wtorek, 20 sierpnia 2013

Kim jest Maja Sablewska?

- Managerem gwiazd? Już nie.
- Ekspertem od zdrowego trybu życia? Nie.
- Stylistką? Może.

"zawsze w cieniu gwiazd" - tak można było opisać managerkę Dody i Edyty Górniak. I to był strzał w dziesiątkę, do czasu gdy Sablewska nie zdecydowała się wyjść z cienia by opalić w blasku sławy. To był też overkill.

Jej podopieczne spijały śmietankę, a ona tak w cieniu... Maja fruwała tu i tam, była niezwykle operatywna i chyba nawet skuteczna skoro udało jej się pozyskać pierwszoligowe kontrakty. Do czasu. Gwiazdy są kapryśne i buntować się lubią. Czasem coś poszło nie tak, np słynny "pjorytet", z którego ordynarnie nabijali się Wojewódzki i Figurski. Nie jestem złośliwy - nie dodam linka, ale szukajcie na YouTube ;)
Bynajmniej nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Maja siedziała obok Kuby w tym samym programie, w trakcie którego (I sezon X-Factor PL) diametralnie zmienił do niej nastawienie. Można było odnieść wrażenie, że progresja formatu rzutowała negatywnie na ich relacje, dając pożywkę portalom plotkarskim. Wojewódzki z zachwycenia MS przeszedł w pogardę. Pogardę na żywo w najbardziej oczekiwanym polskim formacie.

Podziwiałem spokój Sablewskiej w okresie, gdy jej byłe klientki robiły coraz większy syf w mediach, nie zdając sobie sprawy, że tym samym doskonale ją promują. Uznajmy, że to typowe dla gwiazd przeoczenie, przecież z kosmosu wszystkiego nie widać jak na dłoni. Managerka stała się popularniejsza od nich.
Podobała mi się wtedy, gdy ignorowała dissy Wojewódzkiego na swój temat i konsekwentnie realizowała swój plan.

"wydoiła nas wszystkie" - grzmiała w tabloidzie Doda;
"chciałabym Wam przedstawić mojego nowego kompetentnego managera. Jest nim sama Edyta Górniak" - mówiła z typowo irytującym dla siebie spokojem i impertynencją w głosie.

A Sablewska? Tu ktoś ją uszczypnął komentarzem na imprezie, tam zagaił o to by sytuację skomentowała. Wygrywała siłą spokoju, wyglądała na profesjonalistkę, która nie ma zamiaru walczyć z nadpobudliwymi artystkami. Podziwiałem i winszowałem. Staliśmy obok na tej samej imprezie Plejady, gdzie ewidentnie czuła się kiepsko. Albo tylko takie miałem wrażenie.
Dopiero X-Factor zweryfikował, że tak naprawdę to niewiele miała do powiedzenia, a ów spokój wyglądający na strategię okazał się zwykłym festiwalem bezradności. Lepiej nie mówić nic, milczenie nie ośmiesza. Sablewska zdaje sobie sprawę z mocy truizmów. Ale bardziej zdała sobie sprawę z tego jak złośliwi ludzie potrafią być... Wcześniej mierzyła się tylko z krytyką swoich podopiecznych - potem sama jej zaznała.

Od zera do bohatera - te słowa idealnie opisują karierę Sablewskiej, która wygrała determinacją - zdobyła świetne kontrakty i wybiła się na fali ich sławy po to, żeby... no własnie.
Po to, żeby 2 lata później reklamować delikatny płyn do prania tkanin (sic!) pokazując jak nieumiejętnie lokuje się produkt w jakimś programie o metamorfozach.

Wcześniej wydała książkę o zdrowym trybie życia z której straszy swoim czarno-białym zdjęciem. Jakby umarła:


Dokładnie - WHAT?!
I to jabłko takie szare... ustalmy, że tym razem specjalistka od wizerunku, zdrowego trybu życia, jurorowania, gwiazd, "od zera do bohatera", zmiany pieluch - nie popisała się. Chyba, że owa niefortunna okładka ma odzwierciedlać jakieś takie niewyraźne hasło na dole "zamień BIAŁE na ZIELONE", ale też nie wiem, czy Sablewska znów ukryła jakiś tajny przekaz? Np. - drogie gwiazdy - mniej kokainy? Więcej zioła? Bez sensu - do mnie to nie przemawia.
Istnieje jeszcze wariant, że seria ta ma właśnie takie zasady projektowania layoutów swoich książek, ale manager się na coś takiego zgodził? Mistrzyni ustalania warunków i negocjacji? Chyba, że sam fakt wydania książki był istotniejszy niż argument, że Polacy oceniają książki po okładkach.

Wiem jedno - Maja Sablewska to przepiękna kobieta, której wg mnie brakuje pomysłu na siebie.
To kobieta, która przebojem wdarła się na salony zamku polskiego szołbiznesu, który z kolei ją przeżuł i... nie będziemy przeklinać.
To kobieta, która przeszła gehennę mierząc się z fochami tych, którzy fochują się inaczej - mocniej, bardziej impaktowo -, pozbawiając całkowicie komfortu psychicznego ludzi w swoim otoczeniu. To może rozregulować, to musi rozregulować.

Jeszcze za czasów, gdy chciało jej się być managerem (a raczej kontynuować tę farsę) brnęła w jakieś deale z matką Toli Szlagowskiej (ślad ucichł), potem wspierała chłopaka, który na scenie flirtował z nią śpiewając "walking in Memphis". I tu znów cisza. A minę miała słodką... jak urzeknięta pieśnią Julia. Taka niewinna, taka bezradnie oddana w ciepło jego głosu.
Nie rozumiem tego - wydawać się powinno, że czyiś manager powinien być SWOIM najlepszym managerem, a tu widzimy karierę, która przypomina jazdę pijanego kierowcy po nierównym terenie.

Tak, jestem ignorantem - nawet pisząc tę notkę - albo dopiero pisząc ją - researchuję Maję Sablewską w necie. I co widzę? Wydała znów książkę! Tym razem o modzie:


I znów stylistka (?) straszy z okładki czernią. Mody tam nie widać.
Natomiast Maja ma styl... i bynajmniej nie jest to jakiś tani mix obserwacji zagranicznych gwiazd, ale bardzo umiejętne dobranie detali; świetna gra kolorami i kreacjami; To jak zbuntowana nastolatka grająca luzem, chillem, może nieco nawet rockiem. Lubię styl Mai Sablewskiej, lubię jeszcze bardziej to, że wreszcie go odnalazła i była w stanie przekonać do niego Edytę Górniak. Ale to był błąd - Górniak wypadała jak infantylna kopia zagranicy uwięziona w paśmie swoich bezradności.

Gdy Maja twierdziła, że dieta zmieniła jej ryzy twarzy - nie śmiałem się. Wiem, że to możliwe.
Sam ważyłem kiedyś 110kg - dziś ważę prawie 80 - i wiem jak zmienia się organizm, nastawienie, jak wraca optymizm. Niestety, ale dziś oceniam postawę Sablewskiej, która może być piękną inspirującą historią dla młodych ludzi, a jest jak Whitney Houston polskiego managingu w szołbiznesie.
No nic - tam nie wyszło; straciła nerwy, cierpliwość. Dziś jakby balansowała, ale dalej wg mnie jest to jak chodzenie po linie nad przepaścią - bez zabezpieczenia.

Oceniam Sablewską, bo ona też ocenia innych - ostatnio słyszałem jak zachwycała się wizerunkiem jakiejś papierowej piosenkareczki znanej z jednego singla. Jak gloryfikowała jej styl, w którym chyba tylko ona widzi coś nadzwyczajnego. Jak to się teraz mówi? Żal? Czy strategicznie wyjęcie deski i dryfowanie większej fali innej celebrytki?

Ja najbardziej jestem wściekły na to, że Maja Sablewska celebrytą się staje... Zamiast zrestartować swoje plany, określić to, w czym naprawdę jest dobra i to robić. Po prostu!

Zatem kim jest Maja Sablewska? 
Nie odpowiem na to pytanie - jestem tylko obserwatorem. A ona sama tego nie wie.


~mikulajoffy