prawda jest taka, że śmierć Mufasy była elementem rekonstrukcji tamtejszego rządu. Być może dlatego premier płacze?

Zatem do sytuacji należy podejść z pazurem. I umiarem.

niedziela, 8 grudnia 2013

Fanpage Trends Polska Listopad 2013 - Mikołaj Nowak komentuje kategorię "Programy TV"

Kliknij po szczegóły

Komentarz Mikołaja Nowaka do listopadowych wyników Fanpage Trends:

 Listopad to najmniej przyjemny miesiąc roku i związane z tym faktem nastroje widać wyraźnie również Facebooku. Więcej czasu spędzamy w domach, celebrując wolny czas przed telewizorem... :)     Listopad 2013 był emocjonujący - to czas wielkich kumulacji i finałów największych telewizyjnych formatów. Operatorzy fan page-ów podsycają atmosferę i intrygują mocniej niż zwykle, co przekłada się na dobre wyniki. Dlatego formaty finałowe są w czołówkach zestawień. 3/4 treści z rankingu postów dotyczy właśnie finałów. Mówi się, że Internauci nie mają czasu na newsy w TV, ale odzwierciedlenie dziennika via Facebook dostarcza im interesujących treści, co również ma potwierdzenie w wynikach. To samo dzieje się z programem „Warsaw Shore - Ekipa z Warszawy”, który z uwagi na swój luźny i prowokujący charakter, powoduje odruchy kompulsywne. Musimy pokazać "to" znajomym, więc przyczyniamy się do gigantycznego buzzu sieciowego. W listopadzie poziom mocno wyrównany między telewizjami komercyjnymi i TVP. I to raczej ostatni tak angażujący miesiąc w tym roku, bo przed nami 30 dni pisania o śniegu i świętach...