czwartek, 23 grudnia 2010

Community Management - rozmowa z Iloną Grzywińską.

Witajcie,
zapraszam do przeczytania rozmowy, którą przeprowadziła ze mną Ilona Grzywińska - specjalista od kreowania wizerunku firm, marek i produktów w Internecie.

Materiał dostępny jest na blogu Ilony oraz inauguruje sekcję "wywiady".

Polecam: 

Lojalizacja klientów poprzez dialog czyli jak dobrze zarządzać społecznością – rozmowa z Mikołajem Nowakiem

Zapraszam także do zadawania pytań i dyskusji.

Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt oraz samych pomyślności w 2011 roku,
Mikołaj Nowak

wtorek, 9 listopada 2010

Zastanawiam się... czy istnieje dobry Viral?

Dzisiaj luźno o marketingu wirusowym, viarlu.
Początkowo miałem zatytułować posta "jak zrobić dobry viral", lecz wycofałem się z tego zabiegu. Dlaczego? Z typowego powodu - nie jestem pewien, czy jestem specjalistą w tej dziedzinie. Za to mam kilka wniosków, którymi chciałbym się podzielić.
Uznałem, że nie ma sensu definiować po raz kolejny tego zjawiska, czy opisywać łańcuch przyczynowo - skutkowy na konkretnych przykładach. W dodatku nie swoich.
Dobry viral jest tak unikalny jak DNA; musi mieć swój charakterystyczny kod, którym programuje konsumentów na myślenie o danej marce, osobie, działaniu...
Lub po prostu - musi skupić na sobie uwagę poprzez "zarażenie" jak największej ilości osób, w kontekście w/w. Viral sam nie pyta się o target (bo czy pyta się o niego "wirus"?), Viralu nie interesują granice i przeszkody - jeżeli uważamy go za analogię zarażania biologicznego.
Marketing wirusowy ma zarażać i angażować w zarażanie następnych. Więcej i więcej, ale czy "po trupach do celu"?

Pojawia się pojęcie jakościowe, wszak każdy chciałby, aby mówiono o nim dobrze. Czyżby?
Skoro dajemy swobodę kreowania i publikowania opinii to jaką mamy gwarancję, że Viral przyniesie same pozytywne efekty? Nie mamy i nigdy mieć nie będziemy.
Wobec tego zastanawia mnie - jak zrobić Viral, cholernie dobry Viral, którego miernikiem sukcesu jest ilość - nie jakość. Od razu nasuwa się kwestia "viralu kontrolowanego" - co jest absurdem i przeczy filozofii zarażania.
"Taki wirus, o którym powie każdy" -  wywołanie procesu noszenia przekazu oraz silne "zarażanie" kolejnych jednostek. Nie mamy wpływu na typ charakteru człowieka oraz gusta, więc prawdopodobieństwo tego, że komuś przekaz się spodoba jest takie samo jak w przypadku, że zostanie odrzucone, zbojkotowane. Czyste 50 - 50. Z punktu socjologicznego możemy mieć większy wpływ (lepszy efekt) na konkretne grupy, np. "zainteresowani techniką". Wówczas możemy JEDNAK stworzyć pojęcie "Viralu targetowanego", a jego wyjście poza ramy nazwać sukcesem.
Przyjrzyjmy się ostatniemu, mimowolnemu Viralowi dotyczącemu sposobu mówienia Joanny Krupy - supermodelki polskiego pochodzenia, mieszkającej w USA. Ten wirus nazywał się (a raczej dalej nazywa się) "Tap Madl" - fonetyczna (i US - poprawna!) wymowa "Top Model".
Joanna posługuje się charakterystycznym slalomem językowym - starając się mówić płynnie po polsku wplątuje słowa z j. angielskiego, co tworzy dość komiczną całość.
Oczywiście Internauci nie pozostali obojętni wobec wypowiedzi Krupy i rozpoczęli naśmiewanie się z niej głównie na facebooku. Powstało kilka grup, które w niesamowicie szybkim tempie zrzeszały ok. 20k fanów (każda!) wymowy Joanny Krupy. Czy ktoś ją demonizował? Owszem. Pojawiały się negatywne komentarze wykazujące niezrozumienie - "jak można raz używać j. polskiego, a potem angielskiego; jak można tak kaleczyć język ojczysty?" Kwestia empatii - wychowując się od 5. roku życia w US można mieć naciągłości. Niemniej polaków to bardzo rozbawiło i znaczna większość wpisów była ironiczno - komiczna. Czysta satyra (sam jej uległem), która nie zdaje się przeszkadzać Joannie Krupie w codziennym życiu.
Nie wiem jaka była efektywność tego działania podchodzącego pod Viral, ale wnioski są ciekawe - społeczność jest w stanie sama sobie stworzyć wirus. Jest w stanie napędzić się do tego stopnia, że tworzy trend. Właśnie - Viral to bycie fallowersem trendu - też.
Z moich obserwacji wynika, że dzięki temu działaniu "Top Model" zyskał wielu nowych widzów, może nawet fanów.

Teraz należy sobie uświadomić, że viral może mieć elementy socjotechniczne, ale nie jest stricte socjotechniką, gdyż nie do końca pasuje do jej definicji.

Czy viral nie powinien być intruzywny, czy powinien być jak SPAM, lub być nachalny?
Ciężko jest odpowiedzieć na to pytanie, gdyż to Internauci poniekąd nadają tempo. Ba! To tyko oni powinni być machiną napędową Viralu. Jak wielkie jest moje zdziwienie, gdy spotykam marketerów nie wiedzących o tym i twierdzących, że mają "operatorów Viralu".
Bo z viralem drodzy to jest tak - Ty dajesz punkt A, natomiast udzie definiują, gdzie jest Z.
Na 100% Viral nie powinien być jak SPAM, gdyż ten przeważnie ląduje w koszu. Ale - z drugiej strony - jaką mamy pewność, że na nasz wirus nikt nie stworzy szczepionki?

W myśl "nie ważne jak o Tobie mówią - ważne, żeby mówili", dobry Viral nie powinien być zbyt przyzwoity... za to powinien być sprytny, jak "rasowy" wirus.
Taki, który będzie nazywany wieloma pejoratywnymi określeniami - oznaczają one emocje (niekiedy skrajne);
Taki, który będzie niesamowicie lekki i będzie unosił się na fali netowych trendów, być może tworzył kolejne, eliminował stare;
Taki, który będzie mutował się, tworzył substytuty, ale nie zamienniki...

Czy viral mógł być przypadkowy? Świeży przykład Viralu "Tap Madl" pokazuje, że jednak tak.
Sam dałem się w niego wkręcić, ponieważ skutecznie polepsza humor :)
Może sama geneza zjawiska e-wirusa została wygenerowana przypadkowo i przypisana do marketingu, jako niesamowicie angażująca forma? Zapewne znajdzie się Minister ds. Viralu, który odpowie mi na to pytanie w komentarzu :)

poniedziałek, 8 listopada 2010

Idiosynkrazja a logotypy Google

Postanowiłem napisać ten artykuł, gdyż przywiązuję szczególną uwagę do detali w kreacjach internetowych. Takie "zboczenie zawodowe". 

Logo Google z dnia 8 listopada 2010 roku:


Logotyp nawiązuje do 115. rocznicy odkrycia promieni Roentgena
Źródło: Google.com


Google wielokrotnie przypomina nam o ważnych datach i wydarzeniach zmieniając swoje logo.
Galeria logotypów internetowego giganta powiększa się stale. Bardzo lubię ten zabieg.

Przyjrzyjmy się jednak dokładniej logo Google'a z 8 listopada 2010 roku i zwróćmy uwagę na symbole w drugim "o" wyrazu:



Widzimy tam kaczuszkę do kąpieli i kość. Trochę kuriozalne. 


Nie wiem jak Tobie ale mi to od razu skojarzyło się z katastrofą smoleńską.
Może Google powinien być czujniejszy skoro piarowcy zwracają uwagę na detale mniejszej wagi i potrafią na ich podstawie odradzać dalszą komunikację?


wtorek, 29 czerwca 2010

Ocena kampanii - POPISDEAD

Jest czerwiec 2010 roku.
W ostatnim czasie moją uwagę przyciągają billboardy outdoorowe z wielkim sloganem: POPISDEAD promujące radio Roxy FM.

Nazwa tego podmiotu może być myląca, gdyż sugeruje, że jest to stacja stricte rockowa. Taką przynajmniej była do 2007 roku, bo właśnie wtedy nastąpiła zmiana linera. Obecny to "dużo dobrej muzyki".
Niemniej jednak - Roxy FM - nie zapomniało o swoich korzeniach, co można zobaczyć na najnowszych kreacjach:

 

Poniżej zaprezentuję moje koncepcje interpretacji w/w sloganu oraz opowiem dlaczego wg mnie niektóre z nich są szalenie ryzykowne.

Na powyższej grafice możemy dostrzec hasło przewodnie marki Roxy - GRAMY PO BANDZIE.
Interpretując szeroko przekaz kreacji zobaczymy, że Roxy decydując się na tę kreację - mogło faktycznie pojechać po bandzie.
Zacznę od najbardziej lekkich, prawdopodobnie najtrafniejszych skojarzeń:


1. POP IS DEAD / POP JEST MARTWY

Muzyka z gatunku POP określana jest wielokrotnie, jako ‘mniej wartościowa’
z uwagi na szerokie aspekty komercyjne oraz charakter masowy.
Niemniej jednak, w tym przypadku, wartości są mocno subiektywne.
Kiedyś mawiało się, że "wszystko, co masowe wytraca na wartości", co oczywiście mija się z prawdą w innych branżach. (Patrz: Social Networking / Facebook)
Produkcje z gatunku POP są tworzone (we większości przypadków) dla zysku i popularności.

Nie oczekujmy też większych mądrości płynących z obecnych tekstów muzyki POP.
Są to twory ściśle rozrywkowe, dominujące na większości imprez oraz grane przez większość stacji radiowych, na świecie.
Oczywiście są to kwestie subiektywne; dla niektórych grup społecznych - POP - może być sposobem na życie oraz dyktatorem trendów, patrz - nastolatki.
Dlatego też POP może być wg niektórych martwy tj. wolny od refleksji, czy emocji artysty przekazywanych słuchaczom. Stąd też są to tylko hipotezy.
Meritum - dla słuchaczy / fanów innych gatunków (np. Rock) - POP może być mniej wartościowy, lub bezwartościowy.
Takie cechy - najprawdopodobniej - chce przekazać Radio Roxy FM.


2. POP IS DEAD - JAKO HOŁD MUZYCE POP...

...ale tylko tej, którą tworzył Michael Jackson okrzyknięty Królem POPu.
Wg wielu fanów / słuchaczy "Jacko", POP umarł wraz z nagłą śmiercią swojego króla, w czerwcu 2009 roku.
Warto jest wspomnieć, że kampania ogrywana jest właśnie przed rocznicą śmierci Jacksona - 25 czerwca.


KWESTIE POLITYCZNE?
Czyli (możliwy) ironiczny charakter kampanii w kontekście przyśpieszonych wyborów prezydenckich; samowolna integracja z przekazem odnoszącym się do wszystkich obywateli Państwa.

Kolejne możliwości interpretacji:

3. PO & PIS DEAD
Za sprawą niedoszłej koalicji partii PO z partią PiS.
Jak wiadomo, do takiego porozumienia ostatecznie nie doszło - stąd „dead” jak najbardziej adekwatne.
Więcej na temat POPiS...


4. (PO?) PIS DEAD...
Teraz wariant - podkreślam WARIANT - najbardziej kontrowersyjny.

Spójrzmy, jak wyglądałby layout kampanii outdoorowej bez spacji,
z celowym odstępem w jednym miejscu:



(Celowo wyłączyłem z grafiki branding Roxy FM, aby zminimalizować kojarzenie wizualne tej marki z własną symulacją postrzegania)

Robi się kontrowersyjnie? Wręcz niesmacznie i nieetycznie w kontekście niedawnej tragedii pod Smoleńskiem. Tragedii narodowej.

Niemniej jednak - w przypadku przegranej partii PiS w Wyborach Prezydenckich - możliwa jest także interpretacja dwojaka.
Jeżeli ktoś przegrał, jest "dead", co w przymiotniku oznacza także: upadły, wygaszony. Możemy to przypisać, jako synonim porażki.
Nieetycznie zrobi się wtedy, kiedy połączymy fakt niedawnej, tragicznej śmierci Polskiego Prezydenta - Lecha Kaczyńskiego – kojarzonego z PiS.

Czy takie skojarzenie także miało się pojawiać?
To pytanie (zapewne bez odpowiedzi...) do twórcy kampanii.

Podsumowanie.
Uważam, że ta kampania jest bardzo dobra dzięki użyciu gry słów;
Każdy ją skojarzy wg tego, co będzie mu bliższe.
Jeżeli jednak nie jest to gra słów to dlaczego nie zostały użyte spacje?
Wg mnie, ku celowemu wygenerowaniu możliwie kontrowersyjnego zainteresowania, w umysłach odbiorców.

Czarno na białym (dosłownie!) mamy ciekawą kreację, którą możemy interpretować różnorako. Bardzo ciekawy zabieg stylistyczny i naprawdę - cholernie oryginalna kreacja.
Twórcom gratuluję spełnienia misji reklamy - ciekawa, intrygująca
i przyciągająca spojrzenia.

Uważam, że właśnie takich kreacji nam brakuje.
Możliwe skojarzenia pejoratywne są niejasne; nie możemy ich wskazać bezpośrednio, więc nie mamy pewności, czy reklama celowo kogokolwiek obraża.

Bynajmniej nie jest to reklama zakazana.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

AVATAR (nie film)

Dzisiaj będzie znów o Facebooku - moim drugim, internetowym, domu i niezaprzeczalnie fenomenalnym zjawisku internetowym.
Pierwszym domem jest ta strona, jednak rzadko na nią zaglądam. Głupio byłoby napisac "nie mam czasu na pisanie notek na własnym blogu", bo to tak, jakby nie miec czasu dla własnego dziecka. Przynajmniej w branży interaktywnej.
Szczerze - Nie chce mi się, o tak.
Nie chce mi się, nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia, chociaż znaleźli się tacy, co już wysnuwali takie hipotezy.
Byli też tacy, którzy mówili, że wiem o społecznościach wiele, ale dalej za mało. Tym ufam.
I byli tacy, którzy powiedzieli, że moja - fachowa - wiedza ich zaskoczyła. Negatywnie.
Trudno, mam swoje podejście, mam swoje obserwacje i nie waham się operowac nimi.

Tak - przyznaję, że wiem o społecznościach wiele, ale jeszcze nie wszystko.
Dlaczego? Przecież to takie trywialne... Mówimy o obszarze nieskończonym, kreującym się, stale tworzonym przez nas. Codziennie; My - Userzy społeczności - korzystamy z możliwości dobrego ducha UGC /user generated content/ wspieranego mocą demokracji. To jest piękne, to jest fajne. Ba! To jest cudowne, szczególnie w kraju, w którym żyjemy.
Jeżeli nie słuchają nas w domu, szkole, pracy to wysłuchają w Internecie. Niezależnie, bezinteresownie i za darmo. Jeżeli jednak to my chcemy słuchać - robimy to. Freestyle w wersji wirtualnej.

Ja słucham i mnie słuchają - na Facebooku. Tam spełniam się społecznie, ale może to miec negatywne strony... o tym zaraz.
Wielki szacun, o niebieska witryno naszpikowana dobrymi algorytmami, które mają nam ułatwiac kontakt.
Czasami napastliwymi, czasami infantylnie działającymi, ale na pewno praktycznymi.
Facebook ma sprytny społecznościowy interfejs; Facebook dyktuje nowy standard korzystania z Internetu.
Nie jest to jakiś przesadzony trend Social Media (ładniejsza nazwa WEB 2.0) tylko o wiele więcej - prosty wizualnie interfejs o cechach ludzkich. On prowadzi z Tobą dialog po każdym zalogowaniu:
"Popatrz! Ją możesz znać" - "Zaczep Go, jak nie masz odwagi zagadać" - "Napisz na Jej tablicy" - "Przywitaj się" - "Pomóż znaleźć znajomych", itd...

Moje negatywne efekty długotrwałego korzystania z Facebooka.
Niewątpliwie Fejsbuk silnie uzależnia. Jak nie on sam to FarmVille, jak nie FV to MafiaWars, jak nie MF to Friend of the day, itd. Mnóstwo aplikacji, ogromne spectrum możliwości; różnorodność, która celuje do niemalże we wszystkie gusta.
Od kiedy wciągnąłem się w Facebooka zmniejszyłem intensywność spotkań z moimi znajomymi. A znajomych mam rewelacyjnych; o różnych typach osobowości, z bogatymi bagażami doświadczeń, ciekawych...
Ewidentnie, za każdym razem, jest z nimi o czym rozmawiać, ale po co, skoro wszystko o nich wiem z facebooka? Dopiero kilka dni temu zadałem sobie pytanie w myślach: "dlaczego nie widujemy się jak kiedyś? Gdzie te wspólne piwa, co wtorek?".
Zapewne ktoś posądzi mnie o to, że jestem aspołeczny, ale wcale tak nie jest. Ci, którzy mnie znają, pracują ze mną, mieszkają (mieszkali), itp. wiedzą, że jestem osobą wyjątkowo towarzyską.
Po prostu szukam przyczyny. Nie zwalam tego na pracę - nie chcę wykazywac się prostolinijnością.

Subiektywnie - moje NEKzF to:

1) zaniedbanie relacji społecznych o stopniach więzi wyższych niż "znajomości", tj. przyjacielskich,
2) w konsekwencji - brak chęci na spotkania,
3) coraz częstsze odwiedzanie Facebooka, czyt. pogłębianie się w nałogu,
4) przypisanie Facebookowi cech ludzkich i kreowanie systemu na coś będącego w stanie zastąpić żywe relacje międzyludzkie,
5) odczuwanie lęku / dyskomfortu podczas braku dostępu do Facebooka w chwili chęci logowania (brak Internetu, brak zasięgu w komórce)
6) zainstalowanie aplikacji Facebook Mobile w komórce :)  (jako element nieodłącznej egzystencji Facebooka w moim życiu)
7) występowanie konieczności zalogowania się niezależnie od chwili, czasu i sytuacji, wynikającej z kaprysu,
8) pozwolenie na wprowadzenie elementu inwigilacji do swojego życia podczas, gdy przez jego znaczną częśc sie przed nią broniłem.

8 = łosiem. Jestem, może.
Aż 8 punktów, które zaobserwowałem nie tylko u mnie, ale u innych, kompletnie nieświadomych userów.
Jestem pewien, że żadne doświadczenia z dzieciństwa nie miały wpływu na moją nagminną obecność na Facebooku. Jestem pewien też, że ten serwis odzwierciedla mi to, co dzieje się w rzeczywistości, ale zachowuję racjonalizm wiedząc, że znajdę tam tylko to, o czym chcą powiedziec mi znajomi.
Albo to, w jaki sposób chcą, aby zadziała moja percepcja na ich treści... Przecież tak jak media są w stanie dyktować mi to, co dobre, złe i starać się kreować moje poglądy.

W ogromnym szoku byłem, gdy mój starszy brat - postawny, silny i budzący respekt facet [34l] napisał mi któregoś dnia na FB:
"Cześc! Widzę, że grasz w FarmVille to dołącz się do mnie, bo każda pomoc się przyda, dzięki!"
Zdębiałem. Mój brat, mój wzór z dzieciństwa, autorytet i idol, nagle prosi mnie o pomoc na FB, żeby mógł sadzić więcej cholernych wirtualnych rzodkiewek i budować stajnie.
Niesamowite. Skoro Facebook tak zaskakuje to dlaczego miałbym wyolbrzymiać to, co nazwałem wyżej NSKzF? Przecież każde działanie ma swoje konsekwencje, a każda akcja budzi reakcję.
Mało tego, bo na Facebooku można także spotkać moich rodziców. Zapewne Twoich rodziców też, a jeżeli jeszcze nie to prawdopodobnie niebawem poznają moc niebieskiego layoutu. Strzeż się.
Moja galeria, wypitych ze znajomymi drinków, już musiała zniknąć...

AVATAR FACEBOOK.
Zaobserwowałem niezrozumiałe do końca zjawisko na Facebooku.
W zasadzie to na jego trop naprowadziła mnie osoba, z którą aktualnie dzielę życie.
Któregoś dnia usłyszałem w domu luźno rzucone "Dlaczego ludzie piszą na Facebooku o sobie, w trzeciej osobie l. pojedynczej?".
Hm... Ja tak o sobie nie napisałem, bo wydaje mi się to co najmniej dziwne. Przecież nie określam się tak na codzień. Jeżeli, wg mojej teorii, Internet jest przełożeniem świata rzeczywistego na wirtualny to niby czemu miałbym pisać:

Mikołaj Nowak: pisze teraz ten tekst.
albo:
Mikołaj Nowak: idzie na spacer, a potem na zakupy.


Wcześniej trzymałem ten wniosek tylko dla siebie i poniekąd bałem się go upublicznić, albo sprowokować dyskusję.
Zdarza mi sie poruszac tematy, o których inni nie mówią, ale wydawało mi się, ze to byłaby przesada. Do tej chwili.
Dlaczego ludzie zamieszczają swoje myśli na Facebooku w takiej formie?
Mam kilka teorii:

  1. projektują swojego avatara - postać, która reprezentuje ich w cyber świecie zwanym Facebook, a to znaczy, że nie do końca mogą ufać tej przestrzeni. Może też mają świadomość charakteru wirtualnej platformy i zdają sobie sprawę z tej samej klasy bezpieczeństwa w niej;
  2. tak jest po prostu fajniej i bardziej lansersko - w końcu facebook to także (dla niektórych zwłaszcza) 'lans platform', na który ładują "focie z łapy" i "90kg na klatę". /ale beznadziejny hipokryta ze mnie; ostatnio sam załadowałem tam zdjęcie widoku panoramy Warszawy z mojego okna i swojego zielonego bmw - niekiedy ludzka potrzeba/
AVATAR OGÓŁEM.
Ile ludzi z masy to egocentrycy? Inaczej - ilu jest ekstrawertykami? Ilu introwertykami?
Nie znamy odpowiedzi na te pytania, ale wg mnie one się nie liczą z uwagi na to, co opisałem wyżej - ludzie mogą projektowac postrzeganie ich samych w Internecie. Mogą kazać nam myśleć inaczej.
Bowiem nasz wizerunek w sieci nie jest stały i może przywierać dowolne kształty.
Najbardziej odczułem to podczas pracy w Grono.net - pierwszym serwisie społecznościowym w Polsce. Byłem w nim odpowiedzialny za kontakty z Użytkownikami, byłem pierwszy na froncie.
Wówczas zaobserwowałem jak różnie zachowują się te same osoby na kilku profilach. Oczywiście każdy z obserwowanych miał swój "oryginalny" profil syngowany prawdziwym imieniem i nazwiskiem.
Prócz tego, w 'portfolio' niesfornych Gronowiczów znajdowały się profile, które wtedy błędnie klasyfikowałem, jako 'fake profil'. Innymi słowy - profil fałszywy. To błąd, bo każdy w Internecie ma prawo do kreowania swojej tożsamości tak, jak mu się to podoba, o ile nie narusza Prawa, np. nie podszywa się pod kogoś. Teraz zdaję sobie sprawę z tego, że kasując 'fake konta' kasowałem (potem z zespołem - kasowaliśmy) potrzeby różnych tożsamości, różnych userów. To absolutnie nie idzie w parze z ideą Social Networkingu, ale wg mnie lepiej jest się nie wychylać z informacją o tym, że posiadamy kilka postaci.
Może to być odebrane, jako e-dewiacje. Błędnie. /Uprzedzam, że także mam kilka postaci w Internecie, np. na serwerach gry Counter Strike występowałem przed laty, jako gracz Perf. Na czacie, jako Manymore, a na Uczelni MikNow86 :) Każda z tych postaci była niezaprzeczalnie mną, ale miała spełniac inne funkcje w cyber świecie/

Reasumując.
Jeżeli Facebook, jako największy społecznościowy kawałek internetowego tortu, masowa używka to znaczy, że sam Internet może okazac się zdradliwy.
Wg mnie może nawet rozstroić i zaburzyć nasze funkcjonowanie poza siecią oraz diametralnie zmienić percepcję świata off-line.
Musimy uważać i pilnować się. Przesadyzm szkodzi w każdej postaci, ale życie toczy się dalej, niezależnie od rodzajów uzależnień.
Mam jednak nadzieję, że ani Facebook, ani żadna inna platforma, nie stanie się nigdy dla żadnego z nas własną odmianą heroiny. Konsekwencje mogą byc te same - alienizacja, osamotnienie i cierpienie.

thx,
mn

czwartek, 11 marca 2010

"NK" pokona Facebooka? Netowe (N)Kbooom!

Ech, uwielbiam zaczynać post od pytania w tytule :)
Dzisiaj będzie pierwszy post od bardzo długiego czasu. Za to na bardzo modny temat!

Czy Nasza-Klasa.pl (jeszcze, bo docelowo NK) pokona rosnącego w siłę Facebooka?

Siła tego drugiego jest ogromna. Ba! Jest największa na świecie. Mocarz Social Networkingu - Facebook - stale rośnie w RU zdobywając kolejne państwa i wygryzając lokalnych liderów.
Wchodzi na nowy rynek spokojnie... potem pokazuje ASY.

Ma czym wojować?
Oczywiście, bo Facebook nie jest przecenionym serwisem, a co najważniejsze - nie jest żadną kopią.
Wiadomo, że inspiracją dla Jego twórców byli i są ludzie. Jakież to proste, prawda?
Jeżeli Userów irytują reklamy display - Facebook ich nie wyświetla, ale tworzy przyjazny system reklamowy.
Jeżeli brakuje prywatności - Facebook daje zaawansowany system personalizacji wyświetlania treści. Hm, a raczej jest zobligowany go dać.
Tak oto, dodając na nim notkę mam pewność, że zobaczą ją moi znajomi, a szef - który też jest w moich znajomych - nasyci się avatarem. Bo tylko tyle zobaczy.

Oto pięknie roznąca krzywa zapachu oznaczającego apetyt  na Facebooka w Polsce, mniam:



Słowem - Zespół Facebooka wie jak dobrze ograć społeczność; wie jak dostarczyć jej to, czego potrzebuje od serwisu społecznościowego.
Tworzenie serwisu dla społeczności jest jak gotowanie - trzeba zachować odpowiednie proporcje, dobrze przyprawić i elegancko podać. Wcześniej trzeba zrozumieć jednak, że świat IT jest tylko płytą, na której gotujemy.

Nasza-Klasa.pl - ma czym wojować?
Jasne, przecież ma najpotężniejsze działo na polskim e-rynku. Niestety, ale kończy mu się amunicja, więc zaczyna strzelać do RU z tej, którą wykorzystuje FB.
Popyt na polskiego lidera słabnie, bo jego misja i cel już się zrealizowały.
Działania naprawcze podjął Zarząd NK, zmieniając slogan przewodni - z "portal [??] dla ludzi z klasą" na "miejsce spotkań". Zmienił się także logotyp - z chaotycznego i wizualnie niezgrabnego na spójny, prostszy i OCZYWIŚCIE zadziwiająco podobny do czcionki logo Facebooka.
Nowe logo będzie lepiej wyglądać także na materiałach prasowych, czy materiałach BTL.
Zapewne niebawem zmieni się tam cały layout, interfejs i wiele innych. 

Dobra, wróćmy do amunicji, przeładujmy:
mamy pierwsze efekty - oto niektóre NOWE mechanizmy na NK podpatrzone wcześniej na Facebooku:

- Osoby, które możesz znać? / podpowiada nowych ludzi; analizuje ilość znajomych u naszych znajomych tak, by finalnym wynikiem była osoba potencjalnie nam znana. Niczym nie różni się od Facebookowych "propozycji",
- Śledzik - nic innego jak Micro-blogging na NK, czyli core Facebooka "Live Feed" - posty wyświetlane na profilu / tablicy Usera oznaczające jego aktywnośc w serwisie,

Przyznam, że nie trafia do mnie zabawa językowa, jaką zastosowało NK w przypadku nazywania tego produktu. Śledzik = śledź = podążaj = fallowers, itd. Dżizas, w kraju, w którym śledzie kojarzą się głównie z wódką? Ryzykowne, ale intrygujące :)

- NKtalk / czyżby inspiracją dla tego narzędzia był Facebook Chat? Aplikacje są do siebie zadziwiająco podobne; ważne, że spełniają swoją funkcję i ułatwiają komunikację, bo NKtalk to naczelny komunikator w NK.

Mmm, Internet jest medium rządzącym się absolutnie swoimi prawami. Wypunktuję ten polski.
Proponuję małą zabawę ironiczną w "Tutaj nie ma", znacie? :)

Tutaj nie ma czegoś takiego jak plagiat. Tu jest własna interpretacja:
  • Twitter - Blip, 
  • Classmates.com - Nasza-Klasa.pl, 
  • Demotivatorsite.com - Demotywatory.pl,
  • Digg.com - Wykop.pl.
Tutaj nie ma kopiowania funkcjonalności. Jest ich zapożyczanie, bo i co w tym złego?

Tutaj nie ma naczelnej kreatywności. Za to perfekcyjnie rozwinięta jest ta: "jak to zrobić, aby nie było identyczne?" Grono.net w 2009 roku akurat bardzo się tym nie przejęło:

Źródło obrazka: Wykop.pl

Tutaj nie ma czerpania inspiracji z ludzi i tworzenia dla nich w oparciu o socjologię, czy psychologię.
Core targetem jest nie User, a zysk; serwis społecznościowy ma być sztuczną choinką, na której powiesimy setki światełek w postaci reklamy display. Ludzie to wyklikają, więc powiesimy następne i tak all time. Tyle, że ludzie wolą klikać w to, co ich interesuje, a z pewnością nie jest to nachalny i intruzywny przekaz reklamowy, ale...
Z dobrym serwisem społecznościowym jest jak z dobrym bankiem - musi zarabiać!
Jasne - w 100% się zgodzę, ale dlaczego nie można zarabiać i jednocześnie kreować czegoś tylko dla ludzi? Przecież fajne projekty mogą być rentowne & perfekcyjnie zorganizowane.
Czy polski model nie przypomina zarabiania na pomysłach innych? Pytanie w zasadzie retoryczne.

NK.pl, na polskim rynku, ma ogromne szanse, by pokonać Facebooka.
W końcu do walki zakłada jego rękawice... Nie zapominajmy też, że pomimo jednego modelu działania - te dwa produkty są od siebie całkiem różne. Co za tym idzie - dla różnych ludzi.
Wiele Megabitów przepłynie przez łącza zanim polski User w pełni dojrzeje do Facebooka, a co najważniejsze - zanim mu zaufa. NK dalej pozostaje z ogromną liczbą lojalnych Userów, którym - póki co - ani się śni zmieniać dostawcy usług społecznościowych.
Tyle, że wchodzenie w celu oglądania zdjęć znajomych kiedyś się znudzi, a brak szerszych interakcji doprowadzi do stagnacji. Wówczas User pójdzie na żer i być może upoluje Facebooka, bo wszyscy zachwalają, bo może warto; bo coś w tym jest... uleganie modzie :)
Podczas, gdy Heavy-User już od dawna delektuje się prostotą niebieskiego interfejsu, mądrością algorytmów i setkami zabawnych aplikacji. Mało to! Na Facebooku możemy rozmawiać celebrytami, m.in.: Lady GaGa, Whitney Houston, Mariah Carey... i setki innych.
Wyobraźcie sobie, że Lady GaGa (obecnie najefektywniej zbudowana marka, w najkrótszym czasie) odpisuje Wam na NK. Unreal. Co najwyżej podelektujecie się widokiem nienaturalnie wielkich ust Krzysztofa Ibisza reklamującego Śledzika, czy MR OZA śpiewającego Wam "Miliony Monet" podczas płacenia za benzynę.
Na gwiazdach się jednak nie kończy, bo na Facebooku możemy aktywnie dzielić czas ze swoimi ulubionymi markami, np. Adidasem, Sony, czy Małym Głodem od Danona.
Dla mnie - eksperta od społeczności - najważniejsze jest, że FB ma bardziej cechy społeczne niż informatyczne, czyli nieludzkie. To nie jest sucha, polakierowana fotoshopem witryna.
To aktywny i żyjący Facebook, full UGC tworzony codziennie przez każdego z nas.
Jest tam kwintesencja tego, co powinien posiadać każdy serwis społecznościowy. Uważam, że Facebook powinien wypuścić moduł Social Network implementowany w wortale, serwisy, itp.
Dzięki temu wiele znacznie mniejszych podmiotów oszczędziłoby sobie obciachu związanego z kopiowaniem funkcjonalności i próbą "bycia jak Facebook".

Czy NK pokona napierającego Facebooka?
Może tak, może nie - ta branża zmienia się dynamicznie i już nie raz zaskoczyła.
Nasza-Klasa była maleńkim nic nie znaczącym graczem, a Facebook miał być interfejsem dla studentów w ramach uczelni. Nieźle, nie?

Nasza-Klasa ma szansę obronić się przez napierającym Facebookiem, ale wg mnie nie dłużej niż rok.
Tak, jak pisałem wyżej - polski User dojrzeje, zacznie szukać nowych rozwiązań społecznościowych, zacznie testować - taka jest natura człowieka.

KAboooooom!
Uważam, że pod koniec w Q4 2010, max Q1 2011 padnie decydujący cios.
NK może bronić się przed międzynarodowym liderem, ale nie zapominajmy o tym, że popyt na Facebooka jest przeogromny. W wielu krajach funkcjonuje on tylko dzięki swoim lojalnym Userom, który SAMI przetłumaczyli go na rodzime języki.

Nie wiemy co się stanie.
Zwrot akcji na rynku może nastąpić bardzo szybko.
Niedawno uruchomiony został www.SolarisGate.pl - podobno rewolucyjny i innowacyjny serwis wskazujące nowe flow społecznościowe. Podobno Facebook trzeciej generacji z naszym DNA.
Tyle, że poza ładnym marketingowym 'pitu-pitu' nic dalej się nie dzieje, a Solaris kosztuje.
I to nie mało... Ponad 90zł za 2 lata.
Niemniej jednak USP Solaris Gate robi wrażenie. Poczytajcie o tym więcej na oficjalnym blogu.

Spekulacji mogą być miliony, ale Facebook jest tylko jeden.
Najzabawniejsze jest to, że żyje w dziesiątkach innych serwisów.