niedziela, 3 lutego 2013

Wiem, dlaczego Kuba Wojewódzki usunął fanpage

Nie będę się nad tym zastanawiał publicznie, jak inni eksperci w publikacji na WM - przeczytaj.
Powód usunięcia tego fanpage jest bardziej prozaiczny niż może się wydawać.

Pod wpływem powyższego artykułu zająłem głos w sprawie. Mój komentarz z facebooka:

Decyzja na pewno nie była ani dziwna, ani tym bardziej nieprzemyślana, a ekspert nie ma prawa powiedzieć "nie rozumiem". Od braku zrozumienia jest odbiorca, ekspert od tego, aby mu to wyjaśnić, prawda Art Kurasiński?
Dzisiaj odbyłem pewną ważną rozmowę, która naprowadziła mnie na - być może - właściwy tor. Kuba Wojewódzki jest swoistą potęgą medialną. Jest też kontrowersyjny i - niestety - wierzę w to, że wreszcie ugiął się pod ciężarem gradobicia negatywnych opinii hejterów, hektolitrów jadu przepuszczanych przez ich łącza, masowej hipokryzji i odechciało mu się już być tanią tarczą na rzutki. Krytyką można się nie interesować do pewnego momentu, albo udawać, że ona nie obchodzi nas wcale. Ale w końcu zacznie. Topowi polscy celebryci czytali komentarze internautów, żyli nimi, walczyli z nimi i często te walki przegrywali. Hołdys, Górniak, Korwin-Piotrowska - to kilka z kilkunastu osób superaktywnych na polskiej arenie Social Media. Czasem aktywuje się truizm "nie ma sensu się kopać z koniem". Jeżeli osoby publicznej nie interesuje opinia publiczna, to nie powinna nazywać się osobą publiczną. Niestety, ale w pewnym momencie dochodzi się do kresu cierpliwości i właśnie wtedy przychodzi moment na odważne decyzje. I nie jest to spontan, ale ufam, że decyzja, z którą Kuba nosił się od bardzo dawna. W kontekście powyższych - smutnych - argumentów / hipotez rozumiem decyzję Kuby; abstrahując od całych strategii wizerunkowych, o których on także doskonale wie. Internauci chętnie będą krytykować tych, którzy nie szanują ich przekonań, zrobią o nich memy, ośmieszą ich wygląd... zapomną o tym, że często nie zachowują się lepiej od obiektów ich drwin.


Później głos w sprawie zabrał Eryk Mistewicz, (popularyzator Twittera) któremu wiele osób z branży interaktywnej zarzuca brak kompetencji w strefie zawodowej oraz istne "egzorcyzmy" na polskim Social Networkingu.
W odniesieniu do niektórych postów - i osób - napisałem znów:



Gadajcie sobie co chcecie, hejtujcie bezsensowne i nic z tego nie mając. Ale on ma rację. Przytaczane przez Eryka argumenty są także tymi, które słyszę podczas namawiania osób w moim otoczeniu (a nie są to pierwsi lepsi celebryci) do działań bezpośrednich w Internecie. Główną rolę gra tu obawa i niechęć dawania pola do hejtu, niechęć bycia tarczą na rzutki. I o tym mówi ten gość, kimkolwiek jest. Jego teoria sprawdza sie w praktyce. W Polsce mocno prywatnie podchodzi sie do charakteru fanpage, podczas gdy w USA fanpage są po prostu produktami integralnymi ze strategią PR, lub marketingową (np. wytwórni) celebryty. Integralnymi z osobą, którą reprezentują i o niej głownie taktują. W PL fanpage jest traktowany nazbyt dosłownie, prywatnie, a to kosztuje. I często gwiazdy nie są przygotowane, aby ponieść ten koszt; przegrywają z siłą trywialnego wg nich medium, w którym nie doceniają siły sprzężenia zwrotnego, którego wcześniej nie doznali. Bo i jak można mieć z nim styczność kreując przekaz dotychczas niemal jednostronny? Sceptycznie byłem nastawiony do hejtów branży na Mistewicza, ale tym razem podkreślam - jego teoria ma odzwierciedlenie w praktyce, więc (tym razem?) nie jest to pitu-pitu.

W cementowni wylewa się beton, w Internecie - żółć.
Rozumiem Wojewódzkiego i także nie chciałbym, aby miejsce w sieci skupiające ponad milion fanów było swoistą rozlewnią nienawiści sygnowaną moim nazwiskiem.

Powraca bulwersująca sprawa zjawiska hejtingu. Swoboda, jaką oferuje internet i niska bariera wejścia sprawiają, że Internauci czują się całkowicie bezkarni. Hejting na facebooku oznacza także ignorancję wobec prywatności; przecież właśnie tam podpisujemy się imieniem i nazwiskiem. Internautów coraz częściej nie interesują konsekwencje wynikające z tego, co napiszą.

Fanpage, jako narzędzie, ma samo w sobie funkcję półprywatną.
Aby komunikacja na nim była skuteczna musi być odzwierciedleniem cech osoby, której jest elementem. Wniosek - polscy celebryci nie są jeszcze gotowi na korzystanie z możliwości marketingowo - PRowych, jakie oferuje fanpage; podchodzą do niego nazbyt poważnie zbyt wiele oczekując od tłumu.