wtorek, 9 listopada 2010

Zastanawiam się... czy istnieje dobry Viral?

Dzisiaj luźno o marketingu wirusowym, viarlu.
Początkowo miałem zatytułować posta "jak zrobić dobry viral", lecz wycofałem się z tego zabiegu. Dlaczego? Z typowego powodu - nie jestem pewien, czy jestem specjalistą w tej dziedzinie. Za to mam kilka wniosków, którymi chciałbym się podzielić.
Uznałem, że nie ma sensu definiować po raz kolejny tego zjawiska, czy opisywać łańcuch przyczynowo - skutkowy na konkretnych przykładach. W dodatku nie swoich.
Dobry viral jest tak unikalny jak DNA; musi mieć swój charakterystyczny kod, którym programuje konsumentów na myślenie o danej marce, osobie, działaniu...
Lub po prostu - musi skupić na sobie uwagę poprzez "zarażenie" jak największej ilości osób, w kontekście w/w. Viral sam nie pyta się o target (bo czy pyta się o niego "wirus"?), Viralu nie interesują granice i przeszkody - jeżeli uważamy go za analogię zarażania biologicznego.
Marketing wirusowy ma zarażać i angażować w zarażanie następnych. Więcej i więcej, ale czy "po trupach do celu"?

Pojawia się pojęcie jakościowe, wszak każdy chciałby, aby mówiono o nim dobrze. Czyżby?
Skoro dajemy swobodę kreowania i publikowania opinii to jaką mamy gwarancję, że Viral przyniesie same pozytywne efekty? Nie mamy i nigdy mieć nie będziemy.
Wobec tego zastanawia mnie - jak zrobić Viral, cholernie dobry Viral, którego miernikiem sukcesu jest ilość - nie jakość. Od razu nasuwa się kwestia "viralu kontrolowanego" - co jest absurdem i przeczy filozofii zarażania.
"Taki wirus, o którym powie każdy" -  wywołanie procesu noszenia przekazu oraz silne "zarażanie" kolejnych jednostek. Nie mamy wpływu na typ charakteru człowieka oraz gusta, więc prawdopodobieństwo tego, że komuś przekaz się spodoba jest takie samo jak w przypadku, że zostanie odrzucone, zbojkotowane. Czyste 50 - 50. Z punktu socjologicznego możemy mieć większy wpływ (lepszy efekt) na konkretne grupy, np. "zainteresowani techniką". Wówczas możemy JEDNAK stworzyć pojęcie "Viralu targetowanego", a jego wyjście poza ramy nazwać sukcesem.
Przyjrzyjmy się ostatniemu, mimowolnemu Viralowi dotyczącemu sposobu mówienia Joanny Krupy - supermodelki polskiego pochodzenia, mieszkającej w USA. Ten wirus nazywał się (a raczej dalej nazywa się) "Tap Madl" - fonetyczna (i US - poprawna!) wymowa "Top Model".
Joanna posługuje się charakterystycznym slalomem językowym - starając się mówić płynnie po polsku wplątuje słowa z j. angielskiego, co tworzy dość komiczną całość.
Oczywiście Internauci nie pozostali obojętni wobec wypowiedzi Krupy i rozpoczęli naśmiewanie się z niej głównie na facebooku. Powstało kilka grup, które w niesamowicie szybkim tempie zrzeszały ok. 20k fanów (każda!) wymowy Joanny Krupy. Czy ktoś ją demonizował? Owszem. Pojawiały się negatywne komentarze wykazujące niezrozumienie - "jak można raz używać j. polskiego, a potem angielskiego; jak można tak kaleczyć język ojczysty?" Kwestia empatii - wychowując się od 5. roku życia w US można mieć naciągłości. Niemniej polaków to bardzo rozbawiło i znaczna większość wpisów była ironiczno - komiczna. Czysta satyra (sam jej uległem), która nie zdaje się przeszkadzać Joannie Krupie w codziennym życiu.
Nie wiem jaka była efektywność tego działania podchodzącego pod Viral, ale wnioski są ciekawe - społeczność jest w stanie sama sobie stworzyć wirus. Jest w stanie napędzić się do tego stopnia, że tworzy trend. Właśnie - Viral to bycie fallowersem trendu - też.
Z moich obserwacji wynika, że dzięki temu działaniu "Top Model" zyskał wielu nowych widzów, może nawet fanów.

Teraz należy sobie uświadomić, że viral może mieć elementy socjotechniczne, ale nie jest stricte socjotechniką, gdyż nie do końca pasuje do jej definicji.

Czy viral nie powinien być intruzywny, czy powinien być jak SPAM, lub być nachalny?
Ciężko jest odpowiedzieć na to pytanie, gdyż to Internauci poniekąd nadają tempo. Ba! To tyko oni powinni być machiną napędową Viralu. Jak wielkie jest moje zdziwienie, gdy spotykam marketerów nie wiedzących o tym i twierdzących, że mają "operatorów Viralu".
Bo z viralem drodzy to jest tak - Ty dajesz punkt A, natomiast udzie definiują, gdzie jest Z.
Na 100% Viral nie powinien być jak SPAM, gdyż ten przeważnie ląduje w koszu. Ale - z drugiej strony - jaką mamy pewność, że na nasz wirus nikt nie stworzy szczepionki?

W myśl "nie ważne jak o Tobie mówią - ważne, żeby mówili", dobry Viral nie powinien być zbyt przyzwoity... za to powinien być sprytny, jak "rasowy" wirus.
Taki, który będzie nazywany wieloma pejoratywnymi określeniami - oznaczają one emocje (niekiedy skrajne);
Taki, który będzie niesamowicie lekki i będzie unosił się na fali netowych trendów, być może tworzył kolejne, eliminował stare;
Taki, który będzie mutował się, tworzył substytuty, ale nie zamienniki...

Czy viral mógł być przypadkowy? Świeży przykład Viralu "Tap Madl" pokazuje, że jednak tak.
Sam dałem się w niego wkręcić, ponieważ skutecznie polepsza humor :)
Może sama geneza zjawiska e-wirusa została wygenerowana przypadkowo i przypisana do marketingu, jako niesamowicie angażująca forma? Zapewne znajdzie się Minister ds. Viralu, który odpowie mi na to pytanie w komentarzu :)

poniedziałek, 8 listopada 2010

Idiosynkrazja a logotypy Google

Postanowiłem napisać ten artykuł, gdyż przywiązuję szczególną uwagę do detali w kreacjach internetowych. Takie "zboczenie zawodowe". 

Logo Google z dnia 8 listopada 2010 roku:


Logotyp nawiązuje do 115. rocznicy odkrycia promieni Roentgena
Źródło: Google.com


Google wielokrotnie przypomina nam o ważnych datach i wydarzeniach zmieniając swoje logo.
Galeria logotypów internetowego giganta powiększa się stale. Bardzo lubię ten zabieg.

Przyjrzyjmy się jednak dokładniej logo Google'a z 8 listopada 2010 roku i zwróćmy uwagę na symbole w drugim "o" wyrazu:



Widzimy tam kaczuszkę do kąpieli i kość. Trochę kuriozalne. 


Nie wiem jak Tobie ale mi to od razu skojarzyło się z katastrofą smoleńską.
Może Google powinien być czujniejszy skoro piarowcy zwracają uwagę na detale mniejszej wagi i potrafią na ich podstawie odradzać dalszą komunikację?