piątek, 10 lipca 2009

Ikony świata tego.

Było piękne, późne popołudnie któregoś letniego dnia 2007 roku.
Pan nikt został dłużej w pracy; miał jeszcze skończyć skomplikowaną specyfikację funkcjonalną dla programisty na jutrzejszy dzień.
Biuro było już puste, a za oknem rozciągał się nietypowy widok zachodu słońca.
Nikt usiadł na krześle w stronę zjawiska i podziwiał jak minuta po minucie słońce znika za blokami i szklanymi wieżowcami.
Cała, szara dotąd, okolica była skąpana w soczystych i ciepłych kolorach nieba, które rozciągały się w rozpiętości kilku kilometrów.
Niesamowity widok zaledwie kawałka metropolii w innym ujęciu zahipnotyzował Pana nikt.
Tę piękną terapię przerwał donośny męski głos, który zapytał:
"co tu jeszcze robisz?".
- "pracuję" - odparł nikt. "A raczej... delektuję się tym niecodziennym widokiem, zobacz."
Nikt wskazał na rozciągający się, malowniczy obraz nieba utrzymany w pomarańczowych i innych, ciepłych barwach.
Pan nikt był tak zaabsorbowany obserwowaniem, że nawet nie skojarzył komu odpowiada.
"Widzę, niekiedy miasto potrafi być przyjemne" - odparł Andrew, szef nikogo.
- "A Ty co jeszcze robisz?!" zapytał nikt spoglądając delikatnie, pod kątem na bossa, po czym nadmienił: "w sumie to Ty zawsze zostajesz po godzinach".
Andrew podszedł do wielkiego szklanego okna, spojrzał się swoim badającym wzrokiem i przeczesał nim okolicę.
Gość jest mistrzem w projektowaniu interfejsów; patrzył się na kolorowe niebo jak na sprytny interfejs, od którego czegoś by oczekiwał...
"Podejdź" - donośny głos rozległ się ponownie po wielkim pomieszczeniu zwanym open-space.
Pan nikt podszedł do okna. "Co widzisz?"
- "kolorową okolicę."
"Nie, nie chodzi o to. Co widzisz w oddali?" - Hm, mruknął nikt. - "Przyjrzyj się"
Andrew to erudyta z ogromnym bagażem doświadczeń. Nikt wiedział od razu, że w oddali znajduje się coś, co warto jest zobaczyć i przeanalizować.
Wbił wzrok w krajobraz i zaczął analizować teren tak, jak robił to wcześniej jego szef.
Po sekundzie dostrzegł 2 czarne symbole na czerwono - fioletowym już niebie. Były najbardziej intrygujące. Światło padało na nie tak, że nikt widział tylko dwa czarne obiekty ustawione obok siebie vis a vis poziomu jego oczu.
- "O! Wielki kościelny krzyż i logotyp Mc'Donald's-a, obok siebie" - powiedział nikt z euforią.
"No właśnie:

dwie najpopularniejsze ikony ówczesnego i obecnego świata stoją tuż obok siebie. Każda z nich ukształtowała swoich odbiorców inaczej, i nauczyła ich czego innego. Gdyby dodać tam jeszcze Coca-Colę i Michaela Jacksona to mamy komplet"

Rzucił luźno, ale z frasobliwą miną...

To zadziwiające jak bardzo symbole kierują ludźmi, jaki mają wpływ na ich przekonania i percepcję rzeczywistości. Może to manipulacja? Może marketing? Może przekonania, albo wszystko na raz?

sobota, 20 czerwca 2009

Internet - oddziaływanie zagrożeń.

Poniższy model nazwałem pejoratywnym kołem.
Prezentuje on schemat zagrożeń spotykanych w Internecie, z którymi się spotkałem, zwalczałem, lub które obserwowałem:



Model pokazuje, że zagrożenia w sieci pokrywają się ze sobą w stopniach: większym, mniejszym, lub minimalnym oraz oddziaływają na siebie w wirtualnym organizmie.

Przykładowo: zaburzenia podsycają trolla do antyspołecznego zachowania, co może w perspektywie przerodzić się w dewiacje; pedofile szukają m.in. stron z dziecięcą pornografią; niebezpieczne witryny zbierają dane, by rozsyłać niezamówione informacje handlowe, itd. Działa także w odwrotną stronę, na przemian, lub w dowolnych kombinacjach.

Wniosek: Zawsze staram się podkreślać, że w wirtualnym świecie pojęcie bezpieczeństwa jest także wirtualne.

poniedziałek, 25 maja 2009

Co jeśli WEB 2.0 to epoka?

Jest 2009 rok. Do napisania tego artykułu, skłoniła mnie dyskusja w serwisie Goldenline.
Ktoś zadał tam pytanie, na które nie nie ma jasnej odpowiedzi.


Czym jest WEB 2.0?

Nie wypada tworzyć kolejnej definicji, więc przytoczę:
Web 2.0 – potoczne określenie serwisów internetowych, powstałych po 2001, w których działaniu podstawową rolę odgrywa treść generowana przez użytkowników danego serwisu. /źródło: www.Wikipedia.pl/
Oczywiście mowa o wszystkich platformach blogowych (wordpress.com, blogger.com), social networkingowych (facebook.com, myspace.com), social bookmarking'owych (digg.com), itp. 
Definicja nie zdradza wszystkiego, ponieważ UGC /User Generated Content/ jest tylko jednym z czynników składających się z WEB 2.0. Fakt, że kluczowym. 
Kolejnym jest kolorystyka; mówiono, że platformy WEB 2.0 charakteryzują się delikatnymi odcieniami, wręcz pastelowymi kolorami. Taki z początku był Gmail, ale czy e-mail jest WEB 2.0, skoro jego funkcja od 1.0 pozostała niezmienna? 
Jeszcze innym czynnikiem było użycie nowych, niespotykanych dotąd technologii do tworzenia bądź ulepszania stron, np. AJAX. 

Od dawna w sieci krążą plotki o nadejściu WEB 3.0, ale nikt jeszcze płynnie nie zdefiniował, w jaki sposób miałoby to się objawić. 

Mamy do czynienia z epoką?

Internet jest tak młodym medium, że to co napisałem powyżej może wzbudzić śmiech na ustach. OK, to teraz się pośmiejemy, a za 100 lat przyznamy sobie rację :) Przypomnijmy sobie jak to było z Literaturą: /wymieniam w epokach/

Średniowiecze, Renesans, Barok, Oświecenie, Romantyzm, Pozytywizm, Młoda Polska, Dwudziestolecie międzywojenne, Literatura II wojny światowej, Literatura współczesna.
Każda z epok była inna, każda miała inny klimat i filozofię działania twórców. 
Epoka - zamknięty w określonych ramach fragment dziejów. 
Pasuje, jak ulał! WEB 2.0 jest kolejną epoką wirtualnego świata.

Nie możemy jej w pełni zdefiniować, ponieważ jeszcze do końca nie odkryliśmy jej możliwości; 
Nie możemy też jej zakończyć, ponieważ nie mamy lepszej alternatywy. Nie ma też nowej, innowacyjnej filozofii dającej prąd do potrzeby zmian. 
Obecny Internet daje tak wiele wystarczających możliwości, które jeszcze się nam nie znudziły 
i /hipotetycznie/ na dzień dzisiejszy większości wystarczą. 

Początki Internetu datuje się na koniec lat 60. XX wieku. Wcześniej pisałem, że początek WEB 2.0 datujemy na 2001, więc Epoka WEB 1.0 liczyła sobie aż  50 lat. 
W takim razie WEB 2.0 liczy sobie niecałe 8 lat, a już branża nadmienia o WEB 3.0?

Mówi się, że WEB 2.0 nie jest nową WEB czy Internetem tylko sposobem wykorzystania zasobów. Oczywiście, czyli tak samo jak było z Literaturą. W każdej z epok pisano... inaczej.

Czym może być następca? 

Dotykiem, zapachem... stymulowaniem naszej percepcji w nieznany dotąd sposób - w sieci.
Urzeczywistnieniem tego, co dzisiaj znamy pod pojęciem "świat wirtualny" i uaktywnieniem dotąd nieznanych Internetowi zmysłów. 
Jak wiadomo trwają prace nad udoskonaleniem przekazu wizualnego. 
Może nawet wirtualny dotyk będzie motywem wprowadzającym kolejną epokę i finalizującym jednocześnie poprzednią?

Numerowanie brzmi brzydko. Nazwijmy WEB 2.0...


Mikołaj Nowak

wtorek, 21 kwietnia 2009

Ku refleksji - Bojkot inspiracji.

Ostatnim czasem często obserwuję na przemian dwa słowa: bojkot
oraz inspiracje. Niezwykle modne stały się za sprawą mocnego rozgłosu; subiektywnie były to wydarzenia:

/inspiracje/
- za sprawą impaktowej kampanii marki Lipton. (Lipton inspiruje)

/bojkot/
- za sprawą głośnej afery Partii PIS kontra Grupa TVN SA.



Inspiracje inspirują.

Hm, o ile Liptonowi kampania się udała, tak innym, kopiującym komunikat nie idzie gładko. Może dlatego, że kreatywni albo na siłę starają się wykorzystać tlący się jeszcze efekt Liptona, albo wstrzelili się w promocję nieudolnie; właśnie wtedy, kiedy ludzie mają już przesyt wszechobecnego Liptona. Czym są inspiracje?


INSPIROWAĆ [od łac. inspiratio - natchnienie]

dawać natchnienie, impuls do czegoś, pobudzać do aktu twórczego.

Można powiedzieć, że przepych słowa "inspiracje" zainspirował mnie do napisania tej notki.
Obecnie, w promocji słowo inspiracje jest mdłe i niewyraziste. Dlaczego?
Być może właśnie dlatego, że jesteśmy w stanie przypisać je dosłownie do wszystkiego; zainspirować nas może wiosna, dobrze ustawione meble u sąsiada, dowolny kształt, czy dźwięk rozbijającej się o wodę kropli. Brak unikalnych cech nie brzmi twórczo. Z kolei drugą hipotezą mojej tezy jest jego przesyt w mediach i na nośnikach różnych, przedziwnych lub standardowych formatów.
Co zatem oznacza przesyt słowa mdłego, niewyrazistego oraz czym może skutkować w ujęciu marki? Odpowiedź jest prosta - dokładnie tym, co znaczy, czyli nijaką jakością przekazu. Tak - jeżeli jest czegoś więcej, to odbiorca jest zmuszony podzielić uwagę między kilka kreacji i dokonać subiektywnego wyboru tej najlepszej. Nie muszę chyba dodawać, że w jego umyśle zwycięża wybór marki, której kreacja wywarła na nim największy wpływ. Wyobraźmy sobie, że kreacje to produkty namacalne; ile radości i treści jest w stanie wnieść kreacja posiadająca czynnik USP? /Unique Selling Proposition - cokolwiek, co nas wyróżni/
Skoro reklama zawierająca modne ostatnio słowo "inspiracje" jest obecnie jedną z wielu (z uwagi na nomenklaturę), to niech chociaż daje odbiorcom coś wyjątkowego. Przykład z innej beczki: Marek samochodów jest wiele; wszystkie
z nich kreują wg jednego schematu, ale to Porsche kojarzy się z prędkością, Volvo z bezpieczeństwem czy BMW - z prestiżem.
Podsumowując "Inspiracje" - nie sztuką jest kopiować kreatywność,
a tłumaczenie, że inspiracje - inspirują, to masło - maślane.

Bojkot, bojkotu.

Bojkot (z ang. boycott) jest to częściowe lub całkowite zerwanie kontaktów (handlowych) lub stosunków dyplomatycznych z firmą, organizacją, Państwem stosuje się w celu wyrażenia protestu lub wywarcia presji (wymuszenia ustępstw). Bojkot tzn. lekceważyć kogoś czy coś podważać jego rację lub poglądy. Nazwa bojkot pochodzi od nazwiska Charlesa Boycotta /źródło - wikipedia.pl/

Dziękujemy Ci Charlesie za to kolejne słowo, którym jesteśmy katowani w mediach.
Z całym szacunkiem - dobrze, że nie nazywałeś się wulgarnie lub Twoje nazwisko nie budzi skojarzeń. (Poza negatywnymi w czasach obecnych, oczywiście) Spoczywaj w pokoju.
Zapewne, gdyby Charles Boycott nie wprowadził podwyżki czynszu w 1880, to dzisiaj słowo "bojkot" by nie istniało. Mówiąc wprost - bojkot jest kumulacją negatywnych emocji oburzonych ludzi.
Dzisiaj podwyżki czynszu są czymś normalnym i każdy z nas zdarzył się już do nich przyzwyczaić. Jak widać w czasach ówczesnych działanie Boycotta zainspirowało :) kogoś do stworzenia nowego słowa. Niby taka brzytwa Ockhama, ale o ile Newtony zrozumieć jestem w stanie - tak bojkotu ni cholery.
Dlaczego? Być może dlatego, że teraz wszystko jest bojkotem; jest bojkotowane, i o bojkocie (po raz 3) mówi się dosłownie wszędzie.
Bojkot TVN, Bojkot Naszej-Klasy.pl, Bojkot TVP, Bojkot Superstacji, w ogóle jeden wielki bojkot mediów! Hm, więc po co one są?
To piękne słowo na "b" używane tak często (i w wielu przypadkach nieadekwatnie) przypomniało mi pewne piękne określenie - bullshit.
Może nasze społeczeństwo bojkotuje wszystko i wszystkich, bo taka jest moda?
Może czas na bojkot - bojkotu lub bojkot nieudolnego kopiowania słowa "Inspiruje" w promocji?

Może czas na wzmożoną kreatywność i sukcesywne eliminowanie tego, co się zwyczajnie "przejadło"?!