poniedziałek, 19 kwietnia 2010

AVATAR (nie film)

Dzisiaj będzie znów o Facebooku - moim drugim, internetowym, domu i niezaprzeczalnie fenomenalnym zjawisku internetowym.
Pierwszym domem jest ta strona, jednak rzadko na nią zaglądam. Głupio byłoby napisac "nie mam czasu na pisanie notek na własnym blogu", bo to tak, jakby nie miec czasu dla własnego dziecka. Przynajmniej w branży interaktywnej.
Szczerze - Nie chce mi się, o tak.
Nie chce mi się, nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia, chociaż znaleźli się tacy, co już wysnuwali takie hipotezy.
Byli też tacy, którzy mówili, że wiem o społecznościach wiele, ale dalej za mało. Tym ufam.
I byli tacy, którzy powiedzieli, że moja - fachowa - wiedza ich zaskoczyła. Negatywnie.
Trudno, mam swoje podejście, mam swoje obserwacje i nie waham się operowac nimi.

Tak - przyznaję, że wiem o społecznościach wiele, ale jeszcze nie wszystko.
Dlaczego? Przecież to takie trywialne... Mówimy o obszarze nieskończonym, kreującym się, stale tworzonym przez nas. Codziennie; My - Userzy społeczności - korzystamy z możliwości dobrego ducha UGC /user generated content/ wspieranego mocą demokracji. To jest piękne, to jest fajne. Ba! To jest cudowne, szczególnie w kraju, w którym żyjemy.
Jeżeli nie słuchają nas w domu, szkole, pracy to wysłuchają w Internecie. Niezależnie, bezinteresownie i za darmo. Jeżeli jednak to my chcemy słuchać - robimy to. Freestyle w wersji wirtualnej.

Ja słucham i mnie słuchają - na Facebooku. Tam spełniam się społecznie, ale może to miec negatywne strony... o tym zaraz.
Wielki szacun, o niebieska witryno naszpikowana dobrymi algorytmami, które mają nam ułatwiac kontakt.
Czasami napastliwymi, czasami infantylnie działającymi, ale na pewno praktycznymi.
Facebook ma sprytny społecznościowy interfejs; Facebook dyktuje nowy standard korzystania z Internetu.
Nie jest to jakiś przesadzony trend Social Media (ładniejsza nazwa WEB 2.0) tylko o wiele więcej - prosty wizualnie interfejs o cechach ludzkich. On prowadzi z Tobą dialog po każdym zalogowaniu:
"Popatrz! Ją możesz znać" - "Zaczep Go, jak nie masz odwagi zagadać" - "Napisz na Jej tablicy" - "Przywitaj się" - "Pomóż znaleźć znajomych", itd...

Moje negatywne efekty długotrwałego korzystania z Facebooka.
Niewątpliwie Fejsbuk silnie uzależnia. Jak nie on sam to FarmVille, jak nie FV to MafiaWars, jak nie MF to Friend of the day, itd. Mnóstwo aplikacji, ogromne spectrum możliwości; różnorodność, która celuje do niemalże we wszystkie gusta.
Od kiedy wciągnąłem się w Facebooka zmniejszyłem intensywność spotkań z moimi znajomymi. A znajomych mam rewelacyjnych; o różnych typach osobowości, z bogatymi bagażami doświadczeń, ciekawych...
Ewidentnie, za każdym razem, jest z nimi o czym rozmawiać, ale po co, skoro wszystko o nich wiem z facebooka? Dopiero kilka dni temu zadałem sobie pytanie w myślach: "dlaczego nie widujemy się jak kiedyś? Gdzie te wspólne piwa, co wtorek?".
Zapewne ktoś posądzi mnie o to, że jestem aspołeczny, ale wcale tak nie jest. Ci, którzy mnie znają, pracują ze mną, mieszkają (mieszkali), itp. wiedzą, że jestem osobą wyjątkowo towarzyską.
Po prostu szukam przyczyny. Nie zwalam tego na pracę - nie chcę wykazywac się prostolinijnością.

Subiektywnie - moje NEKzF to:

1) zaniedbanie relacji społecznych o stopniach więzi wyższych niż "znajomości", tj. przyjacielskich,
2) w konsekwencji - brak chęci na spotkania,
3) coraz częstsze odwiedzanie Facebooka, czyt. pogłębianie się w nałogu,
4) przypisanie Facebookowi cech ludzkich i kreowanie systemu na coś będącego w stanie zastąpić żywe relacje międzyludzkie,
5) odczuwanie lęku / dyskomfortu podczas braku dostępu do Facebooka w chwili chęci logowania (brak Internetu, brak zasięgu w komórce)
6) zainstalowanie aplikacji Facebook Mobile w komórce :)  (jako element nieodłącznej egzystencji Facebooka w moim życiu)
7) występowanie konieczności zalogowania się niezależnie od chwili, czasu i sytuacji, wynikającej z kaprysu,
8) pozwolenie na wprowadzenie elementu inwigilacji do swojego życia podczas, gdy przez jego znaczną częśc sie przed nią broniłem.

8 = łosiem. Jestem, może.
Aż 8 punktów, które zaobserwowałem nie tylko u mnie, ale u innych, kompletnie nieświadomych userów.
Jestem pewien, że żadne doświadczenia z dzieciństwa nie miały wpływu na moją nagminną obecność na Facebooku. Jestem pewien też, że ten serwis odzwierciedla mi to, co dzieje się w rzeczywistości, ale zachowuję racjonalizm wiedząc, że znajdę tam tylko to, o czym chcą powiedziec mi znajomi.
Albo to, w jaki sposób chcą, aby zadziała moja percepcja na ich treści... Przecież tak jak media są w stanie dyktować mi to, co dobre, złe i starać się kreować moje poglądy.

W ogromnym szoku byłem, gdy mój starszy brat - postawny, silny i budzący respekt facet [34l] napisał mi któregoś dnia na FB:
"Cześc! Widzę, że grasz w FarmVille to dołącz się do mnie, bo każda pomoc się przyda, dzięki!"
Zdębiałem. Mój brat, mój wzór z dzieciństwa, autorytet i idol, nagle prosi mnie o pomoc na FB, żeby mógł sadzić więcej cholernych wirtualnych rzodkiewek i budować stajnie.
Niesamowite. Skoro Facebook tak zaskakuje to dlaczego miałbym wyolbrzymiać to, co nazwałem wyżej NSKzF? Przecież każde działanie ma swoje konsekwencje, a każda akcja budzi reakcję.
Mało tego, bo na Facebooku można także spotkać moich rodziców. Zapewne Twoich rodziców też, a jeżeli jeszcze nie to prawdopodobnie niebawem poznają moc niebieskiego layoutu. Strzeż się.
Moja galeria, wypitych ze znajomymi drinków, już musiała zniknąć...

AVATAR FACEBOOK.
Zaobserwowałem niezrozumiałe do końca zjawisko na Facebooku.
W zasadzie to na jego trop naprowadziła mnie osoba, z którą aktualnie dzielę życie.
Któregoś dnia usłyszałem w domu luźno rzucone "Dlaczego ludzie piszą na Facebooku o sobie, w trzeciej osobie l. pojedynczej?".
Hm... Ja tak o sobie nie napisałem, bo wydaje mi się to co najmniej dziwne. Przecież nie określam się tak na codzień. Jeżeli, wg mojej teorii, Internet jest przełożeniem świata rzeczywistego na wirtualny to niby czemu miałbym pisać:

Mikołaj Nowak: pisze teraz ten tekst.
albo:
Mikołaj Nowak: idzie na spacer, a potem na zakupy.


Wcześniej trzymałem ten wniosek tylko dla siebie i poniekąd bałem się go upublicznić, albo sprowokować dyskusję.
Zdarza mi sie poruszac tematy, o których inni nie mówią, ale wydawało mi się, ze to byłaby przesada. Do tej chwili.
Dlaczego ludzie zamieszczają swoje myśli na Facebooku w takiej formie?
Mam kilka teorii:

  1. projektują swojego avatara - postać, która reprezentuje ich w cyber świecie zwanym Facebook, a to znaczy, że nie do końca mogą ufać tej przestrzeni. Może też mają świadomość charakteru wirtualnej platformy i zdają sobie sprawę z tej samej klasy bezpieczeństwa w niej;
  2. tak jest po prostu fajniej i bardziej lansersko - w końcu facebook to także (dla niektórych zwłaszcza) 'lans platform', na który ładują "focie z łapy" i "90kg na klatę". /ale beznadziejny hipokryta ze mnie; ostatnio sam załadowałem tam zdjęcie widoku panoramy Warszawy z mojego okna i swojego zielonego bmw - niekiedy ludzka potrzeba/
AVATAR OGÓŁEM.
Ile ludzi z masy to egocentrycy? Inaczej - ilu jest ekstrawertykami? Ilu introwertykami?
Nie znamy odpowiedzi na te pytania, ale wg mnie one się nie liczą z uwagi na to, co opisałem wyżej - ludzie mogą projektowac postrzeganie ich samych w Internecie. Mogą kazać nam myśleć inaczej.
Bowiem nasz wizerunek w sieci nie jest stały i może przywierać dowolne kształty.
Najbardziej odczułem to podczas pracy w Grono.net - pierwszym serwisie społecznościowym w Polsce. Byłem w nim odpowiedzialny za kontakty z Użytkownikami, byłem pierwszy na froncie.
Wówczas zaobserwowałem jak różnie zachowują się te same osoby na kilku profilach. Oczywiście każdy z obserwowanych miał swój "oryginalny" profil syngowany prawdziwym imieniem i nazwiskiem.
Prócz tego, w 'portfolio' niesfornych Gronowiczów znajdowały się profile, które wtedy błędnie klasyfikowałem, jako 'fake profil'. Innymi słowy - profil fałszywy. To błąd, bo każdy w Internecie ma prawo do kreowania swojej tożsamości tak, jak mu się to podoba, o ile nie narusza Prawa, np. nie podszywa się pod kogoś. Teraz zdaję sobie sprawę z tego, że kasując 'fake konta' kasowałem (potem z zespołem - kasowaliśmy) potrzeby różnych tożsamości, różnych userów. To absolutnie nie idzie w parze z ideą Social Networkingu, ale wg mnie lepiej jest się nie wychylać z informacją o tym, że posiadamy kilka postaci.
Może to być odebrane, jako e-dewiacje. Błędnie. /Uprzedzam, że także mam kilka postaci w Internecie, np. na serwerach gry Counter Strike występowałem przed laty, jako gracz Perf. Na czacie, jako Manymore, a na Uczelni MikNow86 :) Każda z tych postaci była niezaprzeczalnie mną, ale miała spełniac inne funkcje w cyber świecie/

Reasumując.
Jeżeli Facebook, jako największy społecznościowy kawałek internetowego tortu, masowa używka to znaczy, że sam Internet może okazac się zdradliwy.
Wg mnie może nawet rozstroić i zaburzyć nasze funkcjonowanie poza siecią oraz diametralnie zmienić percepcję świata off-line.
Musimy uważać i pilnować się. Przesadyzm szkodzi w każdej postaci, ale życie toczy się dalej, niezależnie od rodzajów uzależnień.
Mam jednak nadzieję, że ani Facebook, ani żadna inna platforma, nie stanie się nigdy dla żadnego z nas własną odmianą heroiny. Konsekwencje mogą byc te same - alienizacja, osamotnienie i cierpienie.

thx,
mn